Z przygodą na ty Strona Główna



Z przygodą na ty

Forum Miłośników Przygody im. Pana Samochodzika

• FAQ • Szukaj • Użytkownicy • Grupy
• Rejestracja • Zaloguj • Album

Przesunięty przez: Czesio1
2016-09-29, 21:12
02 - Relacja z II Forowego Zlotu Tatry 2012
Autor Wiadomość
Czesio1 
Administrator
Ojciec Prowadzący



Wiek: 42
Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 10171
Wysłany: 2013-07-12, 16:16   02 - Relacja z II Forowego Zlotu Tatry 2012

II Forowy Zlot w Tatrach.

14 lipca 2012r. – ruszamy w drogę.


No ładnie, plecak nie chce się domknąć. Trzeba będzie wszystko znowu przejrzeć i przepakować, a czasu tak mało. Wyjazd był zaplanowany na 8–mą, jest 9–ta. Spóźnimy się jak nic. Chwilę po 10–ej udaje się nam wreszcie wyjechać! Do Niepołomic mamy ok. 300 kilometrów. Na szczęście Czesio też ma mały poślizg więc jest szansa, że nie będziemy tak mocno spóźnieni. W czasie drogi stres związany z szybkim pakowaniem ustąpił miejsca obawie przed tym, jak będą wyglądać nasze relacje przez te wszystkie dni, które spędzimy w górach razem. Jeśli nie przypadniemy sobie jednak zbytnio do gustu, to ciężko będzie nam wytrzymać ze sobą te 9 dni na szlaku. Fakt, poznaliśmy się już podczas zlotu na zamku w Radzyniu Chełmińskim, ale to była chwila. Eh, mam nadzieję, że jednak wszystko ułoży się po dobrej myśli.
Droga była świetna, sobota przed południem, ruch mały. Nie natknęliśmy się na żaden korek i byłam zdziwiona gdy do Niepołomic dojechaliśmy jeszcze przed godziną 14–tą. Zaparkowaliśmy swój wehikuł i w ramach ucieczki przed słońcem ruszyliśmy do parku, który znajdował się przed pałacem. Stamtąd zadzwoniłam do Czesia, któremu został jeszcze tylko kawałek drogi do zamku. Niesamowite jak zgraliśmy się w czasie! Po krótkiej chwili już witaliśmy się z Ojcem Prowadzącym. Już podczas przywitania opuściły mnie wszelkie wątpliwości. Ta wyprawa będzie WSPANIAŁA!
Milady

Jest już po godzinie 7–ej, plecak spakowany, wehikuł gotowy do drogi, czas zatem ruszać na tatrzańską wyprawę. Przede mną prawie 370 kilometrów. Wehikuł nie został wyposażony ani w nowy silnik ani w nowe ogumienie ale i tak bezpiecznie niesie mnie polskimi drogami. Zanim dotrę na umówione spotkanie z pozostałymi Zlotowiczami czekają mnie jeszcze dwie atrakcje – Opatów i Ujazd. Do Opatowa docieram około 9–ej. W oczekiwaniu na wejście do podziemnej trasy turystycznej zwiedziłem romańską Kolegiatę św. Marcina z XIII wieku. Sesja zdjęciowa i biegnę szybko, żeby załapać się na kolejne wejście do podziemnej trasy turystycznej, powstałej na bazie układu dawnych piwnic kupieckich z XV–XVII w. położonych na różnych poziomach połączonych korytarzami i schodami.
Kolejnym przystankiem jest Zamek Krzyżtopór w Ujeździe. Budowla wzniesiona w latach 1627–1644 przez Krzysztofa Ossolińskiego, nigdy w pełni nie ukończona, robi niesamowite wrażenie swoim ogromem.
Piękna pogoda zachęcała do dłuższego pobytu na zamku, niestety czas naglił, bowiem spotkanie w Niepołomicach coraz bliżej. Jeszcze kilka kilometrów, dojeżdżam na parking w pobliżu zamku i już z daleka widzę niebieski wehikuł a obok przytuloną parę. Tak to Milady z Milusiem. Ceremonia powitania i udajemy się na zamek w Niepołomicach.
Czesio1

O godzinie 14 następuje spotkanie pierwszych uczestników zlotu. Ruszają na zwiedzanie zamku w Niepołomicach. Chwilę zajmuje odnalezienie kasy zamku. Niestety zwiedzanie zamku jest dostępne tylko z przewodnikiem, na którego zlotowicze musieliby oczekiwać blisko 45 minut. Nie było czasu na tak długi postój. W planach były jeszcze Dobczyce i mini zlot w Kościelisku u TomaszaK. Tak więc wspólnie została podjęta decyzja o rezygnacji ze zwiedzania zamku w Niepołomicach i ruszeniu w kierunku Dobczyc.
Milady

