Z przygodą na ty Strona Główna



Z przygodą na ty

Forum Miłośników Przygody im. Pana Samochodzika

• FAQ • Dane_osobowe • Szukaj • Użytkownicy • Grupy
• Rejestracja • Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Czesio1
2019-10-24, 16:11
16 - Relacja z XVI Forowego Zlotu Templariuszowego Posejnele 2019
Autor Wiadomość
Czesio1
Administrator
Ojciec Prowadzący



Wiek: 43
Dołączył: 07 Lip 2013
Posty: 12671
Wysłany: 2019-05-21, 15:59   16 - Relacja z XVI Forowego Zlotu Templariuszowego Posejnele 2019

XVI FOROWY ZLOT TEMPLARIUSZOWY
POSEJNELE 2019

30 kwietnia - 5 maja 2019 roku
_________________

Lepiej spróbować i wiedzieć, że się nie udało, niż żałować, że się nie spróbowało :-)
 
 
Mysikrólik
Zlotowicz
harcerz



Wiek: 43
Dołączył: 16 Lip 2013
Posty: 3309
Wysłany: 2019-10-22, 18:15   

1. Mysikrólik


Posejnele


Pod koniec kwietnia, z samego rana, wyruszyliśmy z Robasem na spotkanie nowej przygody. Początkowo trasę chcieliśmy odbyć pociągiem i autostopem, ale później stwierdziliśmy, że nie będziemy sobie aż tak utrudniać. Pierwszą część odbyliśmy rzeczywiście koleją z Opalenicy do Torunia, z krótkim przystankiem w Poznaniu. Wczesne wstawanie to nie jest nasze ulubione zajęcie, a tu trzeba było się zerwać już przed 5–tą rano, ponieważ już o 8–ej na dworcu w Toruniu, czekała na nas Hanka w swoim wehikule, oraz Fantomas, który dojechał z Bydgoszczy pociągiem. Zegarki mieliśmy zsynchronizowane doskonale. Wszyscy dotarliśmy na miejsce zbiórki w przeciągu 5–ciu minut. Powitania, pierwsze zdjęcia i w drogę. Atmosfera zlotowa w takiej grupie była oczywiście wspaniała, a z każdym kilometrem emocje jeszcze rosły.
W okolicach Augustowa, skontaktowaliśmy się z Czesiem, który jak się okazało jest mniej więcej w tym samym miejscu, tylko z innej strony. Jako miejsce naszego spotkania ustaliliśmy mostek na Marysze za Gibami, przed lasem okalającym ośrodek w Posejnelach. Znów okazało się, że jesteśmy zgrani co do minuty, bo nie zdążyliśmy jeszcze wysiąść z wehikułu, a już nadjechało LU Czesia. Tradycyjne „misie” i zdjęcie grupowe na tle tablicy i drogowskazu, dopełniło nasze spotkanie.



Pierwsza mini-zbiorówka przy drodze
do Ośrodka Wypoczynkowego Dziennikarzy

fot. Czesio1

Wykonaliśmy jeszcze telefon do johny’ego, aby nas godnie powitano gdy będziemy wjeżdżać.
Na miejscu oprócz naszego, wspomnianego już wcześniej organizatora johny’ego i Mateusza vel Wilhelma Tella, powitał nas jeszcze Eksplorator, który jak zwykle przygotowany, obdarowywał wszystkich gadżetami zlotowymi. Poszedł też krok dalej i oprócz banneru, który tak się złożyło, że zawisł na mysikrólikowej chacie, to jeszcze na rozstajach dróżek stanął potykacz informujący kto bierze ośrodek we władanie.



Eksplorator63 i johny przed potykaczem
fot. johny

Po rozlokowaniu się w domkach, poszliśmy na mały rekonesans ośrodka i od razu zakochaliśmy się w tym miejscu.

„Ośrodek wypoczynkowy dziennikarzy mieścił się na krótkim cyplu wrzynającym się w jezioro. Brzeg był dość wysoki, porośnięty sosnowym lasem. Między drzewami stały kolorowe domki campingowe, a u szczytu cypla zbudowano dość duży murowany budynek. Na dole mieściła się w nim przechowalnia kajaków i motorówek, na górze była stołówka i sala klubowa z wielkimi oknami, przez które widziało się wspaniałą panoramę jeziora i przeciwległy wysoki brzeg.”



Eksplorator63 i johny przed kawiarnią ośrodka
fot. johny


Kawiarnia ośrodka
fot. johny


Kawiarnia ośrodka
fot. johny


Eksplorator63 z Wilhelmem Tellem na pomoście
jeziora Pomorze

fot. johny


Jezioro Pomorze
fot. johny


Jezioro Pomorze
fot. johny


Kawiarnia ośrodka od strony jeziora
fot. johny


Ośrodek wypoczynkowy dziennikarzy w Posejnelach
fot. Czesio1


Recepcja i sotłówka ośrodka wypoczynkowego
dziennikarzy w Posejnelach

fot. Czesio1


Budynek z prysznicami
fot. Czesio1


Prysznice w ośrodku
fot. Czesio1


Prysznice w ośrodku
fot. Czesio1

Nieco zmartwiła nas informacja od kierowniczki, która po telefonie do nadleśnictwa oznajmiła nam, że z ogniska nici. Się jeszcze zobaczy.
Wkrótce zaczęli dojeżdżać kolejni zlotowicze. Zwłaszcza interesowały nas nowe twarze. Pojawili się więc państwo H. Gosia i Robert. Dotarli też starzy, ale oczywiście tylko stażem, wiarusi TomaszL i TomaszK, na którego oczekiwaliśmy nie tylko dlatego że przywiózł miodek i oscypki. Przyjechał również Barabasz z Szymonem, a także Vitras swoim czerwonym Polonezem. Ze swojej kwatery w Posejnelach, do ośrodka przybyli też Ola, Kasia i Oldmalarz ze swoją nieodłączną gitarą.



Zbiorówka na jeziorem Pomorze.
Od lewej: Fantomas, Vitras, Hanka, TomaszK, Czesio1,
Mysikrólik, Robas i johny

fot. TomaszK


Zbiorówka na jeziorem Pomorze.
Od lewej: Fantomas, Vitras, TomaszL, Hanka, Mysikrólik,
johny i TomaszK

fot. Czesio1

Na końcu tego dnia pojawiły się rodziny wielodzietne jak na nasze warunki, a mianowicie Yvonne z Adamem, wraz z Dominikiem vel Wiewiórką i Bartkiem vel Sokole Oko. Tuż przed nimi przyjechali PiTTowie w składzie: Matylda, Agnieszka i Psycholog, oraz rzecz jasna PiTT.


Sypialnia ekipy hardcore'owej przygotowana
fot. Czesio1


Ekipa hardcore'owa w objęciach Morfeusza
fot. Czesio1

Drugiego dnia dojechali jeszcze Magda z Batmanem, który w przyszłości zagra Bajeczkę, nadworny fotograf Ater z Anią, oraz irycki z Marysią i drugą gitarą. Listę zamknął Vasco z Jankiem.
Wreszcie byliśmy w komplecie, choć oczywiście parę osób, które z różnych przyczyn nie zdecydowały się przyjechać, brakowało.
Przybyło za to kilka osób, które pierwszy raz były na zlocie z nami i mam nadzieję, że w trakcie jego trwania daliśmy im odczuć, że są mile widziani teraz i zawsze i na wieki wieków.
Amen.
_________________
 
 
johny
Moderator



Wiek: 46
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 9679
Skąd: Łódź
Wysłany: 2019-10-22, 18:16   

2. johny


Mosty w Stańczykach


I wstał nowy dzień… Podłoga kawiarni dla ekipy hardkorowej okazała się bardzo przyjazna! Co więcej, ostre promienie słońca przebijające się prze szklaną okienną ścianę dawały błogie ciepełko.


Ekipa hardcore'owa w objęciach Morfeusza
fot. Barabasz

Czas było jednak wstawać i pędzić ku przygodzie. Poranny spacer przed śniadaniem nad jeziorem Pomorze. Coś wspaniałego, coś mistycznego i te ciągłe myśli, jaki mój kraj jest piękny. Cisza, spokój, tafla jeziora, w oddali las, na wodzie samotnie płynący łabędź. Jakby to uwiecznić na obrazie to by wyszedł tandetny landszaft…


Jezioro Pomorze o poranku
fot. Czesio1


Jezioro Pomorze o poranku
fot. Czesio1


Jezioro Pomorze o poranku
fot. Czesio1

Trzeba się było jednak zbierać, wszak czekała nas najdłuższa podróż tego zlotu. Cel – majestatyczne wiadukty e Stańczykach.
Stan ducha i ciała po przebytej nocy głośno do mnie wołał: Nie wsiadaj za kierownik… Na szczęście Barabasz zaofiarował miejsca w swoim wehikule i w ten oto sposób przeistoczyłem się z kierowcy w beztroskiego pasażera z puszką piwa w ręce.
Ruszyliśmy… Co by to był za zlot jakby nie było przygód? To nie zlot! Paręnaście kilometrów przed Stańczykami oldiemu zawiodły hamulce w jego wysłużonym fordzie. Masakra… Na szczęście dopłynął szczęśliwie do warsztatu, w którym obiecano mu naprawę auta… Ekipa oldiego przepakowała się do pozostałych aut i już szczęśliwie dotarliśmy do pierwszego punktu na mapie naszego zlotu.
Z daleka mosty nie robią takiego wrażenia, dopiero wejścia na nie a potem pod nie uzmysławia nam z jak potężną konstrukcją mamy do czynienia!



Mosty w Stańczykach
fot. Czesio1


Mosty w Stańczykach
fot. Czesio1


Tablica informacyjna przed wejściem na mosty
fot. Czesio1

Z góry widok wspaniały, nie obyło się bez mnóstwa pamiątkowych fotek robionych w bardzo różnych konfiguracjach.


