Z przygodą na ty Strona Główna



Z przygodą na ty

Forum Miłośników Przygody im. Pana Samochodzika

• FAQ • Szukaj • Użytkownicy • Grupy
• Rejestracja • Zaloguj • Album
Puzzle
Forum w mediach

PS i Niewidzialni - analiza treści książki
Autor Wiadomość
Yvonne 
Moderator



Wiek: 39
Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 7184
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2015-12-04, 20:39   

PawelK napisał/a:
Można tanio kupić na Amazonie wersję niemiecką


Niestety nie znam niemieckiego.
_________________
Zapraszam:

http://odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com/

 
 
Yvonne 
Moderator



Wiek: 39
Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 7184
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2015-12-12, 19:17   

Rozdział 11

Wraz z Tomaszem i Winnetou podsłuchujemy, co dzieje się w dwóch wrogich obozach nad jeziorem: Batury i Niewidzialnych. Obserwujemy poranek na biwaku i błękitną piżamę Moniki. Towarzystwo się rozdziela. Alfred i Berta rezygnują z poszukiwań, z Tomaszem żegna się również Greta Herbst. Pojawia się Kędziorek.

Rozdział 12


Tomasz z Moniką wyruszają do Wojnowa, do zagrody Makulskiego. Ponownie spotykają się z Gretą. W rozdziale tym czytamy też o staroobrzędowcach. Po "rozgromieniu" dzięki strzelbie Winnetou bandy hobbystów, Tomasz odnajduje pierwszą skrzynkę. Spotykamy też starego znajomego, Wielkiego Bobra.

Rozdział 13

Tomasz wraz z Moniką i Gretą przegląda gazety i książki znajdujące się w pierwszej skrzynce. To doskonała okazja do opowieści o pierwszych książkach drukowanych po polsku, o Gizewiuszu, Seklucjanie i Małeckim.
Nienacki potrafił pięknie oddać takie sprawy jak narodowość i historia mieszkańców ziemi mazurskiej:

"Te pożółkłe papiery są cenniejsze niż złoto. To kawałek historii. Nasz akt prawny, który pozwala nam z podniesionym czołem stąpać po skrawku mazurskiej ziemi."

Rozdział kończy się zabawną sceną wizyty Kędziorka w pokoju Pana Samochodzika.
Zawsze bawi mnie jego reakcja na wiadomość, że Monika jest detektywem:

"- Wie pan co? Nie chciałbym mieć za żonę detektywa, który wszędzie wściubia nos szybko demaskuje każde kłamstewko. Ta sprawa w ogóle zmienia postać rzeczy.
- A co? Miłość panu przechodzi? - zaciekawiłem się.
- Na to wygląda. Nawet nie mam ochoty iść z wami na śniadanie."


:-D :-D :-D
_________________
Zapraszam:

http://odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com/

Ostatnio zmieniony przez Yvonne 2015-12-22, 20:34, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Captain Nemo 
Zlotowicz
z jedzeniem na TY...



Wiek: 39
Dołączył: 14 Sie 2013
Posty: 188
Wysłany: 2015-12-14, 20:26   

Yvonne napisał/a:

„Na tropach Smętka” – Melchior Wańkowicz


Dopisać dalsze losy ? :)
_________________
 
 
Yvonne 
Moderator



Wiek: 39
Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 7184
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2015-12-15, 09:39   

Captain Nemo napisał/a:

Yvonne napisał/a:

„Na tropach Smętka” – Melchior Wańkowicz


Dopisać dalsze losy ?


Myślałam, że proces pisania już w toku ;-)
Nazwisko rodowe do czegoś zobowiązuje :027:
_________________
Zapraszam:

http://odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com/

 
 
zbychowiec 
Administrator



Pomógł: 2 razy
Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 5229
Wysłany: 2015-12-17, 03:18   

Właśnie skończyłem czytać Niewidzialnych :) Już tak długi czas upłynął od mojej ostatniej lektury, że czytało się jak całkiem nową książkę. Wrażeniami będę dzielić się z Wami w tym wątku :)
_________________
Przygodo, powiedz mi swe imię.
 
 
Yvonne 
Moderator



Wiek: 39
Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 7184
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2015-12-17, 08:15   

zbychowiec napisał/a:
Wrażeniami będę dzielić się z Wami w tym wątku


Czekamy, Zbychowiec :-)

Ja dzisiaj też coś dorzucę.
_________________
Zapraszam:

http://odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com/

 
 
zbychowiec 
Administrator



Pomógł: 2 razy
Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 5229
Wysłany: 2015-12-17, 18:45   