ObrazekZamek w Niepołomicach



Na trasie niewielki korek, ale i tak udało nam się w miarę sprawnie dojechać do Dobczyc. W Dobczycach znowu lekko pod górkę (dosłownie i w przenośni). Dojście do zamku było nieco utrudnione, a podejście pod zamek zlotowicze traktowali jako zaprawę przed jutrzejszym zdobywaniem Tatr Wysokich.
Po zwiedzeniu zamku oraz znajdującego się obok skansenu, za namową Czesia, któremu kiszki grały głośnego marsza, forowicze postanowili zjeść w Dobczycach ciepły posiłek. Posilili się w przyjemnej knajpce, po czym wyruszyli w dalszą podróż do Kościeliska, gdzie czekał TomaszK. Na trasie przejazdu znajdowała się miejscowość o nazwie Chochołów, posiadająca bardzo charakterystyczną drewnianą zabudowę. Już wieczorem, po krótkim błądzeniu (to Czesio zabłądził prawie, że pod samym domem TomaszaK) zlotowicze dotarli do miejsca przeznaczenia. Zlot zaszczycił swoją osobą na chwil kilka Szara Sowa, przebywający akurat w Zakopanem. Niezwykle gościnny TomaszK przygotował kiełbaski z grilla (a właściwie to z kominka) oraz poczęstował wszystkich rzeźwiącym napojem z chmielu. Śmiechy i wspólne opowieści brzmiały wesoło do późnych godzin wieczornych, po czym ekipa tatrzańska udała się na spoczynek – jutro Rysy!!!
Milady

ObrazekMini zlot w Kościelisku. Od lewej: TomaszK, Milady, Czesio1 i Szara Sowa




15 lipca 2012r. – ruszamy na szlak. Przed nami Rysy!!


„Pobudka o godzinie 4.15 jest okrutna” – pierwsza myśl Milady, gdy zadzwonił jej budzik. Chwilę później na nogach był też Czesio, na końcu Miluś. Nie było natomiast potrzeby budzić o tak strasznej godzinie gospodarza. Szybkie śniadanie, pakowanie plecaków i ekipa tatrzańska o godzinie 5.35 rusza Czesiowym wehikułem w drogę nad Szczyrbskie Jezioro.
O godzinie 7.20 zostaje oficjalnie rozpoczęty marsz na Rysy!
Po niecałej godzinie uczestnicy docierają do Popradzkiego Stawu. Chwila przerwy i dalej na Rysy.
Milady

ObrazekSchronisko nad Popradzkim Stawem



Z krzyżóweczki nieopodal Schroniska nad Popradzkim Stawem można zabrać pakunki o wadze 5–10 kg, za których wniesienie do Chaty pod Rysmi przysługuje darmowa herbatka z rumem. Jednak jakoś nikt z forowiczów nie kwapił się, zachęcany nawet herbatką z prądem, do podjęcia tego dodatkowego ciężaru.
Milady

ObrazekPakunki czekające na chętnych turystów do zabrania do Chaty pod Rysmi



W naszym przewodniku wyczytaliśmy, że wszystko co potrzebne jest do funkcjonowania Chaty pod Rysmi dostarczane jest tylko siłą ludzkich mięśni przez tragarzy, zwanych nosiczami. Słowackie schroniska są w wielu przypadkach położone w wysokich partiach gór, dostęp jakichkolwiek pojazdów jest tam bardzo utrudniony, w związku z tym całe zaopatrzenie wnoszą wspomniani tragarze. Jednego z nich udało się nam spotkać na szlaku. Korzystając z przerwy na odpoczynek zrobiliśmy sobie z nim pamiątkowe zdjęcie. Nie mogliśmy wyjść z podziwu, bowiem pakunek, który dźwigał na plecach wyglądał imponująco.
Czesio1

[Brak obrazka]
Słowacki nosicz


ObrazekChata pod Rysmi



Atrakcją Chaty pod Rysmi jest Sławojka, czyli kabina toaletowa znajdująca się minutę drogi od schroniska. Jest ona zawieszona nad przepaścią. Z wewnątrz roztacza się widok na Tatry i Dolinę Mięguszowiecką.

ObrazekSławojka



Droga na szczyt choć była bardzo długa, nie należała jednak do przesadnie trudnych. Dopiero po minięciu Chaty pod Rysmi szlak uległ zdecydowanemu utrudnieniu. Milady o mało ze stresu sama nie skoczyła w przepaść.
O godzinie 11.50 UDAŁO SIĘ! EKIPA TATRZAŃSKA ZDOBYŁA SZCZYT – WYŻEJ W POLSCE SIĘ JUŻ NIE DA!
Zdyszani, zmęczeni, pełni dumy i zachwytu niewiele ze sobą rozmawiali. Pochłonięci byli swoimi myślami i podziwianiem widoku jaki przyszło im oglądać. To był inny świat, emocje jakie przeżywali w tej właśnie chwili były nieporównywalne do wszystkich innych przeżywanych tam na dole.

Aż po tysiącach prób, przez przeraźliwą biel
opłacił się nasz trud– osiągnęliśmy cel
czuliśmy bicie serc i pod stopami szczyt
gdzie pewne było, że przed nami nie był nikt
lecz nie odezwał się tym razem żaden śmiech
bo wszyscy padli tu, zajadle łapiąc dech
i dziwny jakiś był zwycięstwa słodki smak
minęło parę chwil...
Milady

ObrazekRysy zdobyte!!