Mosty w Stańczykach
fot. Czesio1


Mosty w Stańczykach
fot. Czesio1


Mosty w Stańczykach
fot. Yvonne


Mosty w Stańczykach
fot. Czesio1


Zlotowicze na mostach w Stańczykach
fot. Czesio1


Zlotowicze na mostach w Stańczykach
fot. Czesio1


Mosty w Stańczykach
fot. Czesio1


Mosty w Stańczykach
fot. Czesio1


Mosty w Stańczykach
fot. Czesio1


Mosty w Stańczykach
fot. johny


johny na mostach w Stańczykach
fot. johny


TomaszK na mostach w Stańczykach
fot. TomaszK

Przespacerowaliśmy przez całą ich długość a następnie zeszliśmy na dół aby z tej perspektywy spojrzeć na nie. To nie była moja pierwsza wizyta w Stańczykach ale i tak znów byłem pod wrażeniem ich ogromu… i taka konstatacja mnie naszła. Jak doskonała była ta pruska robota. Tyle lat, tyle zawirowań historii a one stoją nadał, właściwie w idealnym stanie.


Schodzimy pod mosty
fot. Barabasz


Mosty w Stańczykach
fot. Barabasz


Mosty w Stańczykach
fot. Yvonne


Mosty w Stańczykach
fot. Czesio1


Mosty w Stańczykach
fot. johny


Hanka pod mostami
fot. Czesio1


Hanka i Yvonne pod mostami
fot. Czesio1


Mosty w Stańczykach
fot. Czesio1


Mosty w Stańczykach
fot. Yvonne


Mosty w Stańczykach
fot. Czesio1


Mosty w Stańczykach
fot. Czesio1


Mosty w Stańczykach
fot. Czesio1


Mosty w Stańczykach
fot. Yvonne

Na dole zrobiliśmy sobie krótki przystanek, zlotowicze wykorzystali go na odpoczynek (zrobiło się naprawdę ciepło), oglądanie mostów z bliska i oczywiście zdjęcia.


Czesio1 na tle mostów
fot. Czesio1


Mini-grupówka pod mostami
fot. johny


Mosty w Stańczykach
fot. Yvonne


Yvonne na tle mostów
fot. Yvonne


Mosty w Stańczykach
fot. Yvonne

Czas był jednak nieubłagany i musieliśmy zbierać się aby zdążyć na pierwszy zlotowy obiad. W restauracji Pod Jelonkiem mieli też do nas dołączyć pozostali zlotowicze.
Zatem do aut waćpanny i waćpanowie. Ostatnie spojrzenie na bliźniaki i w drogę.
Nie wiem jak innym ale mnie ten pierwszy punkt programu bardzo się podobał (ale w końcu to ja go wymyśliłem :-D ).
_________________
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
XIII VII III I V XX XIV 1

 
 
RobertH
Uwielbia przygody



Wiek: 42
Dołączył: 26 Lis 2018
Posty: 176
Skąd: Poznań
Wysłany: 2019-10-22, 19:25   

3. RobertH


Wigry


Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było.
Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.

( Wojak Szwejk )

Dzień pierwszy XVI Zlotu Miłośników Przygód im. Pana Samochodzika.
Relacja własna RobertH.

Dnia pańskiego 01 maja 2019 roku.

Buch–bum, buch–bum, bum, bum, bum co to, co to? Otwieram jedno oko i nadsłuchuję... Bum, bum, bum – znowu się rozlega, ktoś dobija się do drzwi. Wstaję z łóżka, drugiego oka nie zdołałem już otworzyć, takie zmęczone było po wcześniejszej integracji wieczornej.
Dzień wcześniej przyjechaliśmy z GosiąH by na spokojnie rozlokować się i zapoznać z ekipą, która już dojechała. Jako jestem zdania im mocniejsza integracja tym mocniejsze więzi znajomości na późniejszy czas, więc podgazowałem pod nosem aż do późnej nocy, tak by wszyscy późno dojeżdżający mogli nas poznać wraz z GosiąH.
Otwieram drzwi i widzę wąsatego człowieka o pozytywnej i radosnej twarzy, acz lekko zaniepokojonej na mój widok. To był Explorator63.
– Wstawajcie już 10 rano, wszyscy wyjeżdżają na Stańczyki! – oznajmił jednocześnie wręczając mi dwie białe reklamówki z jakimiś drobiazgami. Były to plakietki, proporczyki i medal pamiątkowy z uczestnictwa na zlocie.
Nie było czasu do stracenia, więc szybkie mycie, coś na ząb, i biegiem z GosiąH do samochodu by jeszcze załapać się na jakieś zdjęcie grupowe na tle najwyższych wiaduktów w Polsce. Mowa tu o miejscowości Stańczyki
Po dojechaniu na miejsce ukazały się naszym oczom naprawdę zacnie wysokie i majestatyczne wiadukty. Są to elementy nieczynnej infrastruktury linii kolejowej łączącej Gołdap z Żytkiejmami. Wejście na atrakcję płatne 8 zł.
Po zejściu na dół pod wiadukty gdzie przepływa rzeczka dołączyliśmy do całej ekipy, by zrobić sobie wspólną fotografię grupową.
Po paru minutach udaliśmy się do samochodów by pojechać na obiad do okolicznej restauracji „Pod Jelonkiem”.



Kartacze
fot. Czesio1


Półmisek regionalny
fot. Czesio1


Obiad w restauracji "Pod Jelonkiem"
fot. Czesio1


Obiad w restauracji "Pod Jelonkiem"
fot. Czesio1


Obiad w restauracji "Pod Jelonkiem"
fot. Czesio1


Obiad w restauracji "Pod Jelonkiem"
fot. Czesio1


Obiad w restauracji "Pod Jelonkiem"
fot. Czesio1

Stamtąd najedzeni i w pełni dobrych humorach udaliśmy się nad jezioro Wigry, do położonego na malowniczym półwyspie pokamedulskiego klasztoru, który jest największą miejscową atrakcją. Sama okolica przyciąga jak magnes zarówno wielbicieli turystyki aktywnej, żeglarzy, wędkarzy jak i pensjonariuszy domów spokojnego wypoczynku .


Zlotowicze na parkingu przyklasztornym
fot. Ater


Zlotowicze na parkingu przyklasztornym
fot. Ater


Zespół klasztorny w Wigrach
fot. Ater

Sam zespół poklasztorny bardzo ładny, ciekawie położony na wzgórzu z którego podziwialiśmy roztaczające się pod nami widoki wraz z domkami zakonników. Wystrój kościoła skromny, widać było że wiele ucierpiał w wyniku działań wojennych, które przewaliły się przez te tereny.


Wnętrze kościelne
fot. Ater


Wnętrze kościelne
fot. Czesio1


Wnętrze kościelne
fot. Czesio1


Wnętrze kościelne
fot. Czesio1

W samym kościele zwiedziliśmy też krypty zawierające ponad 40 zamurowanych wnęk z ciałami zmarłych eremitów, osób które z powodów religijnych wycofały się z życia społecznego by żyć w odosobnieniu, czyli zakonnicy pustelnicy.


W krypcie kościelnej
fot. Ater


Krypta zakonników kamedułów
fot. Czesio1


Chrzcielnica kościelna
fot. Czesio1


Kaplica kanclerska
fot. Barabasz


W kaplicy kanclerskiej
fot. Czesio1


W kaplicy kanclerskiej
fot. Czesio1


W kaplicy kanclerskiej
fot. Czesio1


Zespół klasztorny w Wigrach
fot. Adam


Jezioro Wigry
fot. Czesio1


Zlotowicze na dziedzińcu
fot. TomaszK


Zlotowicze na dziedzińcu
fot. Ater


Zlotowicze na dziedzińcu
fot. Ater


Zespół klasztorny w Wigrach
fot. Ater


Zespół klasztorny w Wigrach
fot. Ater

Pod klasztorem obowiązkowe lody i kawa przy pomoście skąd odpływał na wycieczkę w czasie swojej wizyty papież Jan Paweł II w 1999 roku. Po deserze powróciliśmy do ośrodka w Posejnele by tam integrować się dalej przy miodku z gąsiorka przygotowanego przez TomaszKa. Ja próbowałem wędkować, ale poza małą uklejką nie złapałem nic pod wieczór . Dzień zakończony wspólnym ogniskiem z kiełbaskami.


Zlotowicze na pomoście nad jeziorem Wigry
fot. Barabasz


Zlotowicze na pomoście nad jeziorem Wigry
fot. Ater


Zlotowicze o ogródku kawiarnianym
fot. Barabasz
_________________
 
 
Barabasz
Forowy Badacz Naukowy



Wiek: 41
Dołączył: 25 Sie 2015
Posty: 2437
Skąd: Ciechocinek
Wysłany: 2019-10-22, 19:33   

4. Barabasz


"Pan Samochodzik i Templariusze"


Sam już nie wiem co jest ciekawsze: oglądanie książkowych scenek nagranych i zmontowanych przez Czesia czy bycie naocznym świadkiem ich nagrywania? Książkowe scenki już na stałe zagościły na naszych zlotach. Tym razem padło na Templariuszy i ośrodek dziennikarzy w Posejnelach.
Okoliczne plenery naszego zlotu posłużyły jako naturalna scenografia naszych scenek. Czesio jak zwykle się świetnie przygotował i napisał scenariusz, którego reżyserią zajęła się Yvonne. Czesio sprawdził się świetnie jako współreżyser, autor montażu, udźwiękowienia, efektów specjalnych i przede wszystkim operator kamery. Ale nie byłoby filmu bez aktorów, a każdy kolejny zlot odkrywa kolejne talenty.