Moje wrażenia z lektury:
Czyta się bardzo miło, do momentu, gdy Greta Herbst składa wizytę Bucherowi we Frankfurcie. Do tego momentu książka jest świetnie napisaną sensacją, gdzie jedno zdarzenie jest naturalną konsekwencją innego/innych, gdzie postacie powieści rozsądnie analizują fakty i bardzo umiejętnie poruszają się w realistycznie przedstawionej rzeczywistości, natomiast od tego momentu zaczyna się fabularne disco polo. Dla mnie wygląda to tak, jakby do połowy ósmego rozdziału pisał to Nienacki, a następnie oddał to jakiemuś asystentowi do skończenia. Wszyscy znają wszystkich, każdy jest na czyichś usługach, wszyscy biegają/latają/jeżdzą do tych samych miejsc w tym samym czasie, informacja rozprzestrzenia się z prędkością szybszą niż światło, Batura zna się z Moniką i razem imprezują, nie bacząc na tworzenie się toksycznego mafijnego układu między nimi, owiani grozą "Niewidzialni" to jakaś banda kompletnych przygłupów, wszelkie kluczowe wydarzenia wnoszące cokolwiek do fabuły czekają tygodniami specjalnie dokładnie do momentu, aż na miejsce przyjedzie Pan Samochodzik, żeby je dostrzec, a na końcu i tak się okazuje, że Pan Samochodzik (rzecz jasna) do spółki z Milicją wszystko od początku wiedzieli i nawet pozorne wpadki były w planie :)
Książka ewidentnie napisana pod publikę i na zamówienie, pełna błędów, absurdu i niekonsekwencji. Dla mnie osobiście najbardziej uderzającym błędem (tak jak w innych późniejszych powieściach Nienackiego) jest kondensacja fabuły (przyspieszanie, przeskoki z miejsca na miejsce, bez zatrzymania, refleksji, ważenia faktów, pogłębienia rysu psychologicznego postaci) prawdopodobnie ze strachu, że czytelnik mógłby się znudzić (może to skutek nacisków wydawcy?). Widać tutaj postępujący konformizm Nienackiego. Tak, jak w młodości pisał z pasji i miłości do tematu (np. archeologii, czy "staroświecczyzny" jak to nazywał) tak w twórczości późniejszej jest pogodzenie się z losem (niewymagający czytelnik, przeciętny pożeracz popcornu z jednej strony, i władze Polski Ludowej z drugiej) i klepanie sequeli na dutki. A może to po prostu brak pieniędzy? Początek dobry, a potem jakby brak czasu na rozsądne domknięcie rozpoczętych wątków, presja czasowa bo trzeba coś do lodówki włożyć?
Do nielicznych plusów zaliczyłbym tło historyczne oraz sentymentalne opisy przyrody/architektury/wydarzeń z przeszłości. Tutaj Nienacki, na szczęście utrzymuje świetną formę.
Sumując: Między "Niewidzialnymi" a "Uroczyskiem" ("Uroczysko" jest dla mnie swego rodzaju wzorcem) zieje potężna przepaść. Brakuje nawet skali, na której możnaby porównać te dwie książki.

Krótkie podsumowanie rozdziału 14: W tym rozdziale dochodzi do spotkania z panną Krostek, podczas którego Pan Samochodzik nabiera pewności, że Krostkowie kłamią. Później wychodzi na jaw, że próbują ułożyć się potajemnie z Bucherem. Rozdział kończy scena spotkania Batury, Moniki, Kędziorka, Pięknego Lolo i panny Krostek, podczas którego panna Krostek wykazuje zainteresowanie osobą Kędziorka.
_________________
Przygodo, powiedz mi swe imię.
 
 
Yvonne 
Moderator



Wiek: 39
Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 7184
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2015-12-17, 20:28   

zbychowiec napisał/a:
natomiast od tego momentu zaczyna się fabularne disco polo


Świetnie to, Zbychowiec, ująłeś!
Przelałeś na papier forowy moją opinię o tej książce.

zbychowiec napisał/a:
Do nielicznych plusów zaliczyłbym tło historyczne oraz sentymentalne opisy przyrody/architektury/wydarzeń z przeszłości. Tutaj Nienacki, na szczęście utrzymuje świetną formę.


Tutaj również się z Tobą zgodzę. Bezapelacyjnie :-)

Oj, czuję, że będą zawzięte dyskusje podczas zlotu :027:
_________________
Zapraszam:

http://odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com/

 
 
johny 
Moderator



Wiek: 44
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 7051
Skąd: Łódź
Wysłany: 2015-12-18, 12:10   

Ja nie mam tak analitycznego umysłu jak Ty zbychowiec. Nieco inaczej odbieram sztukę, literaturę, muzykę etc, etc. bardziej kieruję się tym czy coś budzi jakieś emocje we mnie czy też nie, czy coś mi się podoba czy nie. Dla mnie Niewidzialni spełniają te wszystkie me kryteria. Jest to książka, która daje mi dużo frajdy i radości i po prostu świetnie mi się ją czyta. Dlatego często do niej wracam. Absolutnie, nie mam takiego odczucia, że Niewidzialni napisani zostali "na siłę", co więcej wydaje mi się, że to właśnie ta ksiązka kończy de facto wątek sensacyjny serii. Złota Rękawica to już jednak odejście od pewnego szablonu (choć o Nowych Przygodach a szczególnie Winnetou też to można powiedzieć). O UFO nawet nie wspomnę bo to własnie ta pozycja wydaje mi się pisana po to aby wyciągnąć jeszcze trochę kasy a pomysłu na fabułę nie ma w niej żadnego. Pamiętajmy jeszcze o tym do kogo adresowana była twórczość Nienackiego, do młodzieży oczywiście i myslę, że wszystko to oczy wspomniałeś
zbychowiec napisał/a:
Dla mnie wygląda to tak, jakby do połowy ósmego rozdziału pisał to Nienacki, a następnie oddał to jakiemuś asystentowi do skończenia. Wszyscy znają wszystkich, każdy jest na czyichś usługach, wszyscy biegają/latają/jeżdzą do tych samych miejsc w tym samym czasie, informacja rozprzestrzenia się z prędkością szybszą niż światło, Batura zna się z Moniką i razem imprezują, nie bacząc na tworzenie się toksycznego mafijnego układu między nimi, owiani grozą "Niewidzialni" to jakaś banda kompletnych przygłupów, wszelkie kluczowe wydarzenia wnoszące cokolwiek do fabuły czekają tygodniami specjalnie dokładnie do momentu, aż na miejsce przyjedzie Pan Samochodzik, żeby je dostrzec, a na końcu i tak się okazuje, że Pan Samochodzik (rzecz jasna) do spółki z Milicją wszystko od początku wiedzieli i nawet pozorne wpadki były w planie