ObrazekCzarny Staw pod Rysami i Morskie Oko widok z Rysów



Po około pół godzinie podziwiania widoku ruszyli w drogę powrotną. Droga na dół zdawała się być jeszcze dłuższa i bardziej męcząca niż na szczyt, tym bardziej, że pod koniec zaczął padać deszcz. Do auta dotarli już w konkretnej ulewie. Było po godzinie 16.00, a Czesiowi udało się jeszcze wszystkich nabrać i pomylić drogę do Zakopanego. Już po zmroku dotarli do gościnnego TomaszaK, który wyczekiwał ich przybycia. Wieczór upłynął radośnie, pomimo wielkiego zmęczenia ekipy tatrzańskiej. Opowiadali TomaszowiK o przebytej tego dnia drodze i starali się jak najlepiej opisać wrażenia ze szlaku.
Końcowi dobiegał pierwszy dzień wędrówki po górskich szlakach. Czy ktoś wiedział, że oprócz zdobytej rok temu Śnieżki był to pierwszy dzień Milady w wysokich górach? Pierwszy raz w Tatrach i Rysy od razu zdobyte.
Milady

Ale gaduła z tej Milady. Nie dopuszcza mnie do głosu. To ja tylko dodam, że dla Czesia również było to pierwsze podejście na Rysy. Do tej pory mogłem podziwiać najwyższy polski szczyt tylko znad Czarnego Stawu pod Rysami. Przeżycie niesamowite!
Czesio1


16 lipca 2012r. – droga nad Morskie Oko.


Poranek w Kościelisku nie wróżył najlepszej pogody na resztę dnia. Momentami zza chmur wyglądało mile słońce, jednak chyba tylko po to, aby za chwilę skryć się za którąś straszącą deszczem chmurę. Poranek i południe wlokły się niemiłosiernie w oczekiwaniu na poprawę pogody. Na ten dzień plany były skromne. Forowiczów czekał jedynie dojazd w towarzystwie TomaszaK do Palenicy Białczańskiej, skąd mieli dalej ruszyć piechotą do Schroniska nad Morskim Okiem.
O godzinie 16.50 dzięki uprzejmości nieocenionego TomaszaK dotarli do Palenicy Białczańskiej. Nastąpiło krótkie pożegnanie z TomaszemK (wtedy jeszcze nikt nie wiedział czy uda im się spotkać ponownie w Kościelisku).
Milady

ObrazekW Palenicy Białczańskiej



Niestety pogoda nie rozpieszczała. Droga nad Morskie Oko upłynęła w strugach deszczu. Jednakże dolina jak i samo schronisko swoim klimatem i walorami krajobrazu zrekompensowały trudy podróży. To był pierwszy nocleg ekipy tatrzańskiej spędzony w schronisku górskim. Był to bardzo udany nocleg. Forowicze po odbytej kąpieli (baaardzo długim oczekiwaniu w kolejce pod prysznic – jeden – jedyny prysznic) oraz posileniu się nawiązali znajomość z emerytowanym nauczycielem fizyki – Panem Jankiem oraz kontakt wzrokowy z dwoma bodajże Portugalczykami.
Milady

Niestety z powodu ulewy zrezygnowaliśmy z wstąpienia po drodze do Schroniska Roztoka. Cóż, będzie pretekst by jeszcze kiedyś tu wrócić.
A wieczorem w schroniskowej jadalni ponownie spotkaliśmy się z Szarą Sową, który gościł wraz ze swoja rodzinką w starym schronisku oraz z naszym współtowarzyszem w pokoju Panem Jankiem. Nie licząc grupki kilku osób przy sąsiednim stoliku (którzy nomen–omen tego dnia zdobyli to co my zamierzaliśmy następnego dnia, czyli „Mięgusia”) sala była zupełnie pusta. Jakże odmienny to widok od tego, który zastać można tu w ciągu dnia.
Czesio1


17 lipca 2012r. – Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem.


Poranek przebiegał na terroryzowaniu Milady przez Czesia jego aparatem fotograficznym. Było to dla wszystkich oburzające, albowiem nie od dziś wiadomo, że niewiast tak delikatnych oraz o tak nienagannych manierach jak nasza Milady nie fotografuje się o poranku bez uprzedniego jej przygotowania! Nie wiadomo jakim fartem udało im się zebrać i wyjść ze schroniska już o 7–ej. Chwilę po nich na szlak wyruszył poznany poprzedniego wieczora Pan Janek.
Milady

ObrazekZlotowicze na tle Forum w Schronisku nad Morskim Okiem



Niepokojący był fakt, że podejście z Morskiego Oka nad Czarny Staw tak zmęczyło zlotowiczów, że konieczny był tu dłuższy odpoczynek. Nabrali sił i z nową energią ruszyli na „Mięgusia”. Poranek był bardzo chłodny ale jednocześnie słoneczny. W miarę pokonywania kolejnych metrów szlaku pogoda zaczynała się zmieniać. Chłód pozostał, ale słońce przysłoniły szare chmury.
Wejście na „Mięgusia” warte jest trudu. Widok na Dolinę Rybiego Potoku jest wspaniały z każdego miejsca podejścia. Jednak im wyżej, tym więcej trudności napotykano na szlaku – pojawiły się klamry i łańcuchy, a wspinać bez zabezpieczenia należało się po niebezpiecznych „rynnach”. Niebo nie wróżyło nic dobrego, nadciągały ciężkie chmury. Do szczytu było już jednak bardzo niedaleko. Parę minut. Czesio z Milusiem cały czas szli odważnie, jednak gdy nagle zaczął sypać śnieg, Milady nie była już tym faktem zachwycona. Prawdę mówiąc zaczynała się bać. Szlak był niebezpieczny, ścieżki bardzo, bardzo wąskie z jednej strony zakończone przepaścią a opadów śniegu nikt się tego słonecznego lipcowego poranka nie spodziewał.
Milady