Popołudniowy wypoczynek nad jeziorem
fot. Barabasz


Sekcja muzyczna forum szykuje się do gry
fot. TomaszK


Oldmalarz gra i śpiewa a Marysia na razie
tylko się przysłuchuje

fot. TomaszK

Dla mnie odkryciem tych scenek była Kasia. Widać jej dusza artystyczna oprócz plenerów malarskich wydaje także owoce na planie filmowym. Kasia była idealną Anką, grała spokojnie, bardzo opanowanie; zarazem jej ekspresja była bardzo wyważona – krótko mówiąc urodzona aktorka.
Irycki jako Petersen jak zwykle grał bardzo naturalnie a zarazem ekspresyjnie a sceny z jego udziałem zawsze mnie bardzo ciekawią. Świetny epizod miał TomaszK jako Malinowski z wypożyczalni kajaków. Kozłowskiego grał Fantomas. Reszta aktorów również spełniła swoje zadanie.


„Drobnym kroczkiem zbliżył się do nas dziwacznie ubrany człowiek. Był mały, w krótkich spodenkach i w pasiastej marynarskiej koszulce.
– Cześć, panie szanowny – powitał mnie jegomość. – Jestem tu od wynajmowania turystom kajaków. Jakby chciał pan popływać z panienką na Nogacie, to proszę do mnie, jak w dym. Tam w dole mam przystań. Godzinkę, dwie, nawet na cały dzień można u mnie wynająć. Moja wypożyczalnia szeroko jest znana. Dobra firma, powiadam panu. Z tą zakochaną w panu panienką piękną przejażdżkę możesz pan zorganizować.
– Nie. Dziękuję – powiedziałem. A Anka zarumieniła się na słowa o zakochanej panience.
– Nie, to nie – westchnął jegomość w kaszkiecie. – A kto mieszka w tym domku na kołach? Może jemu przyda się kajak?
– To cudzoziemiec – wyjaśniłem. – Duńczyk. Ale można z nim po angielsku rozmawiać. Jeśli pan chce, będę służył za tłumacza.
– E, panie. Ja sam potrafię się z nim rozmówić. Jak to mówią: porządny człowiek z porządnym człowiekiem zawsze się dogada
Poszedł do obozu Petersenów i zapukał do drzwi ich domku. Wyszedł do niego kapitan Petersen
– Panie marynarz – rzekł do niego jegomość w kaszkiecie – kajaki wynajmuję.
– Co takiego? – spytał po angielsku kapitan.
– Kajaki wynajmuję. Yes. Kajaki – tłumaczył jegomość.
– Kajaki? – powtarzał zdumiony Petersen. – Co to jest: kajaki.
– Yes, kajaki – kiwał głową jegomość. – Pan jest marynarz, więc się dogadamy. Niedrogo biorę. Wynajmuję na godzinę, dwie, nawet na cały dzień.
Petersen podrapał się w głowę, bo nic a nic nie rozumiał z tego, co mu mówił jegomość w kaszkiecie. Na wszelki wypadek zapytał go:
– Czy nie zna pan może Malinowskiego?
– Malinowskiego? – oczy jegomościa wypełniło zdumienie.
– Malinowski, yes, Malinowski – powtarzał Petersen.
Jegomość stuknął się palcem w pierś:
– Ja jestem Malinowski. Pan o mnie słyszał? Nie wiedziałem, że moja firma jest tak szeroko znana w świecie. Aj em Malinowski – przypomniał sobie kilka słów po angielsku.
Petersen ryknął jak dziki bawół:
– Malinowski?! Pan jest Malinowski?!
– Yes, sir, ja jestem właśnie Malinowski – przytakiwał radośnie jegomość. Petersen rzucił na trawę ręcznik, który miał przewieszony na nagich ramionach. Potem – ogromny jak goryl – chwycił za kark malutkiego jegomościa w kaszkiecie. Począł nim trząść jak gałązką.
Ty jesteś Malinowski? – wrzeszczał. – I przyszedłeś, żeby znowu wyłudzić pieniądze? Ty oszuście! Ty złodzieju! Mam cię nareszcie, ze skóry obłupię!
Krzyk Petersena wywabił ludzi ze wszystkich namiotów na campingu. Zrobiło się zbiegowisko. Wszyscy myśleli, że cudzoziemiec złapał złodzieja, który chciał okraść jego domek. – Złodziej! Włamywacz! Oszust! Nabrał mnie na czterysta dolarów! Wyłudził pieniądze za dokument! Och, Malinowski, odpokutujesz za wszystkie swoje draństwa...
Z trudem przecisnąłem się przez tłum otaczający Petersena i Malinowskiego.
– Na milicję z Malinowskim! – wołali zebrani ludzie. – Pod sąd go trzeba oddać! Do aresztu ze złodziejem!
– Panie Petersen – powiedziałem. – To nie jest Malinowski.
– Jak to: nie Malinowski? – oburzył się kapitan.– Przecież on sam mówi, że jest Malinowski.
Mały, poszturchiwany człowieczek pojękiwał:
Yes, yes, ja jestem Malinowski. Puśćcie mnie, ludzie. Przecież ja jestem Malinowski. Wszyscy mnie tu znają, kajaki wynajmuję. Aj em Malinowski.
– Słyszy pan? On jest Malinowski! – wrzeszczał Petersen. – Niech go pan nie broni!
Młoda panienka w ogromnych okularach wskazała na mnie:
– A ten pan to pewnie wspólnik Malinowskiego. Pewnie razem okradali turystów.
Odczułem, że i mnie ktoś szturchnął w plecy. Ktoś inny złapał mnie za ramię.
– Łapaj, trzymaj złodzieja! – wrzeszczała jakaś tęga pani w spodniach. – Nawet na wycieczce nie ma od nich spokoju.
Szarpnąłem się raz i drugi, żeby wyrwać ramię z czyjegoś uścisku, ale kilkoro rąk chwyciło mnie bardzo mocno.
– Patrzcie, jak to się szarpie! – wołano. – Trzymajcie go, bo ucieknie!
– Panie Petersen! – wołałem do kapitana. – To nie jest ten Malinowski! To inny Malinowski!
Ale Petersen nie słyszał mojego głosu, który ginął w ogólnym wrzasku. Dostrzegłem w tłumie Kozłowskiego. Ale ten zamiast mnie ratować, jeszcze podjudzał wszystkich.
– Tak jest, trzymajcie go. Zaprowadźcie go na milicję.
Szturchano mnie, popychano, szczypano.
– Ech, łajdaku, poczekaj, już ja cię urządzę! – krzyknąłem do Kozłowskiego.
– Patrzcie, ludzie, jeszcze się odgraża! – piszczała panienka w okularach i uszczypnęła mnie tak silnie, że zawyłem jak ranny wilk.
Wreszcie z pomocą przyszła Anka. Każdemu z osobna i wszystkim naraz nieustannie tłumaczyła, że zaszła tutaj omyłka na skutek tego, że pan Petersen nie zna polskiego, a pan Malinowski nie rozumie po angielsku.
– Tfu! – splunął Petersen. – Strasznie głupia historia. A pan, panie Kozłowski, jeszcze dolewał oliwy do ognia zamiast zażegnać wszystko.
A co miałem robić? – dziwił się Kozłowski. – Sądziłem, że nareszcie schwytał pan Malinowskiego i że tym Malinowskim okazał się pan Samochodzik.
– Dziękuję panu – powiedziałem. – Ma pan u mnie jeszcze jedną grubą kreskę, panie Kozłowski.”



"Jestem tu od wynajmowania turystom kajaków.
Jakby chciał pan popływać z panienką na Nogacie,
to proszę do mnie, jak w dym"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Nie, to nie. A kto mieszka w tym domku na kołach?
Może jemu przyda się kajak?"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Kajaki? Co to jest: kajaki."
fot. kadr z filmu zlotowego


"Malinowski?! Pan jest Malinowski?!"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Ty jesteś Malinowski? I przyszedłeś, żeby znowu
wyłudzić pieniądze? "

fot. kadr z filmu zlotowego


"Ty oszuście! Ty złodzieju! Mam cię nareszcie,
ze skóry obłupię!"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Na milicję z Malinowskim! Pod sąd go trzeba oddać!
Do aresztu ze złodziejem!"

fot. kadr z filmu zlotowego


"A ten pan to pewnie wspólnik Malinowskiego.
Pewnie razem okradali turystów."

fot. kadr z filmu zlotowego


"Tak jest, trzymajcie go. Zaprowadźcie go na milicję"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Ech, łajdaku, poczekaj, już ja cię urządzę!"
fot. kadr z filmu zlotowego


"A pan, panie Kozłowski, jeszcze dolewał oliwy do ognia
zamiast zażegnać wszystko."

fot. kadr z filmu zlotowego


"A co miałem robić? Sądziłem, że nareszcie schwytał
pan Malinowskiego i że tym Malinowskim okazał się
pan Samochodzik"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Dziękuję panu. Ma pan u mnie jeszcze jedną
grubą kreskę, panie Kozłowski.”"

fot. kadr z filmu zlotowego

Świetnie w rolę żeńska jako Karen wcieliła się Agnieszka, grając efektownie bez żadnej oznaki tremy.
Innych wspaniałych aktorów poznaliśmy już przy wcześniejszych scenach więc ich profesjonalna gra nie była aż takim zaskoczeniem. Ater jako Tomasz udanie się spisywał i świetnie współpracował z harcerzami. Raczej już chyba na stałe zostanie Panem Samochodzikiem.