nie było przedmiotem analizy przeciętnego ucznia podstawówki czy liceum. Również zarzyt, że książka ma charakter propogaabdowy to truizm. A która z nich nie ma? :027: Takie były czasy i tak trzeba było pisać, choć moim osobistym zdaniem taka propaganda dotycząca np. polskości Mazur wcale nie była szkodliwa. Widzimy co jest dzisiaj. Dzisiaj nie ma Niemców tylko są mityczni hitlerowcy czy naziści, którzy przylecieli z Marsa.
Dobra troszkę za daleko odbiegłem od tematu. Konkludując, bardzo lubię Niewidzialnych, niewiele widzę w nich minusów i cieszę się że następny zlot właśnie będzie ich szlakiem!

p.s.
Co do Uroczyska, fajna książka ale za wzór metra bym jej nie stawiał
_________________
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
Osiołkowi w żłoby dano...
http://johny.uchwycone-chwile.pl


Ostatnio zmieniony przez johny 2015-12-18, 12:32, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
zbychowiec 
Administrator



Pomógł: 2 razy
Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 5229
Wysłany: 2015-12-18, 15:31   

johny napisał/a:
Ja nie mam tak analitycznego umysłu jak Ty zbychowiec. Nieco inaczej odbieram sztukę, literaturę, muzykę etc, etc. bardziej kieruję się tym czy coś budzi jakieś emocje we mnie czy też nie, czy coś mi się podoba czy nie. Dla mnie Niewidzialni spełniają te wszystkie me kryteria. Jest to książka, która daje mi dużo frajdy i radości i po prostu świetnie mi się ją czyta. Dlatego często do niej wracam. Absolutnie, nie mam takiego odczucia, że Niewidzialni napisani zostali "na siłę", co więcej wydaje mi się, że to właśnie ta ksiązka kończy de facto wątek sensacyjny serii. Złota Rękawica to już jednak odejście od pewnego szablonu (choć o Nowych Przygodach a szczególnie Winnetou też to można powiedzieć). O UFO nawet nie wspomnę bo to własnie ta pozycja wydaje mi się pisana po to aby wyciągnąć jeszcze trochę kasy a pomysłu na fabułę nie ma w niej żadnego. Pamiętajmy jeszcze o tym do kogo adresowana była twórczość Nienackiego, do młodzieży oczywiście i myslę, że wszystko to oczy wspomniałeś
zbychowiec napisał/a:
Dla mnie wygląda to tak, jakby do połowy ósmego rozdziału pisał to Nienacki, a następnie oddał to jakiemuś asystentowi do skończenia. Wszyscy znają wszystkich, każdy jest na czyichś usługach, wszyscy biegają/latają/jeżdzą do tych samych miejsc w tym samym czasie, informacja rozprzestrzenia się z prędkością szybszą niż światło, Batura zna się z Moniką i razem imprezują, nie bacząc na tworzenie się toksycznego mafijnego układu między nimi, owiani grozą "Niewidzialni" to jakaś banda kompletnych przygłupów, wszelkie kluczowe wydarzenia wnoszące cokolwiek do fabuły czekają tygodniami specjalnie dokładnie do momentu, aż na miejsce przyjedzie Pan Samochodzik, żeby je dostrzec, a na końcu i tak się okazuje, że Pan Samochodzik (rzecz jasna) do spółki z Milicją wszystko od początku wiedzieli i nawet pozorne wpadki były w planie

nie było przedmiotem analizy przeciętnego ucznia podstawówki czy liceum. Również zarzyt, że książka ma charakter propogaabdowy to truizm. A która z nich nie ma? :027: Takie były czasy i tak trzeba było pisać, choć moim osobistym zdaniem taka propaganda dotycząca np. polskości Mazur wcale nie była szkodliwa. Widzimy co jest dzisiaj. Dzisiaj nie ma Niemców tylko są mityczni hitlerowcy czy naziści, którzy przylecieli z Marsa.
Dobra troszkę za daleko odbiegłem od tematu. Konkludując, bardzo lubię Niewidzialnych, niewiele widzę w nich minusów i cieszę się że następny zlot właśnie będzie ich szlakiem!