ObrazekCzesio1 z Milusiem na Kazalnicy



ObrazekKozice na szlaku



Przed forowiczami nikt nie podążał. Nie mijał ich też nikt schodzący, tak więc byli pierwsi. Najwidoczniej udało im się wyjść ze schroniska najwcześniej. Stan ten jednak nie trwał długo gdyż na wysokości Kazalnicy minęło ich dwóch, wręcz biegnących mężczyzn dysponujących nadprzyrodzonymi siłami. Wykorzystali moment gdy zlotowicze pochłonięci byli bez reszty podziwianiem młodych kozic bawiących się na zboczu.
W prawdziwą już śnieżycę dotarli na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem. 10.23! Byli drugą ekipą, która tego dnia się tu znalazła! Nie zabawili jednak długo. Trwała prawdziwa śnieżyca, zeszli więc trochę niżej i za załomem skalnym mężczyźni pozwolili odpocząć chwilę zmęczonej warunkami Milady. Zejście pokonali szybko choć załamująca się w międzyczasie pogoda znacznie je utrudniła. Pokonywane wcześniej bez większych problemów niebezpieczne fragmenty nie posiadające zabezpieczeń teraz były bardzo śliskie. Dotarli nad Czarny Staw a następnie do schroniska nad Morskim Okiem. Było wcześnie, zaledwie 14–ta. Dzień wcześniej Milady poznała dwie dziewczyny, które usłyszawszy, że nie pokonywała jeszcze żadnych trudniejszych fragmentów poza Rysami, stwierdziły że wejście na „Mięgusia” zajmie im naprawdę sporo czasu, o ile w ogóle się uda. Nie trzeba chyba wspominać jak dumna była z siebie Milady mogąc teraz opowiedzieć w jakich warunkach i z jakim czasem (był niezły) udało im się zdobyć tą przełęcz.
Milady

ObrazekMięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem



Już wieczorkiem spotkali się w jadalni z Szarą Sową. Dołączył do nich poznany dzień wcześniej Pan Janek, który również tego dnia zdobył Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem. Obchodził on też tego dnia swoje urodziny! Tak więc wieczór upłynął we wspaniałej pogodnej atmosferze świętowania urodzin Pana Janka.
Milady

ObrazekMini zlot w Schronisku nad Morskim Okiem.




18 lipca 2012r. – Szpiglasowy Wierch.


Ekipa tatrzańska rankiem pożegnała schronisko nad Morskim okiem i ruszyła z Doliny Rybiego Potoku w kierunku Doliny Pięciu Stawów Polskich. Przez pewien odcinek pokonywanej Ceprostrady towarzyszył im poznany Pan Janek. Jednakże po pewnym czasie odłączył się i ruszył do Doliny Pięciu Stawów przez Świstówkę. Tam mieliśmy się wszyscy ponownie spotkać. Miało to być już nasze ostatnie spotkanie z Panem Jankiem. Po rozstaniu ekipa tatrzańska ruszyła w kierunku Wrót Chałubińskiego.
Wejście na Wrota Chałubińskiego nie wydawało się być trudnym przedsięwzięciem – do czasu złapania pierwszej zadyszki. Podejście nie było wysokie, ale za to bardzo strome. Stromiźnie wręcz nie było końca. Po lewej stronie widać było Mnicha, z samych natomiast Wrót Chałubińskiego roztaczał się piękny widok na Vyšné Temnosmrečinské pleso. Na Wrotach Chałubińskiego ekipa Tatrzańska nie zabawiła długo ze względu na silne podmuchy wiatru. Droga na dół poszła już sprawnie. Dotarli do krzyżówki szlaków przy Mnichowym Potoku. Stamtąd ruszyli na Szpiglasowy Wierch.

Milady

ObrazekNa Szpiglasowej Przełęczy



Ze Szpiglasowej Przełęczy roztaczał się piękny widok na Dolinę Pięciu Stawów Polskich. Wydawać by się mogło, że do pokonania do Schroniska Pięciostawiańskiego został jeszcze niewielki odcinek drogi. Rzeczywiście jednak pozostał do pokonania jeszcze odcinek z łańcuchami i długie, nawet trochę żmudne zejście do Doliny. Łatwo na takim szlaku stracić czujność, co też zrobiła Milady, która złapała zająca na prostym odcinku drogi.
Milady

[Brak obrazka]
Łańcuchy przy zejściu ze Szpiglasowej Przełęczy


Zlotowicze dotarli do mostku przy Przednim Stawie Polskim, gdzie spotkali Pana Janka. Rozmawiali chwilę po czym pożegnali się i odeszli w różne strony. Forowicze ruszyli nad Siklawę, natomiast Pan Janek zawrócił do Schroniska nad Morskim Okiem. Nad Siklawą ścisk i tłok, odpoczęli chwilę siadając na kamieniach po czym ruszyli do Schroniska Pięciostawiańskiego.
Milady

ObrazekSiklawa



W Schronisku tłok był jeszcze większy niż nad Morskim Okiem! Wyzwaniem było znaleźć wolne miejsce przy stole by móc się spokojnie posilić. Również pokój, w którym się zatrzymali nie grzeszył przestrzenią, jednak zlotowiczom dopisywały humory. Udało im się nawet spotkać z Szarą Sową. Wieczór upłynął na wspólnych rozmowach przy kuflu piwa. Chcieli wypocząć przed jutrzejszą wyprawą na Orlą Perć. Oby tylko pogoda dopisała…
Milady


19 lipca 2012r. – Orla perć.


