PawelK pisze:Jeśli ktoś chce zobaczyć zdjęcia ze szczytu musicie uśmiechnąć się do Milady.
To pochwalę się zdjęciami ze szczytu i przy okazji uzupełnię Twoją relację.
Dla mnie droga na górę była niesamowicie żmudna i jakoś tak mało widokowa. Muszę to przyznać, było mi ciężko i kilka razy poważnie rozważałam czy nie zawrócić. Przede mną ciągle majaczył szczyt i to mnie trzymało w wytrwałości. No i Anka oczywiście bo we dwie wzajemnie się dopingowałyśmy i nie chciałyśmy się zostawiać gdzieś tam kawałek od szczytu. To wejście było dla mnie szczególnie trudne i nie koniecznie chodzi mi o kondycję, choć to też musiało jakoś rzutować bo droga na szczyt była dla mnie bardzo długą drogą. Podejście zmęczyło mnie choć nie było wymagające psychicznie (brak większych ekspozycji). Najlepsze było ostatnie 20 minut wchodzenia. Tam zaczęła się większa stromizna i należało się wspinać. Podsumowując, drugi raz już się tam nie wybiorę. Przynajmniej nie za szybko bo nigdy nie mów nigdy. Na Rysach byłam już 3 razy i chętnie wejdę znowu. Z Krywaniem tak nie mam.
Dodam jeszcze kilka zdjęć z naszego pierwszego dnia w górach (dla naszych gospodarzy to był już chyba trzeci dzień).
Paweł wyjechał na jeden dzień do Warszawy a my z Anką postanowiliśmy wejść na Kasprowy Wierch i dalej ruszyć w kierunku n Giewont. Co prawda na sam Giewont się nie wybraliśmy - zniechęciły nas tłumy na szlaku - ale wycieczkę mieliśmy niezłą.
Ale wystarczyło zejść dosłownie kilka kroków niżej i znowu widoki były niesamowite. Uwielbiam tę zmienność w górach, choć bywa to niebezpieczne.
Podobnie mieliśmy gdy wchodziliśmy z Czesiem na Wołowiec. Tylko wtedy mgła trzymała od rana. Dopiero przy zejściu mieliśmy fajne słońce, ale pamiętam jakby odcięte linijką miejsce, z którego wychodziło się z mgły.
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...