p.s.
Co do Uroczyska, fajna książka ale za wzór metra bym jej nie stawiał


Sprawa propagandy w książkach ZN była poruszana już dość często i tutaj się zgadzamy - dla mnie to kryterium nie było jednak ważne, napomknąłem o tym mimochodem, jako o jednej z hipotez dla przyczyn galimatiasu fabularnego. Co konieczności przypominania o polskości Mazur i zapobiegania "wybielenia" Niemców również się zgadzam w pełni z Twoim stanowiskiem.
Mój największy zarzut pod adresem tej powieści (jak to zaznaczyłem w recenzji) był związany z kompresją fabuły i niedbałym łączeniem rozpoczętych wątków. Jestem prawie pewien, że Nienacki zaczął tą powieść bez pośpiechu i w sposób dobrze przemyślany (zapowiada się ona znakomicie po lekturze pierwszych 7 rozdziałów) a potem stało się coś, co Nienackiego wybiło z rytmu. Może dostał jakieś ponaglenie od wydawcy, może jego sytuacja finansowa uległa nagłemu pogorszeniu. Możemy jedynie spekulować na ten temat. Faktem natomiast jest, że od tego momentu fabuła po prostu się rozleciała. Mam silne podejrzenie, że od połowy rozdziału 8 książkę pisał już inny człowiek, a Nienacki tylko dodawał swoje wstawki (np. sentymentalne opisy miejsc i wydarzeń z przeszłości).
Wiem, że teoretycznie powinienem oceniać książkę z perspektywy nastolatka. Ale nawet dla dzisiejszego nastolatka dziury ziejące w fabule są już dość oczywiste. Uważam, że książka typu PS może być znakomita i dla nastolatków i dla dorosłych, tak jak to było w przypadkach "Wyspy Złoczyńców", "Templariuszy" czy "Księgi Strachów". Tam wszystko grało a tutaj coś ewidentnie nie gra, powiedziałbym nawet, że zgrzyta jak diabli.
Chcę wierzyć, że to było jakieś katastrofalne wydarzenie w życiu Nienackiego, a nie fakt przepełnienia dumą z powodu awansowania na "uznanego pisarza" (jak sam przyznawał w wywiadach) i przyjęcia postawy typu "cokolwiek nie napiszę i tak będzie dobre". A może było to załamanie związane chęcią zachowania tytułu "uznanego pisarza" i jednoczesnym brakiem wiary, że posiada jeszcze potencjał intelektualny, aby móc to osiągnąć?

Jeśli miałbym szukać przyczyn głębiej, to utnę sobie tutaj małą rozprawkę natury filozoficznej. Mam nadzieję, że nikogo nie zanudzę. Otóż od dłuższego czasu (kilkanaście lat) staram się dojść, dlaczego wczesne dzieła wielu ludzi są znacznie lepsze od ich późniejszej twórczości. Te tysiące/miliony dobrze zapowiadających się artystów: pisarzy, filmowców, muzyków, malarzy itp. Jedną z dość silnych poszlak wydaje mi się sława i poziom akceptacji społecznej dla dzieł artysty.
We wczesnych okresach twórczości artyści tworzą niejako do szuflady, ciągle jeszcze chcą stworzyć coś, do dla nich samych będzie bliskie perfekcji, szlifują to coś wiele razy od każdej strony, chuchają i dmuchają, oglądają skrupulatnie z każdej strony przed dodaniem do dzieła. Jednocześnie z powodu postrzeganej samotności twórczej (nie są uznani w środowisku) czują coś w rodzeju tęstknoty, niespełnienia. Ich środki są ograniczone, ich warsztat jeszcze ewoluuje. Ich ogląd świata jest inny niż elity artystycznej, patrzą na ten świat z pozycji outsidera.
Przewińmy czas o kilka lat w przód. Nasz artysta już wypuścił swoje "wielkie dzieło", świat je poznał i zaakceptował. Wszyscy wokół go znają, inni artyści poklepują go po ramieniu i składają gratulacje. Dostaje setki listów od fanów i kolegów po fachu z prośbami o radę.
Społeczeństwo go kocha.
Jest jasne, że w takich okolicznościach trzeba niezwykłej siły woli, aby zachować swój styl z lat wczesnej twórczości. Inaczej myśli głodny, a inaczej syty.
Jak uwidacznia się ten proces degradacji w dziełach artysty?
Przeanalizujmy to na przykładzie pisarza.
Po pierwsze czujemy komfort psychiczny autora. To już nie te czasy, gdy był on pełen napięcia, wewnętrznych konfliktów, gdy cały świat był jeszcze jedną wielką niewiadomą. Teraz pisze on sobie od niechcenia, stosuje wiele śmiałych konstrukcji fabularnych bez dbałości o to, czy jego eksperymenty udadzą się, czy też nie (kto się połapie? kto wytknie "uznanemu artyście" jego wpadki?). Komfort ten jest również widoczny w sposobie konstrukcji/ewolucji psychologicznej oraz interakcji postaci dzieła. Konstrukcja psychologiczna, tak jak konstrukcja fabuły, może być śmiała, artysta celowo pomija wiele aspektów, które według niego należy pominąć jako nieistotne. Zapomina przy tym, że wszystkie jego postacie siłą rzeczy są silnie zabarwione jego (wygodnickim już) światopoglądem. Postaci dzieła zdają się być jedną wesołą kamarylą. Wszyscy wszystkich znają, wymieniają ze sobą informacje w sposób niemalże natychmiastowy, świat jest mały.
Coś jakby jedna klasa gimnazjum (nazwijmy ją II C), gdzie mamy trzy frakcje: żujących gumę "Turbo", zwolenników gumy "Donald" i fanów "Cin-cin". W przypadku "PS i Niewidzialni" mamy tutaj frakcję Pana Samochodzika ("Donald"), Waldka Batury (oczywiście "Turbo") i Niewidzialnych ("Cin-cin"). Taki jest mniej więcej poziom różnicy interesu/konfliktu pomiędzy nimi, gdyby uwierzyć książce. W przypadku realizacji filmowych jest to jeszcze bardziej widoczne. W filmach realizowanych przez zespoły "gwiazd" czuje się, że ci wszyscy ludzie się znają, lubią, i że tak naprawdę to sobie grają tak od niechcenia jako alternatywa dla wspólnej kawki.
Bardzo nieliczni artyści potrafią nie wpaść w ten schemat. Jak już wcześniej nadmieniłem, jest to o tyle trudne, że różnica w sposobie widzenia świata musi wystąpić bo inaczej świat widzi człowiek głodny (tęskniący do komfortu sławy), a inaczej człowiek syty (sławny, uznany, akceptowany i hołubiony przez społeczeństwo).
Tej próbie opiera się tylko bardzo nieliczny odsetek twórców, którzy już od samego początku nie tworzyli dla sławy, ani dla pieniędzy. Wbrew pozorom, tacy ludzie istnieją i jest ich całkiem sporo, tylko niestety nie każdy z nich ma talent/determinację aby rozwinąć warsztat.
Prawdopodobnie nie odkrywam tutaj Ameryki, ale czasem warto sobie stworzyć pewien kontekst do analizy dzieła literackiego. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem.
_________________
Przygodo, powiedz mi swe imię.
 