Początkowo plan zakładał tego dnia zdobycie również Kościelca. Niestety ekipa tatrzańska nieco przeliczyła się ze swoimi możliwościami. Jednakże zacznijmy od samego początku. Jak zwykle pierwsza wstała Milady (która spędziła ciężką noc mając niedaleko swoich uszu chrapiąca twarz Czesia). Jak co dzień zabrała się za poranną toaletę. Schronisko w sporej części jeszcze spało. Jakie było jej zaskoczenie gdy po powrocie z toalety wyczuła w pokoju pewien charakterystyczny zapach. Tak, to Miluś z Czesiem przygotowywali „paprykarzowe śniadanie”. Szwajcarska współlokatorka (najwidoczniej nie przepadała za paprykarzem) po pobudce szybko zawinęła się z pokoju.
Po śniadaniu pokój został przewietrzony i wszyscy ruszyli w drogę na Kozi Wierch. Droga do skrzyżowania szlaków na Kozi Wierch i Zawrat przebiegła szybko i w ogólnym milczeniu. Ekipa tatrzańska stała skonsternowana przed szlakiem prowadzącym na Kozi Wierch. Tego dnia wiał bardzo silny wiatr i ciężko było przewidzieć jak w najbliższym czasie zachowa się pogoda. Po blisko 10 minutach została podjęta decyzja o wejściu na szlak prowadzący na Kozi Wierch. „Najwyżej odpuścimy sobie Orlą Perć i z Koziego Wierchu przejdziemy przez Zawrat do Hali Gąsienicowej” – zdecydowali.
Droga na Kozi Wierch była męcząca. To już piąty dzień wędrówki, plecaki ciążyły. Zadyszka łapała szybko i trzeba było robić częste przerwy, głównie ze względu na słabszą, ale bardzo, bardzo dzielną Milady. Na szczęście częste przerwy, dzięki wspaniałym widokom oraz grasującym kozicom należały do bardzo przyjemnych.
Milady

ObrazekNa szlaku na Kozi Wierch



Po dotarciu na Kozi Wierch o godzinie 9.25! rozpoczęły się pertraktacje, którędy należy dostać się do Hali Gąsienicowej. Wiał tak silny wiatr, że szaleństwem wydawało się porywać na Orlą Perć – a że ekipa tatrzańska zdrowa umysłowo nie była, wybrali ten właśnie szaleńczy wariant. Zresztą przekonali się o tym już w niedługim czasie, gdy na trasie pojawiły się pierwsze trudności.
Milady

ObrazekNa Kozim Wierchu



Początkowo szlak nie wydawał się specjalnie trudny. W jednym miejscu serca trochę mocniej zadrżały gdy trzeba było pokonać wąskie przejście przy samej ścianie nad przepaścią, schylając się jednocześnie żeby plecakiem nie zaczepić o wystającą u góry skałę.
„Kicia, tylko uważaj na aparat!” – Miluś nie tracił zimnej krwi czuwając nad bezpieczeństwem… drogiego sprzętu, który niosła całą drogę Milady.
Tak dotarliśmy do Przełączki nad Buczynową Doliną skąd w dół opadał Żleb Kulczyńskiego.
Czesio1

Tętno nie mogło się uspokoić a nerwy najbardziej dawały się we znaki biednej Milady. Padła decyzja, że zejść należy Żlebem Kulczyńskiego – na dalszą część Orlej perci pora przyjdzie w następnym roku. Zejście żlebem było dla Milady (wstyd mi to przyznać) niezmiernie stresujące. Zrobiło się poważnie, gdy w pewnej chwili Milady odmówiła posłuszeństwa i stwierdziła, że tylko śmigłowiec może ją stąd ściągnąć. Po niedługim czasie, uspokojona nieco przez Milusia postanowiła podjąć próbę zejścia na dół. Na szczęście obyło się już bez większych problemów, choć była zła na Czesia, za to, że tak bardzo wysforował się naprzód zostawiając ją w tyle. Przecież mogła spaść, a on sobie zawody robił….
Milady