Aktorzy gotowi do kolejnej książkowej scenki
fot. Barabasz


Scenka przed kawiarnią
fot. Barabasz

"„– Ładnie pani pilnowała domku nauczyciela – odezwałem się z przekąsem do Anki..
– Och, to pan? – zdziwiła się. – Bardzo długo nie wracaliście z Koziego Rynku. Nie mogłam na was czekać, bo tutaj odbywa się zabawa.
– No jasne – skinąłem głową. – Zabawa okazała się ważniejsza. Z pani jest niezawodny sojusznik.
Zakłopotała się. A Kozłowski powiedział:
– Nie wiedziałem, że pani jest sojuszniczką mister Samochodzika – rzekł z przekąsem, – Mister Samochodzik – dodał – dość szybko, zdaje się, umie sobie zjednywać sojuszników. To jest, chciałem rzec, sojuszniczki.
To mówiąc spojrzał w stronę drzwi, w których stanęła panna Petersen.
– O, przybył również mój wybawca! – zawołała Karen. – To świetnie. Zatańczymy, prawda? – zwróciła się do mnie.
Anka wzruszyła ramionami.
– Miałam siedzieć w Miłkokuku i bez końca czekać na powrót nauczyciela, kiedy pan zajmował się wybawianiem pięknych dziewcząt. Na tym chciał pan zbudować nasz sojusz?
Z sali klubowej wyszedł Petersen. Kozłowski rzekł do niego:
– Z nas wszystkich tylko mister Samochodzik zmierza prosto do celu. On wie, gdzie leży największy skarb, i chce go dostać. Ale jemu nie chodzi wcale o skarb templariuszy. On wie, że największy skarb, nawet w dolarach, to pańska córka.
– Co? – zdumiał się Petersen.
– Tak? – roześmiała się Karen. Anka wtrąciła ironicznie:
– „Tam skarb twój, gdzie serce twoje”. Pan Samochodzik już w odpowiednim miejscu ulokował swoje serce.
– Pan Kozłowski ma rację. Odkąd poznałem pannę Karen, wyżej zacząłem cenić skarby uczuć nad klejnoty templariuszy. Mam nadzieję, że na drodze po skarby duchowe pan Kozłowski nie będzie musiał uciekać się do wypuszczania powietrza z kół mego wehikułu.
– Więc po te skarby także wybiera się pan swym samochodem? – spytała ironicznie Anka.
Kapitan Petersen zwrócił się do mnie z udaną powagą:
– Niech pan nam zdradzi pewną tajemnicę, równą tajemnicy templariuszy. Czy pan sam budował swój samochód?
– Nie – odpowiedziałem z całkowitym spokojem. – Mój wujek.
Nie wiem, co w tym było komicznego. Ale wszyscy, łącznie z Anką, Petersenem, Karen i kilku dziennikarzami, którzy wyszli na taras, aż pokładali się ze śmiechu.
– Czy można wiedzieć, kim był pański wuj? – spytał Petersen.
– Wynalazcą.
– Jakimś znanym wynalazcą?
– Nie, zupełnie nieznanym.
– Ten samochód to zapewne jego jedyny wynalazek...”



"Ładnie pani pilnowała domku nauczyciela"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Nie mogłam na was czekać, bo tutaj odbywa się zabawa"
fot. kadr z filmu zlotowego


"No jasne. Zabawa okazała się ważniejsza.
Z pani jest niezawodny sojusznik."

fot. kadr z filmu zlotowego


"O, przybył również mój wybawca! To świetnie.
Zatańczymy, prawda?"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Miałam siedzieć w Miłkokuku i bez końca czekać
na powrót nauczyciela, kiedy pan zajmował się
wybawianiem pięknych dziewcząt"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Z nas wszystkich tylko mister Samochodzik zmierza
prosto do celu. On wie, że największy skarb,
nawet w dolarach, to pańska córka."

fot. kadr z filmu zlotowego


"Odkąd poznałem pannę Karen, wyżej zacząłem cenić
skarby uczuć nad klejnoty templariuszy"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Więc po te skarby także wybiera się pan
swym samochodem?"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Niech pan nam zdradzi pewną tajemnicę, równą
tajemnicy templariuszy. Czy pan sam budował
swój samochód?"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Wszyscy, łącznie z Anką, Petersenem, Karen
aż pokładali się ze śmiechu"

fot. kadr z filmu zlotowego



Przygotowania do następnego kadru filmowego
fot. Barabasz

"Panna Karen przysunęła się do mnie.
– Czy gniewa się pan jeszcze? To nie ja, to Kozłowski i inni wyśmiewali się z pańskiego wehikułu.
— Już drugi raz powtarzam pani przysłowie: ten się śmieje najlepiej, kto się ostatni śmieje. Kapitan Petersen rubasznie poklepał mnie po plecach:
– Kupię od pana ten śmieszny samochodzik. Dam tysiąc dolarów.
– Co takiego? – oburzyłem się.
– Mało? No, to dam półtora tysiąca...
— Nie sprzedam go.
Kozłowski odciągnął mnie na bok i szepnął do ucha:
– Nie wygłupiaj się pan. Bierz pan forsę i kup pan sobie simcę. Jak się znajduje wariat, co chce kupić ten pański wehikuł, to przynajmniej pan nie bądź wariatem.
– Nie! – warknąłem.
Miałem dość Kozłowskiego. Wyczuł to, bo natychmiast przerwał swoje namowy i zaproponował powrót do motorówek."



"Czy gniewa się pan jeszcze? To nie ja, to Kozłowski
i inni wyśmiewali się z pańskiego wehikułu."

fot. kadr z filmu zlotowego


"Już drugi raz powtarzam pani przysłowie:
ten się śmieje najlepiej, kto się ostatni śmieje"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Kupię od pana ten śmieszny samochodzik.
Dam tysiąc dolarów"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Co takiego? Nie sprzedam go"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Nie wygłupiaj się pan. Bierz pan forsę i kup pan sobie simcę"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Znalazłem Ankę na przystani kajakowej, siedziała samotnie na drewnianym pomoście, z nogami zwieszonymi nad wodą.
Przykucnąłem obok niej. Nie zdążyłem jednak zacząć rozmowy, bo za mną przyszła tu Karen.
– O Boże, jaka romantyczna para. Czy nie przeszkadzam? – zapytała.
Nie czekając odpowiedzi, także usiadła na pomoście z nogami zwieszonymi nad wodą.
– Mister Samochodzik – powiedziała – pan jutro wyjeżdża. Dokąd? Wyłóżmy swoje – „Tam skarb twój, gdzie serce twoje”
– Właśnie, jak pan rozumie te słowa?
– Sęk w tym, że nie wiem, jak je rozumieć – powiedziałem szczerze.
– „Tam skarb twój, gdzie serce twoje” – powtórzyła Karen. – Myśląc o tych słowach, pamiętajmy zawsze, że pisał je zakonnik do zakonnika. Gdzie powinno znajdować się serce zakonnika, jego myśli i uczucia?
– W Bogu – odrzekłem.
– Trudno posądzać wielkiego mistrza von Feuchtwangena, aby dawał do zrozumienia de Molayowi, że skarb ukrył w niebie. W pojęciu zakonników Bóg także przebywa w kościele. Moim zdaniem skarb templariuszy został ukryty w jakimś kościele i o tym właśnie Feuchtwangen powiadamiał de Molaya.
– Zgadzam się – kiwnąłem głową. – Skarb ukryto w kościele. Mało tego. Musiał to być jakiś bardzo znany de Molayowi kościół, skoro Feuchtwangen nie udzielił żadnych bliższych wskazówek dotyczących miejsca jego położenia.
– Albo my tej wskazówki nie umiemy odnaleźć.
– Nie mamy żadnych danych, aby sądzić, że skarb w dalszym ciągu pozostaje w tym samym miejscu. Nie jest wykluczone, że po zabójstwie wielkiego mistrza von Orselna spiskowcy odnaleźli skrytkę.
– Och, nie! – zawołała Karen. – Taka sprawa nie dałaby się ukryć. Pozostałby po tym fakcie jakiś ślad w historii zakonu Krzyżaków. Skarb został tak ukryty, że dostęp do niego był utrudniony.
– Spróbuję znaleźć jakiś ślad w Malborku – zdobyłem się na szczerość – lecz sądzę, że nie jest on tym miejscem, o które nam chodzi. Kościół w zamku malborskim został zniszczony podczas działań wojennych. To bardzo utrudni poszukiwania.
– Słyszałam, że jednak podziemia i dolne kondygnacje kościoła nie uległy zniszczeniu rzekła Karen. Więc jak będzie z nami, mister Samochodzik? Pojedziemy do Malborka jako wspólnicy?
– Tam nie ma skarbu templariuszy. (…) Wyłożę swoje karty, panno Karen. Więc tak jak mówię, pojadę teraz do Malborka. Ale tylko po to, aby upewnić się, że tam nie ma skarbu. W zamku malborskim mieści się muzeum. Ludzie, którzy w nim pracują, lepiej niż ja orientują się w dziejach zakonu. Może uda mi się uzyskać od nich jakąś wiadomość, która skieruje mnie właśnie do któregoś z zamków czy kościołów krzyżackich?
– No cóż. Życzę panu powodzenia – powiedziała Karen.
Podniosła się z pomostu i skinąwszy mi głową, pomaszerowała do swego domku.
– Dlaczego zdradził jej pan swoje zamysły? – rzekła z wyrzutem Anka. – To piekielnie sprytna dziewczyna. Uzyskane wiadomości wykorzysta właśnie przeciw panu.
– Na to nie ma rady, skoro graliśmy w otwarte karty. Ona także powiedziała mi bardzo wiele. Kto wie? Może dzięki ternu, co od niej przed chwilą usłyszałem, trafię na pierwszy ślad skarbu.
– Ależ ona nic takiego nie mówiła – zdumiała się Anka. – Przecież słyszałam każde słowo.
– Nie mówiła wprost. Ale to oczywiste, że ona sądzi, iż cała tajemnica mieści się w zdaniu: „Tam skarb twój, gdzie serce twoje”. Do tej pory byłem skłonny traktować je jako coś w rodzaju hasła lub metafory. Kto wie jednak, czy właśnie Karen nie ma racji. Może to zdanie zawiera całą tajemnicę, wszystkie wskazówki. Tylko trzeba je w nim odnaleźć.
– Boże drogi! – złapała się za głowę Anka. – I pan będzie tak ciągle rozmyślał o tym zdaniu? Czy nie obawia się pan, że pewnego dnia przewróci się panu w głowie i mrucząc nieustannie słowa: „Tam skarb twój, gdzie serce twoje”, trafi pan do szpitala dla nerwowo chorych?
– To dość prawdopodobne – roześmiałem się. –
Spojrzałem na zegarek. Było już po jedenastej. Zbliżała się pora, w której mieliśmy zastawić pułapkę na Malinowskiego."