 
Yvonne 
Moderator



Wiek: 39
Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 7184
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2015-12-20, 21:50   

zbychowiec napisał/a:
Mam nadzieję, że nikogo nie zanudzę.


Absolutnie nie!
Z wielką przyjemnością przeczytałam Twój wpis, Zbychowcu :-)

zbychowiec napisał/a:
Otóż od dłuższego czasu (kilkanaście lat) staram się dojść, dlaczego wczesne dzieła wielu ludzi są znacznie lepsze od ich późniejszej twórczości. Te tysiące/miliony dobrze zapowiadających się artystów: pisarzy, filmowców, muzyków, malarzy itp. Jedną z dość silnych poszlak wydaje mi się sława i poziom akceptacji społecznej dla dzieł artysty.


To bardzo ciekawe zagadnienie. Nigdy tak o tym nie pomyślałam. Chyba w wolnej chwili zaglębię się w temat, bo nęci mnie po Twoim wpisie.

Możesz podać przykłady artystów, których pierwsze utwory/sztuki/książki/obrazy były zdecydowanie lepsze od późniejszych?

Chętnie podyskutuję :-)
_________________
Zapraszam:

http://odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com/

Ostatnio zmieniony przez Yvonne 2015-12-20, 21:50, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
TomaszK 
Moderator



Wiek: 56
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 4829
Wysłany: 2015-12-21, 09:12   

Ciekawa analiza, Zbychowiec. Planuję w najbliższym czasie wziąć się wreszcie za "Niewidzialnych", będę czytał zwracając uwagę na Twoją teorię. Natomiast na pewno zgadzam się z tym, że w pewnym momencie swojej twórczości, Nienacki "odpuścił" sobie, przykładanie się przy pisaniu kolejnych książek. Przynajmniej książek dla młodzieży, bo przy książkach dla dorosłych przykładał się nadal, vide dużo późniejsze "Skiroławki", gdzie widoczny jest duży nakład pracy pisarskiej.
_________________
 
 
johny 
Moderator



Wiek: 44
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 7051
Skąd: Łódź
Wysłany: 2015-12-21, 10:16   

zbychowiec napisał/a:
Otóż od dłuższego czasu (kilkanaście lat) staram się dojść, dlaczego wczesne dzieła wielu ludzi są znacznie lepsze od ich późniejszej twórczości. Te tysiące/miliony dobrze zapowiadających się artystów: pisarzy, filmowców, muzyków, malarzy itp. Jedną z dość silnych poszlak wydaje mi się sława i poziom akceptacji społecznej dla dzieł artysty.
We wczesnych okresach twórczości artyści tworzą niejako do szuflady, ciągle jeszcze chcą stworzyć coś, do dla nich samych będzie bliskie perfekcji, szlifują to coś wiele razy od każdej strony, chuchają i dmuchają, oglądają skrupulatnie z każdej strony przed dodaniem do dzieła. Jednocześnie z powodu postrzeganej samotności twórczej (nie są uznani w środowisku) czują coś w rodzeju tęstknoty, niespełnienia. Ich środki są ograniczone, ich warsztat jeszcze ewoluuje. Ich ogląd świata jest inny niż elity artystycznej, patrzą na ten świat z pozycji outsidera.