ObrazekPrzełączka nad Buczynową Doliną. W dół opadający Żleb Kulczyńskiego



ObrazekTę część Orlej perci Zlotowicze zostawili sobie na następny rok



Na szczęście po około godzinie schodzenia Żleb Kulczyńskiego został pokonany. Już spokojniej dotarli nad Zmarzły Staw. Było to urocze miejsce, więc postanowili zrobić tam przystanek. Po niedługim czasie ruszyli w kierunku Czarnego Stawu Gąsienicowego i dalej do schroniska Murowaniec.
Do schroniska dotarli o godzinie 14.00. Po Orlej Perci byli zmęczenie nie fizycznie a psychicznie. Postanowili się posilić. Reszta dnia upłynęła na przygotowaniu rzeczy do dalszej drogi, grach, czytaniu i spacerach wokół schroniska (tabliczki informowały o grasujących niedźwiedziach).
Pod wieczór niebo zaczęło zasnuwać się burymi chmurami. Nie trudno było przewidzieć jakie zjawisko atmosferyczne one zwiastują. Najpierw były grzmoty i błyski gdzieś w oddali, później rozpętała się prawdziwa burza. Trwała dość długo i była intensywna. Miło było ją obserwować zza okna schroniska.
Milady


20 lipca 2012r. – Kasprowy Wierch.


Również ten dzień został zmodyfikowany już w trakcie trwania zlotu. Brak wolnego dnia oraz psychiczne zmęczenie przeprawą przez fragment Orlej Perci dawały o sobie znać. I choć pominięty został Kościelec, to trasa i tak nie była lekka. Tego dnia do pokonania był najdłuższy dystans około 20 kilometrów. Z Hali Gąsienicowej należało wyruszyć na Świnicką Przełęcz. Wejście zdawało się być niekończącą się stromizną. Wszyscy odczuwali ogólne zmęczenie organizmu.
Milady

ObrazekKościelec



Na Świnickiej Przełęczy nastąpiła chwila konsternacji. Czy iść na Świnicę? Milady zaofiarowała się, że poczeka na dzielnych mężczyzn na Świnickiej Przełęczy i przypilnuje ich plecaków – wtedy byliby znacznie odciążeni przy wejściu na Świnicę. Jednakże gentelmani nie chcieli zostawiać Milady samej na ponad godzinę przy panującej niskiej temperaturze (a może demotywowała ich skacząca na Świnicę niczym kozica – zakonnica…).
Milady

ObrazekNa Świnickiej Przełęczy



Zostawiwszy Świnicę na następny zlot cała ekipa ruszyła przez Beskid w kierunku Kasprowego Wierchu. Szlak nie był trudny, wzniesienia i spadki były lekkie. Na Kasprowym Wierchu czekał już na nich PawelK.
Milady

ObrazekMini zlot na Kasprowym Wierchu. Od lewej: PawelK, Milady i Czesio1



Razem zasiedli w restauracji znajdującej się na Kasprowym Wierchu. Z PawłemK rozmawiało się bardzo miło, jednak czas gonił. Do przebycia pozostał jeszcze kawał drogi, a pogoda przestawała dopisywać. Tak więc ekipa tatrzańska pożegnała się z PawłemK, który wrócił do Zakopanego. Obiecali sobie jednak, że spotkają się jeszcze dziś w Kościelisku. Ruszyli z Kasprowego w kierunku Kondratowej.
Trasa poza jednym miejscem nie była trudna. Przebyte w górach kilometry i różnice poziomów a co za tym idzie zmęczenie sprawiły, że trasa granią była dość męcząca. Chwila nieuwagi i oto Czesio wypuścił z rąk aparat fotograficzny, który jakimś cudem zdołał zatrzymać się na skraju przepaści unikając roztrzaskania.
Na Przełęczy pod Kopą Kondracką Zlotowicze mieli okazję przyjrzeć się pracy ratowników Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, którzy śmigłowcem przybyli na pomoc kobiecie, która zasłabła na szlaku.
Dotarłszy na Kondracką Kopę podjęli decyzję o rezygnacji z wejścia na Giewont. Skutecznie odstraszyła ich od tego długa kolejka „stonki” pragnącej dostać się na szczyt. Zlotowicze czuli smak poniesionej porażki – była to już druga tego dnia modyfikacja wstępnego planu. Ale nie ma tego złego, coś zostanie jeszcze do zdobycia na przyszły rok.
Milady & Czesio1

Z Kondrackiej Przełęczy ruszyli przez Dolinę Małej Łąki do Kościeliska. W Kościelisku serdecznie przyjął ich TomaszK. Do grona zlotowiczów w niedługim czasie dołączył także PawelK. W takim oto składzie upłynął na zakończenie siódmy dzień wędrówki.
Milady

ObrazekMini zlot w Kościelisku




21 lipca 2012r. – Dolina Chochołowska.


Ten dzień bardzo przypominał dzień, w którym uczestnicy rajdu tatrzańskiego wyruszali z TomaszemK do Palenicy Białczańskiej. Pogoda tak samo nie dopisywała, a trasa do pokonania na szczęście nie była długa. Po obiedzie TomaszK podwiózł zlotowiczów do Siwej Polany. Tutaj nastąpiło pożegnanie z TomaszemK. Smutno było rozstawać się z gospodarzem domku w Kościelisku, nie zasiąść już nim przy kominku, nie dyskutować nad sprawami formowymi, tymi małymi i dużymi… Długo trwało wymienianie uścisków i życzeń do jak najszybszego ponownego zobaczenia.
Po pożegnaniu zlotowicze ruszyli w strugach deszczu w drogę do schroniska na Polanie Chochołowskiej. Dolina Chochołowska jest bardzo urocza, nawet w złą pogodę. Po długim marszu forowicze znaleźli się u wyjścia na polanę. W oddali widać było unoszący się z komina dym. Było to Schronisko Chochołowskie. Na ostatnim fragmencie mijano drewniane chatki. Po prawej stronie widoczny była drewniana kapliczka pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela, która wybudowano specjalnie na potrzeby serialu telewizyjnego „Janosik”. Tego dnia jednak kiepska pogoda nie pozwoliła na zajście do Kapliczki.
Milady


22 lipca 2012r. – Grześ, Rakoń, Wołowiec.