"Znalazłem Ankę na przystani kajakowej, siedziała samotnie
na drewnianym pomoście, z nogami zwieszonymi nad wodą"

fot. kadr z filmu zlotowego


"O Boże, jaka romantyczna para. Czy nie przeszkadzam?"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Mister Samochodzik. „Tam skarb twój, gdzie serce twoje”
Właśnie, jak pan rozumie te słowa?"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Sęk w tym, że nie wiem, jak je rozumieć "
fot. kadr z filmu zlotowego


"Myśląc o tych słowach, pamiętajmy zawsze, że pisał
je zakonnik do zakonnika. Gdzie powinno znajdować się
serce zakonnika, jego myśli i uczucia?"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Trudno posądzać wielkiego mistrza von Feuchtwangena,
aby dawał do zrozumienia de Molayowi, że skarb ukrył w niebie.
W pojęciu zakonników Bóg także przebywa w kościele. "

fot. kadr z filmu zlotowego


"Zgadzam się. Skarb ukryto w kościele. "
fot. kadr z filmu zlotowego


"Nie jest wykluczone, że po zabójstwie wielkiego mistrza
von Orselna spiskowcy odnaleźli skrytkę."

fot. kadr z filmu zlotowego


"Och, nie! Taka sprawa nie dałaby się ukryć. Pozostałby po tym
fakcie jakiś ślad w historii zakonu Krzyżaków. Skarb został tak
ukryty, że dostęp do niego był utrudniony. "

fot. kadr z filmu zlotowego


"Spróbuję znaleźć jakiś ślad w Malborku lecz sądzę, że nie
jest on tym miejscem, o które nam chodzi. Kościół w zamku
malborskim został zniszczony podczas działań wojennych. "

fot. kadr z filmu zlotowego


"Słyszałam, że jednak podziemia i dolne kondygnacje
kościoła nie uległy zniszczeniu. "

fot. kadr z filmu zlotowego


"Więc jak będzie z nami, mister Samochodzik? Pojedziemy
do Malborka jako wspólnicy?"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Wyłożę swoje karty, panno Karen. Więc tak jak mówię,
pojadę teraz do Malborka. Ale tylko po to, aby upewnić się,
że tam nie ma skarbu. "

fot. kadr z filmu zlotowego


"No cóż. Życzę panu powodzenia."
fot. kadr z filmu zlotowego


"Podniosła się z pomostu i skinąwszy mi głową,
pomaszerowała do swego domku. "

fot. kadr z filmu zlotowego


"Karen odchodzi do swego domku"
fot. TomaszK


"Dlaczego zdradził jej pan swoje zamysły? To piekielnie
sprytna dziewczyna. Uzyskane wiadomości wykorzysta
właśnie przeciw panu."

fot. kadr z filmu zlotowego


"Na to nie ma rady, skoro graliśmy w otwarte karty.
Ona także powiedziała mi bardzo wiele. Kto wie?
Może dzięki ternu, co od niej przed chwilą usłyszałem,
trafię na pierwszy ślad skarbu."

fot. kadr z filmu zlotowego


Scenka na pomoście nad jeziorem
fot. TomaszK


"Ależ ona nic takiego nie mówiła"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Nie mówiła wprost. Ale to oczywiste, że ona sądzi,
iż cała tajemnica mieści się w zdaniu: „Tam skarb twój,
gdzie serce twoje”"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Kto wie jednak, czy właśnie Karen nie ma racji.
Może to zdanie zawiera całą tajemnicę, wszystkie wskazówki.
Tylko trzeba je w nim odnaleźć. "

fot. kadr z filmu zlotowego


"Boże drogi! I pan będzie tak ciągle rozmyślał o tym zdaniu?
Czy nie obawia się pan, że pewnego dnia przewróci się panu
w głowie i mrucząc nieustannie słowa: „Tam skarb twój, gdzie
serce twoje”, trafi pan do szpitala dla nerwowo chorych?"

fot. kadr z filmu zlotowego


"To dość prawdopodobne"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Spojrzałem na zegarek. Było już po jedenastej. Zbliżała się pora,
w której mieliśmy zastawić pułapkę na Malinowskiego"

fot. kadr z filmu zlotowego

Scenki oczywiście budziły duże zainteresowanie, dzięki czemu mieliśmy dużo darmowych statystów. Część ekipy zlotowej, która nie była aktorami, brała udział jako ekipa techniczna i pomagała w nakręcaniu scenek. Efektem wszystkiego jest wspaniały serial, którym będziemy się jeszcze delektować latami.


Przygotowania do kolejnej scenki książkowej
fot. TomaszK


Przygotowania do kolejnej scenki książkowej
fot. Barabasz


Kamera - akcja!
fot. TomaszK

"Usiedliśmy rzędem na brzegu i jedząc, w milczeniu przypatrywaliśmy się nadpływającej Ance.
– Smacznego – powitała nas, dobijając do brzegu.
– Dziękujemy – odpowiedzieli chłopcy. Ja nic się nie odezwałem, bo wciąż trawiła mnie złość za jej zdradę.
– Co z włamywaczem, moi panowie? – spytała.
Jeszcze bardziej oburzył mnie jej protekcjonalny ton. Wstałem, podszedłem do samochodu i nastawiłem radio.
– Dlaczego pani mówi: włamywacz – odezwał się Tell. – Może było ich kilku?
– Skąd wiecie, że było ich kilku? – zdumiała się.
– Nie wiemy. Ale równie dobrze mógł być jeden, jak i kilku.
– O, panowie są dziś dla mnie bardzo niełaskawi. To zapewne zły wpływ waszego kapitana. Hej, panie kapitanie! – zwróciła się do mnie. – Czy mogłabym wiedzieć, czemu pan jest w tak złym humorze?
– Nie jestem w złym humorze, tylko słucham koncertu symfonicznego...
Podciągnęła kajak na brzeg, usiadła na jego dziobie. Zapaliła papierosa i rzekła:
– Czy nie uważacie, druhowie, że to zupełnie okropne, gdy przyjeżdża się nad jezioro z radiem? Głos radia niesie woda i w ten sposób wszyscy dookoła mają zakłócony spokój i zepsuty wypoczynek.
Zgasiłem radio. Miała rację, ja także nie lubię ludzi z turystycznymi aparatami radiowymi grającymi w lasach i nad jeziorami.
(…) – Wyobrażam sobie minę włamywacza – powiedziałem do chłopców – gdy przekona się, że skradziony dokument pisany jest po łacinie. Nie tak wiele ludzi zna łacinę do tego stopnia, aby odczytać stary dokument. Będzie musiał zwrócić się do kogoś, kto mu go przetłumaczy.
– Sądzi pan, że należałoby wywiedzieć się, kto w tych okolicach zna łacinę i do kogo najprawdopodobniej zwrócą się włamywacze? – podchwycił Sokole Oko.
– Och, takich ludzi może być kilku. A poza tym, jaką mamy pewność, że włamywacz nie odjechał stąd gdzieś bardzo daleko? A wszystko przez to, że jakiś głupi dziennikarz dał do gazety informację o skarbach templariuszy i o dokumencie znajdującym sią u nauczyciela w Miłkokuku. To przez ten artykuł najechało się tutaj różnego rodzaju podejrzanych typów – rzekłem, kierując te słowa w stronę dziennikarki.
– Pan też jest podejrzany typ – powiedziała.
– Podejrzany? Do tej pory myślałem, że jestem tylko śmieszny.
– Pan przestał być śmieszny – stwierdziła Anka. – Zresztą tym gorzej dla pana. Dopóki pańscy przeciwnicy uważali pana za nieszkodliwego dziwaka, dopóty mógł pan mieć od nich spokój. Pański wehikuł sprawił wielką niespodziankę. Być może, podejrzewają teraz, że pan jest o wiele niebezpieczniejszy.
– Nie boję się ich.
– Niech pan nie będzie zbyt pewny siebie. Przeciwnik dysponuje dość szeroką skalą środków. Ma pieniądze, a pan ich nie posiada. Ma piękną dziewczynę, która umie zawracać w głowie takim ludziom, jak pan,
– O kim pani mówi? O jakich przeciwnikach?
– O Petersenach.
– To nie są moi przeciwnicy. Panna Karen zaproponowała mi współpracę. Być może, przystanę na jej propozycje.
– Co? – oburzyła się. – Pan tego nie zrobi. Nigdy bym panu tego nie darowała.
– Ależ ja nie będę pytał pani o zdanie – zauważyłem. – Zdradziła nas pani, i to podwójnie. Zeszła pani z posterunku, na którym panią pozostawiliśmy. Wyśmiewała się pani z mego wehikułu. Tak nie robi przyjaciel.
– Pan używa wielkich słów dla określenia małych spraw. Zeszłam z posterunku, gdyż jestem żywą istotą, muszę coś jeść i pić. A jak pan wie, stołuję się i mieszkam w ośrodku dziennikarzy. A co do tej drugiej kwestii, to zachowałam się tak celowo. Nie chciałam, aby wiedziano, że zawarłam z wami przyjaźń. Przebywając w pobliżu Petersenów, mogę mieć na nich baczenie i niejedno od nich usłyszeć. Pod warunkiem, że nie będą się mnie strzegli.
– Co za makiawelizm! – zawołałem ironicznie.– Oni się chyba dobrze pilnują. Przy obcym nie zdradzą swoich myśli i planów. Czy zauważyła pani coś ciekawego?
– Tymczasem nie. Ale to się może zdarzyć.
(…)
– Czy może mi pani pożyczyć kajak? – spytałem dziennikarki.
Harcerze natychmiast pojęli, o co mi chodzi, i otoczyli mnie wkoło.
– Panie Tomaszu, niech pan jedzie swoim wehikułem. Zabierzemy sią z panem.
– Nie. Tam jest zbyt wielka gęstwina trzcin i mój samochód mógłby uwięznąć. Kajak będzie bardziej przydatny, bo spróbuję zaskoczyć człowieka na wysepce. Podjadę cicho i ostrożnie.
Anka zgodziła się pożyczyć kajak, ale pod warunkiem, że zabiorą ją z sobą."