Poruszyłeś bardzo ciekawy wątek. Ja może odniosę się w tym miejscu do muzyki. Właśnie wczoraj skończyłem czytać obszerną biografię Black Sabbath, nie bez powodu określanych miarą Bogów heavy metalu. Na wielu stronach tej książki opisany jest poruszony przez Ciebie problem. BS to było czterech chłopaków z biednych dzielnic Birmiongham, którzy mieli jedną pasję (no może z wyjatkiem Ozzy'ego) - grać muzykę! Dodajmy muzykę inną niż wszyscy pozostali. Ich wspólna pasja, młodzieńcza energia doprowadziła do tego, że nagrali płyty, które do dzisiaj są kanonami nie tylko muzyki metalowej ale i rockowej generalnie. Wchodząc do studia mieli za nic opinie krytyków, panującą modę, możliwość zarobku kasy etc, etc. Gdzieś z głębi ich duszy wypłynęły dźwięki, które w żaden sposób nie były reżyserowane były zaś szczere, naturalne i pionierskie przede wszystkim. To wszystko doprowadziło do tego, że ludzie ich kupili! Ale właśnie tu zaczyna się problem... Idee fix Tony'ego Iommiego było to żeby nie być zwykłym szarpidrutem. On chciał dokonać czegoś co wspominaliby potomni. Dla niego pierwsze sukcesy były tylko trampoliną do czegoś więcej. Tak mu się przynajmniej wydawało. Kążda kolejna płyta miała być czymś więcej, dążeniem do doskonałości.... Efekt był taki, że po Sabbath Bloody Sabbath zaczęli pikować w dół z prędkością światła niemalże. w efekcie kolejne sesje nagrywali nie dlatego żeby zrobić coś dobrego, fajnego ale aby po prostu zarobić na chleb, co wbrew pozorom wcale nie było takie proste. w pewnym momencie rozleciało się prawie wszystko odszedł Ozzy a reszta pogrążała się w alkoholowo - narkotycznej destrukcji. Z wielkich sal koncertowych zeszli do klubów a publika zaczęła się od nich odwracać czując, że to co robią nie jest szczere. Konsekwencją braku tej szczerości była muzyczna nijakość... Zostali outsiderami...Trochę a właściwie bardzo dużo impulsu dał im Ronnie James Dio, który swoją charyzmą i talentem sprawił, ze znów byli wielcy. Jak bumerang jednak problemy wcześniejsze wracały. Nikt nie potrafił im pomóc włączając w to ich samych. Sinusoida artystyczna trwała zatem w najlepsze. Wiele lat później już po ich reaktywacji w prawie oryginalnym składzie - wyłączają Billa Warda. - nagrywali nowy krążek "13". Za producenta płyty wzięli sobie Ricka Rubina, który dla wielu kapel metalowych jest guru w kwestii produkcji. Co zrobił Rick? Zebrał Ozz'ego, Iommiego i Geezera w studiu, włączył im pierwsze dwie bodajże płyty i rzekł:
A teraz słuchajcie i myślcie o tym, że jesteście tymi samymi kolesiami, którzy stworzyli tę muzykę. Zostawcie na boku złe wspomnienia, opinie ludzi i krytyków, nie myślicie o kasie. Twórzcie tylko to co wypłynie bezpośrednio z waszych serc.
I panowie posłuchali Rubina i nagrali świetną płytę, ruszyli w trasę. Miałem okazję widzieć ich w Łodzi na żywo i widziałem to, że to co robią sprawia im zaj....ą przyjemność.
To tyle. Myślę, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, które Ciebie nurtuje. Różne są przyczyny, różne skutki. Jedni się podnoszą inni nie. Tak jak napisałem wcześniej. Dla mnie Nienacki skończył się na Złotej Rękawicy a nie mam pojęcia jakie były przyczyny takiego stanu jego umysłu...
_________________
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
Osiołkowi w żłoby dano...
http://johny.uchwycone-chwile.pl


Ostatnio zmieniony przez johny 2015-12-21, 10:24, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
PawelK 
Moderator



Dołączył: 27 Lip 2013
Posty: 3780
Wysłany: 2015-12-21, 10:19   

TomaszK napisał/a:
Nienacki "odpuścił" sobie, przykładanie się przy pisaniu kolejnych książek.


Może skoro, zdaniem iławskiego przewodnika, pani AJ robiła korektę książek, to również niektóre poprawiała?
 
 
Yvonne 
Moderator



Wiek: 39
Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 7184
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2015-12-21, 19:14   

zbychowiec napisał/a:
Krótkie podsumowanie rozdziału 14: W tym rozdziale dochodzi do spotkania z panną Krostek, podczas którego Pan Samochodzik nabiera pewności, że Krostkowie kłamią. Później wychodzi na jaw, że próbują ułożyć się potajemnie z Bucherem. Rozdział kończy scena spotkania Batury, Moniki, Kędziorka, Pięknego Lolo i panny Krostek, podczas którego panna Krostek wykazuje zainteresowanie osobą Kędziorka.


Dodam jeszcze kilka moich uwag do rozdziału 14:
Zdziwiły mnie słowa Tomasza skierowane do Marczaka, że gdy Monika wyjdzie za mąż, to zrezygnuje z pracy w referacie. Tak jakby kobieta nie mogła łączyć pracy zawodowej z rolą żony :shock:

Ale też uderzyła mnie pewna myśl. Przecież część akcji dzieje się w Łodzi! Może zatem ekipa łódzka odwiedzi przed zlotem miejsca opisane w książce i opowie nam o nich podczas wieczornej biesiady? Czy takie miejsca jak restauracja Malinowa i bar Casanova istnieją?
W rozdziale tym dowiadujemy się również, że Łódź w tamtych czasach "nie należała do najlepiej oświetlonych" miast.