Po niezwykłych przeżyciach związanych ze zdobywaniem szczytów Tatr Wysokich nadszedł czas na stonowanie wrażeń. Przed nami dwa ostatnie dni, spędzone dla odmiany na spokojniejszych, bezpieczniejszych szlakach Tatr Zachodnich. Mniej tu piarżystych szlaków, pełnych skał i kruchych kamieni, ubezpieczonych łańcuchami i klamrami. Więcej za to drzew i kosodrzewiny.
Ze Schroniska na Polanie Chochołowskiej wyruszyliśmy tuż po 8-ej. Naszym celem była zachodnia grań z Grzesiem, Rakoniem, Wołowcem i Starorobociańskim Wierchem na czele. Pogoda niestety nie rozpieszczała nas. Było chłodno i pochmurno. Początkowo szlak wiódł lasem, gdzie warunki pogodowe miały mniejsze znaczenie. Wkrótce miejsce lasu zajęła kosodrzewina, pośród której pojawiały się od czasu do czasu punkty widokowe na tatrzańskie doliny. Niestety z każdym pokonywanym w górę metrem gęstniała mgła, która uniemożliwiała delektowanie się piękną panoramą Tatr Zachodnich.
Czesio1

ObrazekSzlak na Grzesia



Zarówno na Grzesiu jak i na Rakoniu niewiele mogliśmy zobaczyć, dalsza wędrówka w tych warunkach zaczynała tracić sens. Postanowiliśmy jeszcze zdobyć Wołowiec i tam podjąć ostateczną decyzję czy idziemy dalej na Starorobociański Wierch czy wracamy do schroniska.
Po mozolnym podejściu śliskim szlakiem na Wołowiec już i tak dość ograniczona widoczność jeszcze się pogorszyła, coraz mocniej wiało i zaczął siąpić drobny deszczyk. W tych warunkach decyzja mogła być tylko jedna – wracamy. Aby uniknąć powrotu tą samą trasą po zejściu z Wołowca skierowaliśmy się zielonym szlakiem wprost ku Polanie Chochołowskiej. Jakież było nasze zdziwienie gdy po jakiejś godzinie drogi mgła zniknęła a naszym oczom ukazała się doskonale widoczna Dolina Chochołowska. Za nami pozostała grań, która wciąż tonęła we mgle.
Po dotarciu do schroniska i wysuszeniu ubrań i butów w suszarni udaliśmy się jeszcze na wieczorny spacer do Kaplicy św. Jana Chrzciciela. Zbudowano ją na potrzeby serialu Janosik. To właśnie tutaj tytułowy bohater pojął za żonę Marynę. To również tu został otoczony przez wojsko, pojmany i skazany na śmierć przez powieszenie wraz z dwoma kamratami Pyzdrą i Walusiem Kwiczołem.
Czesio1

[Brak obrazka]
Kaplica Św. Jana Chrzciciela na Polanie Chochołowskiej


Rozglądaliśmy się dookoła w nadziei ujrzenia bohaterów serialu. Niestety przy kapliczce i na polanie zobaczyliśmy tylko stado owiec, na pewno to samo, które Janosik wypasał zanim podjął decyzję o opuszczeniu gór i udaniu się do miasta, do ludzi.
Wracając do Schroniska natknęliśmy się jeszcze na tablicę upamiętniającą pobyt w tym miejscu Papieża Jana Pawła II.
Czesio1


23 lipca 2012r. – Ostatni dzień na szlaku. Dolina Kościeliska.


To już niestety ostatni dzień tatrzańskiego rajdu od schroniska do schroniska. Dziewięć dni minęło zdecydowanie za szybko. Wczoraj było chłodno i deszczowo a dziś Tatry żegnają nas przepiękną, słoneczną pogodą.
Schronisko Chochołowskie opuściliśmy tuż po godzinie 8–ej. Początkowo wędrowaliśmy Doliną Chochołowską,
Czesio1

ObrazekDolina Chochołowska



by wkrótce skręcić w prawo ku Dolinie Kościeliskiej. Szlak Doliną Iwaniacką nie był trudny, początkowo szliśmy lasem, gdzie miejscami droga była podmokła, potem jednak prowadziła kamiennymi schodami mocno w górę. Teren był tu otwarty, słońce mocno dawało się nam we znaki. Mimo to nasze tempo marszowe było znacznie lepsze niż to przewidziane na tatrzańskich znakach.
Do Schroniska Ornak dotarliśmy mocno zmęczeni, skorzystaliśmy z ciepłego posiłku, wypiliśmy kawę obowiązkowo z szarlotką i stanęliśmy przed kolejnym dylematem. W planach mieliśmy bowiem podejście nad Smreczyński Staw, do którego wiodła półgodzinna ścieżka. Zmęczenie a trochę chyba i lenistwo zdecydowało, że zrezygnowaliśmy, kierując się wzdłuż Doliny Kościeliskiej, która powoli wypełniała się tłumem turystów, korzystających z pięknego lipcowego słońca.
Czesio1