"Usiedliśmy rzędem na brzegu i jedząc, w milczeniu
przypatrywaliśmy się nadpływającej Ance."

fot. kadr z filmu zlotowego


"Co z włamywaczem, moi panowie?"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Dlaczego pani mówi: włamywacz. Może było ich kilku?"
fot. kadr z filmu zlotowego


"O, panowie są dziś dla mnie bardzo niełaskawi.
To zapewne zły wpływ waszego kapitana. Hej, panie kapitanie! "

fot. kadr z filmu zlotowego


"Czy nie uważacie, druhowie, że to zupełnie okropne,
gdy przyjeżdża się nad jezioro z radiem?"

fot. kadr z filmu zlotowego


Rozmowa Anki z Tomaszem i harcerzami
fot. Barabasz


"Wyobrażam sobie minę włamywacza gdy przekona się,
że skradziony dokument pisany jest po łacinie"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Sądzi pan, że należałoby wywiedzieć się, kto w tych okolicach
zna łacinę i do kogo najprawdopodobniej zwrócą się włamywacze? "

fot. kadr z filmu zlotowego


Tomasz i harcerze
fot. Barabasz


"To przez ten artykuł najechało się tutaj różnego
rodzaju podejrzanych typów"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Niech pan nie będzie zbyt pewny siebie. Przeciwnik dysponuje
dość szeroką skalą środków"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Panna Karen zaproponowała mi współpracę. Być może,
przystanę na jej propozycje."

fot. kadr z filmu zlotowego


"Co? Pan tego nie zrobi. Nigdy bym panu tego nie darowała."
fot. kadr z filmu zlotowego


"Ależ ja nie będę pytał pani o zdanie "
fot. kadr z filmu zlotowego


"Czy może mi pani pożyczyć kajak? "
fot. kadr z filmu zlotowego


"Panie Tomaszu, niech pan jedzie swoim wehikułem.
Zabierzemy się z panem."

fot. kadr z filmu zlotowego


Scenka nad jeziorem
fot. Barabasz


"Anka zgodziła się pożyczyć kajak, ale pod warunkiem,
że zabiorą ją z sobą"

fot. kadr z filmu zlotowego

Niektóre sceny jak ta intymna Tomasza i Anki w trzcinach przejdą do historii naszej kinematografii. Wrażenie robiła także scena z rakietnicą przygotowana przez TomaszKa, którą obserwowałem z tarasu. Czesio oczywiście poświecił się na całego i wszystko nagrywał brodząc w wodzie nie zważając na pijawki i inne wodne drapieżniki ale dzięki temu ujęcia wyszły przecudnie i bardzo klimatycznie. Naprawdę świetna zabawa przy tworzeniu i satysfakcja przy późniejszym oglądaniu!


Przygotowania do scenki w trzcinach
fot. Barabasz


Tomasz z Anką utknęli w trzcinach
fot. Barabasz


Czesio rejestruje rozmowę Tomasza z Anką
fot. TomaszK

„– W dziennikarstwie pracuję od niedawna. Jestem dopiero po studiach. Do tej pory niczego szczególnego nie napisałam. A chciałabym zwrócić na siebie uwagę czytelników. Swój urlop pragnę wykorzystać na zebranie materiału do cyklu sensacyjnych reportaży. Takich, żeby czytelnikom aż dech w piersiach zapierało, gdy będą je czytać.
– I przyjechała pani do Gib, gdzie się tylko wypoczywa? Pani nie mogła przewidzieć, że przybędą tutaj różnego rodzaju podejrzane typki w rodzaju mnie czy Petersenów i że będzie się tu szukać skarbu templariuszy.
– Właśnie, że wiedziałam. To przecież ja... No, właśnie ja napisałam ten artykuł w gazecie i podałam informację o dokumencie u nauczyciela w Miłkokuku.
– Pani? To pani była tym... – zająknąłem się.
– Niech pan śmiało kończy: tym bałwanem, tym durniem, tak?
– Coś w tym rodzaju – rzekłem wykrętnie.
– Wiem, co pan o mnie myśli. Ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Grunt, że zbiorę materiał do reportaży. Opiszę dziwaków poszukujących skarbu templariuszy. A wśród nich poczesne miejsce zajmie pan Samochodzik.”



"Swój urlop pragnę wykorzystać na zebranie materiału
do cyklu sensacyjnych reportaży."

fot. kadr z filmu zlotowego


Widownia przygląda się kręceniu scenki
fot. Barabasz


Tomasz z Anką w kajaku w trzcinach
fot. Barabasz


"Pani nie mogła przewidzieć, że przybędą tutaj różnego
rodzaju podejrzane typki w rodzaju mnie czy Petersenów
i że będzie się tu szukać skarbu templariuszy."

fot. kadr z filmu zlotowego


"Właśnie, że wiedziałam. To przecież ja... "
fot. kadr z filmu zlotowego


"No, właśnie ja napisałam ten artykuł w gazecie i podałam
informację o dokumencie u nauczyciela w Miłkokuku"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Pani? To pani była tym... "
fot. kadr z filmu zlotowego


"Niech pan śmiało kończy: tym bałwanem, tym durniem, tak?"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Wiem, co pan o mnie myśli. Ale zupełnie mi
to nie przeszkadza."

fot. kadr z filmu zlotowego


"Opiszę dziwaków poszukujących skarbu templariuszy.
A wśród nich poczesne miejsce zajmie pan Samochodzik"

fot. kadr z filmu zlotowego


Aktorzy i widzowie po zakończonym nagraniu
fot. Barabasz


Aktorzy i widzowie po zakończonym nagraniu
fot. Barabasz


Aktorzy i widzowie po zakończonym nagraniu
fot. Barabasz


„Raptem – przez ogromne okna klubowej sali – zobaczyliśmy wzbijającą się w niebo zieloną racę. Wyskoczyła zza porośniętych lasem wzgórz na drugim brzegu jeziora, poszybowała wysoko w górę widoczna wyraźnie na tle czarnego nieba. I rozprysnęła się w tysiące iskier, które wolno opadały w dół, jak gdyby w mroczną taflę jeziora.
– Och, jakie to śliczne! – zawołała Anka. – Któż to strzela z rakietnicy? Prawda, że to gdzieś w okolicy Miłkokuku?
Skoczyłem ku drzwiom, gdzie o mało nie wpadłem z impetem na powracającą z tarasu pannę Karen.
– To jakiś znak! – krzyknęła Karen do Kozłowskiego. – Wypuszczono rakietę w Miłkokuku. Może powrócił już nauczyciel i ktoś się z kimś porozumiewa?
Dalszego ciągu już nie słyszałem. Pobiegłem między drzewa do swego wehikułu.”



"Raptem zobaczyliśmy wzbijającą się w niebo zieloną racę."
fot. kadr z filmu zlotowego


"Och, jakie to śliczne!"
fot. kadr z filmu zlotowego


"To jakiś znak! Wypuszczono rakietę w Miłkokuku"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Dalszego ciągu już nie słyszałem. Pobiegłem między drzewa
do swego wehikułu"

fot. kadr z filmu zlotowego
_________________
 
 
PiTT
Żądny przygód



Dołączył: 25 Kwi 2017
Posty: 699
Skąd: Gd./Tcz.
Wysłany: 2019-10-23, 20:15   

5. PiTT


Spływ tratwami


Tym, co dla wielu z nas jest ważne podczas forowych zlotów, jest możliwość przeżycia przygody. Mniejszej lub większej, bardziej lub mniej oryginalnej, ale jednak przygody. Czasu jakoś odmiennego od tego, co wypełnia często większość naszej codzienności. Wyjątkowego momentu. Poczucia, że dzieje się coś niezwykłego, co warto zapamiętać, sfotografować, opisać. Utrwalić na później. Coś na tyle specjalnego, że będziemy chcieli do tego wrócić. Wrócić do przeszłości, choć przecież nie jest to możliwe. Fotografie, które utrwaliy tę część naszego zlotu, też zamroziły pewne przeżycia, ludzi, miejsca. Myśląc o tym nie sposób nie wspomnieć zbioru Susan Sontag "O fotografii". Zdjęcia pełnią ważną rolę w naszej kulturze, choć nie zawsze jakoś głębiej się nad nimi zastanawiamy.

Wiele z naszych przygód ma charakter dość specyficzny i dla laików może nie zawsze zrozumiały, jak na przykład możliwość zobaczenia miejsca, które opisane zostało w książce o przygodach Pana Samochodzika. Czasem jest to szansa na zadumę nad jakimś dziełem sztuki, zabytkiem architektury, osiagnięciem naukowo-technicznym. A niemal zawsze - możliwość podziwiania przyrody, iluzja bliskości z naturą, która została wyparta z naszych miast. Zawsze przygodą jest też spotkanie ludzi, z którymi coś nas łączy, jak choćby sympatia do przygód Tomasza N.N. czy też wspólne wcześniejsze przeżycia.

Czasami przygody związane są z miejscem, w którym się znajdujemy. Z tym, co można tam zobaczyć i przeżyć, nawet jeśli nie wiąże się to przygodami Tomasza. Nienacki, konstruując przygody Pana Samochodzika częstokroć tak prowadził akcję, by pokazać atrakcje i miejsca warte uwagi w danym regionie. Taką atrakcją - choć nie znajdziecie jej w książce o poszukiwaniu skarbów Templariuszy - jest spływ tratwami rzeką Biebrzą. Mała przygoda, ale intensywna.