Zdziwiło mnie też to, że Batura nazywa Tomasza przyjacielem ;-)
_________________
Zapraszam:

http://odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com/

Ostatnio zmieniony przez Yvonne 2015-12-22, 20:33, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
johny 
Moderator



Wiek: 44
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 7051
Skąd: Łódź
Wysłany: 2015-12-21, 19:45   

Ekipa łódzka już to zrobiła. :-p
_________________
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
Osiołkowi w żłoby dano...
http://johny.uchwycone-chwile.pl


 
 
Yvonne 
Moderator



Wiek: 39
Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 7184
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2015-12-21, 19:47   

W rozdziale 15 czytamy o tym, jak Pan Samochodzik znajduje w dziupli drzewa list pisany pismem obrazkowym. List został napisany przez Winnetou, który wyznacza spotkanie w restauracji Drwęckiej w Ostródzie.
Wraz z Tomaszem i Moniką udajemy się na grób Gizewiusza.
Znów dajemy porwać się pięknemu opisowi, w jakich Nienacki był prawdziwym mistrzem:

"A smak tej ziemi dopiero wtedy jest naprawdę wyczuwalny, gdy zna się jej historię."

Kilka fragmentów mnie zadziwia lub irytuje. Na przykład dialog w restauracji, gdy Winnetou stwierdza: "Ale nareszcie na jakiś czas skończyły się moje troski."

Na to Monika:
"Myslałam, że Indianie nie mają trosk finansowych."

Skąd Monika wie, że chodzi o troski finansowe??? Nie sądzę, aby Tomasz był tak niedyskretny, aby opowiadać jej o kłopotach przyjaciela. Nie kupuję tego dialogu.

Również stwierdzenie Moniki "Historia rzadko się powtarza" mi zgrzyta. Ja znam powiedzenie wręcz przeciwne, które ma w sobie dużo prawdy: "Historia lubi się powtarzać".

Natomiast opis kształu jeziora bardzo mnie rozbawił. Według Winnetou:

"... droga przed młodnikiem prowadzi aż do jeziora Bądze, które kształtem swym przypomina pęcherz pławny leszcza." :-D :-D :-D

Czy ktoś wie, jak wygląda ów pęcherz? :-D

Pojawia się kolejne miejsce: wieś Bądze.

O przyśpiewkach w domu Wągrowskiego nie będę pisac, bo po co mam sobie psuć wieczór? ;-)
_________________
Zapraszam:

http://odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com/

Ostatnio zmieniony przez Yvonne 2015-12-22, 20:33, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
Yvonne 
Moderator



Wiek: 39
Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 7184
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2015-12-21, 19:50   

johny napisał/a:
Ekipa łódzka już to zrobiła.


To liczę na opowieść :-)
_________________
Zapraszam:

http://odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com/

 
 
Yvonne 
Moderator



Wiek: 39
Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 7184
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2015-12-22, 20:22   

W rozdziale 16 nadal obserwujemy dom Wągrowskiego i słuchamy głupawych pijackich przyśpiewek. Wraz z Tomaszem i Moniką zwiedzamy ruiny pałacu, w którym Napoleon spotykał się z Walewską.

Dostajemy kolejną porcję humoru. Bo jak tu się nie uśmiechnąć czytając słowa Moniki:

"Czeka pan na kogoś? ... A może umówił się pan tu z Napoleonem? Po panu, szefie, wszystkiego można się spodziewać." :-)

Dzięki Kędziorkowi dowiadujemy się o letnim domku Krostka, który znajduje się w Siemianach.
_________________
Zapraszam:

http://odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com/

Ostatnio zmieniony przez Yvonne 2015-12-22, 20:33, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Yvonne 
Moderator



Wiek: 39
Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 7184
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2015-12-22, 20:28   

Rozdział 17 - ostatni

Ten rozdział mi się akurat wyjątkowo podoba :-)
Kulminacja akcji jest ciekawie i barwnie opisana. Rozpoczyna się ona w letnim domku w Siemianach, a kończy w wigwamie Winnetou, skąd możemy podsłuchać Niewidzialnych deponujących tam skrzynie ze skarbami.

Ładna jest scena wizyty Grety Herbst w kawalerce Tomasza, któremu udało się kupić w Delikatesach herbatę Earl Grey ;-)
_________________
Zapraszam:

http://odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com/

Ostatnio zmieniony przez Yvonne 2015-12-22, 20:32, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Yvonne 
Moderator



Wiek: 39
Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 7184
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2015-12-22, 20:32   

Zakończenie:

Jesteśmy świadkami oczekiwania na wysłannika Niewidzialnych po skrzynie ze skarbami kultury, jego przybycia, wreszcie próby wywozu dzieł sztuki i aresztowania. Okazuje się on przywódcą gangu, Marlonem Mendozą.

Tomasz wyznaje, że zawsze sprawia mu przyjemność myśl, że to Niewidzialni podreperowali finanse Winnetou :-)

Można powiedzieć, że książka kończy się happy endem, ponieważ Monika wychodzi za mąż za Kędziorka i rodzi mu dwoje uroczych dzieci :-)

Tymczasem do pokoju Tomasza wniesiono drugie biurko ... :027:
_________________
Zapraszam:

http://odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com/

Ostatnio zmieniony przez Yvonne 2015-12-22, 20:32, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
zbychowiec 
Administrator



Pomógł: 2 razy
Dołączył: 10 Lip 2013
Posty: 5229
Wysłany: 2015-12-22, 21:29   

Yvonne napisał/a:
W rozdziale 16 nadal obserwujemy dom Wągrowskiego i słuchamy głupawych pijackich przyśpiewek. Wraz z Tomaszem i Moniką zwiedzamy ruiny pałacu, w którym Napoleon spotykał się z Walewską.