ObrazekDolina Kościeliska



Jedną z ostatnich atrakcji czekających na nas na tatrzańskich szlakach był Wąwóz Kraków, czyli prawa odnoga Doliny Kościeliskiej. Niestety turystyczna stonka w postaci szkolnej wycieczki nie pozwoliła zbyt długo delektować się najpiękniejszym wąwozem skalnym polskich Tatr Zachodnich.
Tuż przed wejściem do Smoczej Jamy poczuliśmy nieco klimat Orlej perci, bowiem trzeba było wspiąć się drabinką na pionową niemal skałę, a potem przy pomocy łańcuchów pokonać obejście jamy.
Czesio1

ObrazekDrabinka przed wejściem do Smoczej Jamy w Wąwozie Kraków



Ze zwiedzenia Jaskini Raptawickiej zrezygnowaliśmy bowiem ustawiła się do niej kolejka niczym na Giewont w godzinach południowych. Ruszyliśmy zatem prostą drogą do Kościeliska przez Przysłop Miętusi. U wylotu Doliny Kościeliskiej dokonaliśmy symbolicznego zakończenia II Forowego Zlotu w Tatrach i trochę smutni opuściliśmy tatrzańskie szlaki kierując się do Kościeliska, gdzie oczekiwały nasze wehikuły.
Żegnajcie Tatry… Do zobaczenia na szlaku…
Czesio1

ObrazekTo już jest koniec...




24 lipca 2012r. – Pożegnania nadszedł czas.


Poranek był słoneczny, ale mimo to wyczuwało się panujący wśród zlotowiczów smutek spowodowany zbliżającym się ostatecznym rozstaniem. Po porannej toalecie wszyscy zeszli na śniadanie, które przeciągane było w miarę możliwości jak najdłużej. Nikomu się nie spieszyło, należało celebrować te ostatnie chwile spędzane jeszcze razem. Przy śniadaniu zlotowicze odsłuchali po raz ostatni jeszcze wspólnie Historię Pewnej Rewolucji. Później spakują resztę swoich rzeczy i rozjadą się każde w swoją stronę… Milady ledwo powstrzymywała łzy, które jednak w pewnym momencie wymknęły się spod kontroli. Założyła ciemne okulary i rycząc pożegnała Ojca Prowadzącego Czesia. Nie mogła pohamować łez jeszcze przed długi czas po wyjeździe z Zakopanego...

Milady:
To wszystko trwało zdecydowanie za krótko. Pozostanie straszna tęsknota za uszczypliwym Czesiem i najgościnniejszym człowiekiem na świecie – TomaszemK. Oczywiście pożegnanie było gorsze niż mogłam to sobie wyobrazić. Przez te 11 dni zżyliśmy się strasznie, zbudowaliśmy między sobą prawdziwą przyjaźń. Już wiem, że zawsze będzie mi czegoś brakować. Czesiu, dziękuję Ci bardzo za zorganizowanie całej naszej wyprawy. Dzięki Twojemu szalonemu pomysłowi przeżyłam wspaniałe chwile, gdzie lęk i strach graniczyły niejednokrotnie z największym szczęściem i dumą. Dziękuję Ci TomaszuK za Twoje dobre dla Nas serce. Oraz dziękuję Wam PawleK i Szara Sowo za ciepłe rozmowy i wspaniałą przyjacielską atmosferę, jakbyśmy znali się wszyscy od bardzo, bardzo, bardzo dawna…
Wiem, że spotkamy się jeszcze kiedyś tu – na szlaku.

Czesio1:
Rozstania nadszedł czas…
Również i ja chciałbym Wam wszystkim podziękować za udział w tatrzańskim zlocie.
Tobie Milady za to, że wraz z Milusiem przyjęliście zaproszenie na rajd od schroniska do schroniska po tatrzańskich szlakach i że daliście radę wytrzymać ze mną tyle dni. Dzięki Wam dane mi było przeżyć wspaniałą przygodę, uwieńczoną zdobyciem najwyższego polskiego szczytu czyli Rysów.
Tobie TomaszuK, za okazaną gościnność w Twoim uroczym domku na kościeliskiej ziemi, ze wieczorne rozmowy przy kominku.
Oraz Wam Szara Sowo i PawleK za to, że mogliśmy się poznać wśród tych pięknych górskich krajobrazów.
Do zobaczenia na szlaku…
_________________

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało :-)
Ostatnio zmieniony przez 2015-06-29, 21:51, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
Czesio1 
Administrator
Ojciec Prowadzący



Wiek: 42
Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 10171
Wysłany: 2013-08-30, 08:31   

Temat już umarł ale gdyby ktoś chciał obejrzeć to jest dostępny również film z Tatr:

http://www.dailymotion.co...-czesc-1_travel - część 1

http://www.dailymotion.co...-czesc-2_travel - część 2
_________________

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało :-)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo. Template GreyBlue v 0.2 created by Nasedo.