Miejsce rozpoczęcia spływu
fot. Barabasz

Nurt Biebrzy w miejscu organizacji spływu jest powolny, a rzeka silnie meandruje. Organizatorzy spływu lojalnie nas uprzedzili, że czeka nas to, czego najbardziej nie lubią flisacy.
Nie był to lekki deszcz, kapiący od dłuższego czasu. Mieli na myśli przeciwny wiatr.



Dwie tratwy już gotowe do spływu, dwie kolejne w drodze
fot. Czesio1

Biebrzańskie tratwy nie są szczególnie zaawansowane technologicznie. Drewniana platforma spoczywa na pływakach wykonanych z beczek. Na niej zbudowany jest dość toporny domek, podzielony na sypialnię i część jadalną. Sprzęt ratunkowy, para wioseł i kilka kilkumetrowych drewnianych drągów - pychów - dopełniają wyposażenia. Prócz tego jeszcze kilka drobiazgów: siekiera, saperka itd. Tratwa ma płaski dach, na którym można rozbić namiot, oraz ogromną powierzchnię ścian, która - jak się okazało - działa jak żagiel. Słabiutki nurt rzeki nie wystarcza do pokonania siły wiatru.


Czesio1 i johny gotowi do spływu
fot. johny


Spływ rozpoczęty!! Pierwsze nieśmiałe ruchy kijami.
fot. Czesio1

Za radą pracowników firmy, która organizowała nasz spływ, tratwy zostały związane w jeden długi pociąg. Dzięki temu nie rozdzieliśmy się, łatwiej było sobie pomagać, ale jednocześnie tak ogromny pojazd miał wielką bezwładność i trudno było nim operować, zwłaszcza w zakrętach. Drągi, choć kilkumetrowe, czasem nie siegały dna. Wiosła nie były zbyt efektywne. A załoga dopiero musiała się zgrać.


Pierwsze problemy na trasie, zepchnęło nas do brzegu...
fot. Czesio1


Mocne odepchnięcia Mysikrólika i johny'ego i płyniemy dalej
fot. Yvonne


Nawet młodzież chwyciła za kije, tu Wiewiórka
fot. Ater

Wszystkie ręce na pokład! - każdy musiał się zaangażować. Dopiero wspólny wysiłek pozwalał mozolnie pokonywać kolejne metry rzeki. Drzewa, wyznaczające cel naszego rejsu, w linii prostej były bardzo blisko. Ale dzieliło nas od nich wiele zakrętów rzeki i odcinki wypadające dokładnie pod wiatr.


Dla Fantomasa zabrakło kija więc macha wiosłem
fot. Czesio1


Główny sternik spływu Vasco
fot. Ater

Tak jak na galerach bębniarz podawał rytm dla wioślarzy, tak Vasco podjął się jakże trudnej misji wskazywania nam celu. Motywacyjnej roli tej funkcji nie sposób przecenić - w każdym razie nikt nawet nie próbował podważać autorytetu Vasco stojącego na dachu tratwy. Był dla nas niczym Kolumb wskazujący brzegi Ameryki ;-) (tylko bez późniejszych smutnych konsekwencji tego odkrycia).


Vasco stojąc na dachu również chwycił za kij
fot. Czesio1


TomaszK w akcji
fot. Czesio1


Ufff, a miało być łatwo i przyjemnie, kto mnie
namówił na te tratwy?

fot. Czesio1


Psycholog z Fantomasem wiosłują
fot. Ater


Spływ rejestruje kamerką Czesio1
fot. Ater


Znowu utknęliśmy i czort karty rozdaje - martwi się Fantomas
fot. Ater


Czesio1 mocno napiera kijem o dno i wkrótce tratwy
znowu płyną

fot. Yvonne


RobertH też dokłada swoje siły
fot. Yvonne


Nawet Yvonne chwyciła za wiosło widząc jak ciężko
płyną tratwy pod wiatr

fot. Yvonne


Hanka obiera ziemniaki do żurku
fot. Yvonne

Gdy dzielna załoga nadludzkim wysiłkiem woli pokonuje żywioły, równie cieżka praca trwa "pod pokładem". Hanka dba o to, aby zapewnić dzielnym flisakom i flisaczkom pożywienie. Nie jest to łatwe, bo tratwy trochę się bujają, udarzają o brzeg. Tymczasem trzeba urzymać garnek na palniku... Przygotowanie w takich warunkach obiadu nie jest łatwe. Na szczęście znaleźli się fachowi pomocnicy.


Teraz pora na kiełbaskę
fot. kadr z filmu zlotowego


Żurek już się gotuje, za przykrywkę służy
tacka grillowa i odwrócona patelnia

fot. kadr z filmu zlotowego


Żurek
fot. kadr z filmu zlotowego


Czesio smaży kiełbaskę z cebulką
fot. kadr z filmu zlotowego


Kiełbaska z cebulką do żurku
fot. kadr z filmu zlotowego


Żurek już prawie gotowy, daleko do bazy końcowej?
fot. johny


Yvonne, Anka i Magda grillują kiełbaskę
fot. Yvonne


Biebrza
fot. Czesio1


Cała naprzód
fot. Czesio1


Biebrza
fot. Czesio1


Spływ tratwami
fot. Czesio1


Spływ tratwami
fot. Czesio1


Kapitan PiTT na tratwie, z tyłu Janusz
fot. Yvonne


Kolejny zakręt przed nami
fot. Yvonne


Baza końcowa spływu
fot. Czesio1


Baza końcowa spływu
fot. Czesio1

Z uwagi na warunki pogodowe pokonaliśmy krótszą część trasy. Kolejny możliwy przystanek był kilka kilometrów dalej. Nie dopłynęlibyśmy tam przed nocą. Przygoda na tratwach okazała się przy wietrznej pogodzie dużym wyzwaniem. Chyba wszyscy z utęsknieniem wypatrywali naszego docelowego portu, który wreszcie odkrył się za kolejnym zakrętem rzeki. Jeszcze kilka zgranych manewrów i zacumowaliśmy.


Hurrrrrrraaaaa, dobiliśmy do celu!!
fot. Ater


Gdzie ten TomaszeK się wspina?
fot. Ater


No i co, mówiłem że damy radę!!
fot. Ater


Jest czad!
fot. Ater


Jesteśmy wielcy!
fot. Ater


Czesio i Barabasz z Szymonem
fot. Ater


Yvonne przy tratwie
fot. Yvonne


Dostawa żurku prosto z tratw
fot. Ater


Janusz, Vasco, Yvonne i Adam zadowoleni ze spływu,
a z tyłu czai się Czesio z kamerką

fot. Ater


Hanka rozkłada do miseczek kiełbaskę i jajka
fot. Ater


Hanka rozkłada do miseczek kiełbaskę i jajka[
fot. Czesio1


Tak smacznego żurku w takiej scenerii nigdy nie jedliśmy
fot. Czesio1


Konsumpcja żurku pod drewnianą wiatą
fot. Czesio1

Wspólne pokonanie przeciwieństw rejsu zbliżyło nas. Zasłużony posiłek stał się dobrym wprowadzeniem do tego, aby powiedzieć kilka miłych słów i podziękować Johny'emu za zaangażowanie włożone w organizację zlotu. Johny otrzymał książkę - upominek, a ponadto mnóstwo uśmiechów i podziękowań.


Uwaga, uwaga, a teraz czas na podziękowanie dla...
fot. Ater


...Organizatora zlotu johny'ego
fot. Ater


Dziękujemy za już i prosimy o więcej
fot. Ater


A to drobny upominek od nas...
fot. Ater


...książka o Admirale Unrugu, uśmiech wielkiego
zadowolenia ukazał się na twarzy johny'ego

fot. Ater


Zbiorówka na tratwach
fot. Ater

Ostatecznie udało się pokonać trudności - tak wygląda ekipa, która dopłynęła wspólnie do mety. Choć rejs był męczący, trzem uczestnikom nie było dość. Zdecydowali się na nocleg w dość spartańskich warunkach na tratwie. Przenikliwe zimno, deszcz bębniący o cienki dach... To już jednak zupełnie inna historia.


Zbiorówka na tratwach
fot. Ater

Przygoda przeżyta! Ci, którzy się na nią zdecydowali, będą pamiętać koryto rzeki wśród wysokiej roślinności, wiatr, wysiłek, zmęczenie. Wspólne zmagania z trawami, kolejne zakręty, zasłużony posiłek. A zdjęcia pomogą nam w przywoływaniu tych wspomnień. Może zachęcą też kogoś, by pójść w nasze ślady. By przeżyć własną małą przygodę na Biebrzy. Na tratwie i z przygodą na ty.


Opowieść o tym, że ciepłe łóżko i wygody nie są czymś, co kojarzy się z przygodą


Zapowiadana na etapie przygotowań do zlotu możliwość zanocowania na tratwach wydawała się wielu osobom atrakcyjna. Nocleg na wodzie, obozowe klimaty – to wszystko kojarzy się zlotowiczom z wakacyjnym nastrojem przygód w powieściach Nienackiego. Wiele z nich dzieje się nad wodą – rzeką, jeziorem czy zalewem.

Niestety zaplanowany rejs tratwami Biebrzą okazał się dużym wyzwaniem. Przeciwny wiatr, przenikliwe zimno, deszcz... Zdecydowana większość zlotowiczów zdecydowała się na rezygnację z noclegu na tratwie. Jak to jednak czasami bywa, dla kilku osób takie właśnie warunki stanowiły atrakcję. PiTT i Psycholog od początku nastawieni byli na to, że niezależnie od pogody pozostaną na noc na tratwie. Wyzwanie podjął także Sokole Oko.



Większość Zlotowiczów już odjechała, pozostała
pusta przystań, i wszechogarniająca cisza

fot. PiTT

Podczas spływu cały czas słychać było nasze głosy: „Razem, mocniej! Teraz z lewej burty! Znosi nas!” Wspólny posiłek też był okazją do licznych rozmów. Gdy jednak pozostało nas tylko trzech, wokół zapanowała cisza. Przesadą byłoby powiedzieć, że pustka, bo wokół było mnóstwo śladów cywilizacji. Byliśmy razem, a to też zmienia sytuację. Jednak była to taka namiastka odosobnienia, która trochę zmienia nasze nastawienie. Trzeba przecież sobie poradzić, jakoś zadomowić się na tę jedną noc na tratwie. Pomyśleć o jedzeniu, o cieple i wygodzie. Wiele do zrobienia, ale też wiele czasu, który warto byłoby jakoś sensownie spędzić.