Właśnie ten opis pałacu w Kamieńcu był jedną z rzeczy, które w książce podobały mi się najbardziej. Przypomniało mi się też moje własne buszowanie tam kilka lat temu... piękny zakątek.
_________________
Przygodo, powiedz mi swe imię.
 
 
Czesio1 
Administrator
Ojciec Prowadzący



Wiek: 41
Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 9806
Wysłany: 2016-05-04, 21:36   

Yvonne napisał/a:
Postanowiłam, że do zlotu przeczytam wszystkie książki, o których mowa w Niewidzialnych. A co! :-)
Dołączacie? Moglibyśmy jeden z wieczorów przeznaczyć na rozmowy o tych książkach. Co Wy na to?
(domyślam się, że Czesio już czyta ;-) )

Na razie wypisałam takie:

„Dzieci Jerominów” – Ernst Wiechert
„Puszcza” – Jerzy Putrament
„Na tropach Smętka” – Melchior Wańkowicz
„Archipelag ludzi odzyskanych” – Igor Neverly
„W cieniu tytanów” – Lili Braun


Czesio1 melduje, że z powyższej listy przeczytał wszystkie które ma czyli pierwsze cztery. Dziś skończyłem "Archipelag ludzi odzyskanych".
Mocno pokręcone są losy mieszkańców tych ziem. To nasuwa się po lekturze tych książek. I tym bardziej cieszę się, że tam pojedziemy.
Popłyniemy kajakiem jak Melchior Wańkowicz i jak bohater "Archipelagu", wytropimy ślady kobiet z Sowirogu zdążających do miasta jak i ślady Jona udającego się do miasta by zostać lekarzem ubogich. Będziemy tropić ślady Bolka Piotrowskiego w jego leśniczówce w Czarnym Lesie. To wszystko przed nami! Już za trzy tygodnie się zobaczymy! Już za trzy tygodnie poczujemy klimat z tych książek!! :564:
_________________

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało :-)
 
 
Yvonne 
Moderator



Wiek: 39
Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 7184
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2016-05-04, 21:44   

Czesio1 napisał/a:
Czesio1 melduje, że z powyższej listy przeczytał wszystkie które ma czyli pierwsze cztery.


Gratuluję, Czesio :-)

Ja na razie jedynie "Puszczę".
Dzisiaj dotarła do mnie zamówiona w zeszłym tygodniu książka Newerlego "Archipelag ludzi odzyskanych" i po pierwszym rzucie oka zdecydowałam, że będzie następną, którą przeczytam.

"Dzieci Jerominów" zaczęłam, ale czuję, że nie dam rady. Po pierwszym rozdziale jestem zniechęcona. Bardzo ciężko mi się to czyta.

Ale zobaczymy, jeszcze mam 3 tygodnie :-)

Czesio1 napisał/a:
Już za trzy tygodnie poczujemy klimat z tych książek!!


Wspaniale!
_________________
Zapraszam:

http://odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com/

Ostatnio zmieniony przez Yvonne 2016-05-04, 21:51, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
johny 
Moderator



Wiek: 44
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 7051
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-05-04, 21:46   

Ja przeczytałem tylko Dzieci Jerominów i Na tropach Smętka. Obie różne, obie bardzo dobre! Cieszę się, że będziemy w końcu na Mazurach! :-)
_________________
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
Osiołkowi w żłoby dano...
http://johny.uchwycone-chwile.pl


 
 
Barabasz 
Forowy Badacz Naukowy



Wiek: 39
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 1255
Skąd: Ciechocinek
Wysłany: 2016-05-07, 07:43   

Jeżeli interesuje was temat Mazur, ciekawe archiwalne filmy można znaleźć na stronie
http://www.archiv-akh.de

dla przykładu polecam:
http://www.archiv-akh.de/...03;&q=masuren#7

Jest tam mnóstwo filmów z czasów okupacji. Niektóre w kolorze !!!. Ja znalazłem tam jedyny film z okupacji Ciechocinka (Hermannsbad) i nadal wertuję te wielką bazę naprawdę można znaleźć cudeńska.
 
 
johny 
Moderator



Wiek: 44
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 7051
Skąd: Łódź
Wysłany: 2016-05-07, 18:33   

Barabasz napisał/a:
Jeżeli interesuje was temat Mazur, ciekawe archiwalne filmy można znaleźć na stronie
http://www.archiv-akh.de

dla przykładu polecam:
http://www.archiv-akh.de/...03;&q=masuren#7

Jest tam mnóstwo filmów z czasów okupacji. Niektóre w kolorze !!!. Ja znalazłem tam jedyny film z okupacji Ciechocinka (Hermannsbad) i nadal wertuję te wielką bazę naprawdę można znaleźć cudeńska.

o kruca bomba! Nieźle! :564:
_________________
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
Osiołkowi w żłoby dano...
http://johny.uchwycone-chwile.pl


 
 
Yvonne 
Moderator



Wiek: 39
Dołączyła: 09 Lip 2013
Posty: 7184
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2016-05-31, 20:55   

Ciekawostki o pałacu w Kamieńcu:

http://trojmiasto.wyborcz...n.html#NiePrzeg
_________________
Zapraszam:

http://odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com/

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo. Template GreyBlue v 0.2 created by Nasedo.