Nie ukrywam, pomysł na wyjazd do Rumunii kiełkował we mnie od dłuższego czasu. Wiele obejrzanych filmów na YT, przeczytanych opinii w internecie. Lubię miejsca nieoczywiste, a Rumunia nadal miejscem nieoczywistym jest.
Podróż podzieliśmy na dwa dni. Pierwszego dnia nocowaliśmy u zaprzyjaźnionych górali w Bukowinie Tatrzańskiej, w niedzielę rano ruszyliśmy z polskiej części Karpat ku jej rumuńskiej części. Tatry to moja miłość, liczyłem że góry rumuńskie również się spodobają.

Droga przez Słowację i Węgry minęła bardzo szybko. Niestety w Rumunii sięć autostrad jest bardzo słaba i praktycznie droga od granicy H - RO, do stancji zajęłą nam polowę czasu. Po kilkudziesięciu kilomatrach za granicą zatrzymalismy się aby trochę odpocząć. Widokowo droga bardzo ładna, ale ruch spory i trzeba ciągle zachowywac koncentrację na zakrętach.


W Rumunii jest inna strefa czasowa. Trzeba doliczyć 1 h. O 19.30 czasu lokalnego zameldowaliśmy się w mieście Sigishoara (o którym więcej w dalszej cześci relacji). I od razu było mozna zobaczyć w jakim kraju sie znajdujemy.



Zmęczeni całym dniem jazdy dość wczesnie poszlismy spać.