Psycholog i Sokole Oko wybrali się do najbliższego – choć jednak dość oddalonego – sklepu, aby uzupełnić nasze zapasy. Potem jedliśmy, piliśmy i rozmawialiśmy. Graliśmy wspólnie w karcianą grę Red 7. Słuchaliśmy muzyki, bo – przyzwyczajonym do gwaru miasta – często nie jest nam przecież łatwo znosić ciszę. Rozmawialiśmy o obozowym życiu, o wcześniejszych przygodach na wodzie, o noclegach w namiotach. O zlotach i książkach. Zwyczajne sprawy, ale w ciasnym, oświetlonym latarką wnętrzu tratwy nabierały jakiegoś specjalnego charakteru. Szum płomienia gazowego, chlupot wody, świsty wiatru. Siedzieliśmy początkowo okutani w kurtki i bluzy, sącząc herbatę z kubków. To wszystko tworzyło jakieś krótkotrwałe poczucie wspólnoty.

Tratwa, na której mieliśmy spędzić noc, z pozoru była do tego przystosowana. Część ze stołem i ławami można było zamknąć brezentową osłoną i zasuwanymi ścianami ze sklejki. Część sypialna posiadała drzwi. Jednak pomiędzy elementami konstrukcyjnymi pozostawione zostały ogromne, kilku–kilkunastoceentymetrowe szczeliny, przez które dostawał się wiatr. Latem zapewne byłyby to wrota do inwazji owadów. Aby spędzić noc we w miarę komfortowych warunkach trzeba było jednak zabezpieczyć wnętrze przed wpływem żywiołów. Karimaty, koce, brezentowa płachta. Taśma izolacyjna. Upychanie dziur kamizelkami ratunkowymi, zasłanianie szczelin kurtkami i bagażami. Namiastka ogrzewania – płomień palnika na butli gazowej. Wreszcie śpiwory, ciepłe ubrania. Byliśmy gotowi. Tak zabezpieczone wnętrze stało się wręcz przytulne i ciepłe. Jeszcze kilka obowiązkowych zdjęć i czas spać.

Noc zapowiadała się zimna. Wiało dość mocno, zanosiło się na deszcz. Gdy śpimy na tratwie, do zwyczajnych odgłosów nocy poza domem dołączają się dźwięki falek uderzających o beczki– pływaki. Trzeszczenie konstrukcji tratwy. Bębnienie ulewnego deszczu o cienki dach i ściany. Niewiele dzieli nas od nieprzyjaznej pogody na zewnątrz. Części odgłosów w ogóle nie potrafimy rozpoznać. Czy to zwierzęta? Gałęzie drzewa? Zmęczeni szybko zasnęliśmy, a te odgłosy stanowiły tło naszych snów.



Sokole Oko i Psycholog powoli już zasypiają
fot. PiTT


Pokój sypialniany na tratwie
fot. PiTT


Chłopcy zmęczeni całodziennym wysiłkiem
szybko zasnęli głębokim snem

fot. PiTT

Rano przywitał nas chłodny ale pogodny ranek. Na dachu tratwy zebrały się całe litry wody – ślady po nocnej ulewie. Zajęliśmy się śniadaniem. Jajecznica, pieczywo, konserwa i herbata – wszystko smakuje w takich warunkach lepiej. Po śniadaniu nadszedł czas na zwinięcie naszego tratwianego obozowiska. Nim opuściliśmy nasz tymczasowy dom, do przystani zdążyły dopłynąć nowe tratwy. Już wkrótce dołączyliśmy do pozostałych zlotowiczy.

Słowa uznania należą się Sokolemu Oku i Psychologowi. Dzielnie znosili trudy i angażowali się. A trzeba pamiętać, że obozowe życie to nie tylko przyjemności i miłe przeżycia, ale też wyrzeczenia i niewygody, zmywanie naczyń, sprzątanie i inne niezbyt porywające czynności...



Poranek na rzece
fot. PiTT


Przygotowanie śniadania na turystycznej kuchence
gazowej

fot. PiTT


Poranne śniadanie w takich warunkach
smakuje wyśmienicie

fot. PiTT

Często jeżeli coś jest łatwe, nie postrzegamy tego jako zbyt atrakcyjne. To dość banalna obserwacja, ale sprawdza się choćby w opowieściach. Jeżeli wszystko się udaje bez trudu, jeżeli wyprawa, rejs czy jakaś inna aktywność mija bez kłopotów, znacznie trudniej przykuć uwagę słuchaczy. Trudności, wysiłek ich pokonywania, związane z nimi emocje – to tworzy dynamiczne historie, które odbiorcy pochłaniają z wypiekami na twarzach. Perypetie bohaterów często stanowią budulec literatury. W wypadku literatury nowożytnej taki schemat ustawicznie powraca – począwszy od chansons de geste, poprzez romanse pikarejskie, aż po – przeskoczmy sobie kilkaset lat – powieści o Panu Samochodziku.

Nie ma nic złego w samym fakcie, że wiele naszych przeżyć zamyka się w czterech ścianach naszych domów, w instytucjach naukowych, w pracy czy w szkole. W świecie wirtualnym też wiele jest dla nas, podobnie w obcowaniu z dziełem literackim czy filmem. Czasami jednak potrzebujemy chyba – choćby iluzorycznego – kontaktu z naturą. Zwyczajnej – w mniejszym lub większym stopniu – troski o podstawowe potrzeby – schronienie, wyżywienie itd. Jeżeli chcemy przeżyć coś takiego w realnym świecie musimy opuścić strefę komfortu: ciepłe łóżko, cywilizacyjne udogodnienia. Dziś chyba częściej jest to kwestia samodzielnego stawiania przed sobą wymagań i ograniczeń, które potem pokonujemy, a nie faktycznej potrzeby życiowej. Nawet jeśli jedną z ważniejszych rzeczy miałoby być to, że będziemy mogli o tym komuś opowiedzieć czy pokazać zdjęcia – i tak warto! Wciąż jest to bowiem przygoda – która coś w nas zmienia i coś nam daje. „Witaj, witaj przygodo zielona...”
_________________
Ostatnio zmieniony przez PiTT 2019-10-23, 20:17, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Vasco
Głodny przygód


Dołączył: 24 Sie 2016
Posty: 230
Wysłany: 2019-10-24, 10:08   

6. Vasco


Wiłkokuk (Miłkokuk)


Dzień rozpoczął się tradycyjną jajecznicą oraz powiewem nowości: rybą. Solidnie posileni udaliśmy się konwojem na drugą stronę jeziora do Miłkokuku.


Przygoda wzywa nas, ruszamy do Wiłkokuku (Miłkokuku)
fot. Ater

"Za zakrętem wyłoniła się wioska Miłkokuk - kilkanaście drewnianych i słomą krytych zagród."

Wyprawa rozpoczęła się od poszukiwania domu nauczyciela. Zwartą grupa minęliśmy leśniczówkę lecz coś poszło nie tak, ponieważ zatrzymaliśmy się dopiero na polanie, przy której znajdowało się pojedyncze gospodarstwo. Po krótkiej naradzie uznaliśmy, że to raczej niewłaściwe miejsce i zawróciliśmy. Odnaleźliśmy kilka położonych obok siebie budynków, tuż nad brzegiem jeziora Wiłkokuk, które w jakiś sposób pasowały do opisu z książki, chociaż nadal odległość od leśniczówki była zbyt duża.


Zlotowicze w Wiłkokuku (Miłkokuku) w poszukiwaniu
domku nauczyciela

fot. Ater


Gdzie oni idą, przecież domek musi być w tamtym kierunku -
zastanawia się TomaszeK

fot. Ater


A może to jest dom będący pierwowzorem domku
nauczyciela - wskazuje RobertH na...

fot. Ater


...ten dom
fot. Ater


A może to ten dom?
fot. Ater


Drewutnia obok domku
fot. Ater

Gdy większość zlotowiczów udała się między zabudowania, część żwawo ruszyła polną drogą, która odchodziła od głównego traktu. Z racji dokładnego zlustrowania osiedla, stopniowo proporcje się zmieniały i po kilkunastu minutach wszyscy zlotowicze spotkali się na końcu tajemniczej drogi, tuż nad brzegiem jeziora Zelwa.


Patrz johny, gdzie oni znowu idą? - pyta irycki...
fot. Ater


...wskazując na oddalających się Zlotowiczów
fot. Ater


Eksplorator63, johny, Agnieszka, Mysikrólik i Hanka
idą w kierunku w którym poszedł wcześniej Czesio

fot. Ater

W miejscu tym ukazała nam się niewielka osada składająca się z kilku drewnianych domów oraz przesłuchujący mieszkańców Czesio. Niestety, ta działalność nie przyniosła jednoznacznych rozstrzygnięć.


Zlotowicze w poszukiwaniu domku nauczyciela
fot. Ater

"Nieco z boku stała samotna chałupa, w której mieściła się wiejska szkółka. Dom nauczyciela znajdował się za szkołą - drewniany, mały, ogrodzony niskim żywopłotem."


Może ten dom jest pierwowzorem domku nauczyciela?
fot. Czesio1


Dom w Wiłkokuku (Miłkokuku) nad jeziorem Zelwa
fot. Ater


Dom w Wiłkokuku (Miłkokuku) nad jeziorem Zelwa
fot. Czesio1

"W sadzie zagrody sąsiadującej z domem nauczyciela, pod jabłonką o rozległej koronie, gospodarzyli moi trzej przyjaciele."

Pojawiły się poszlaki sugerujące, że być może to te zabudowania zostały opisane jako szkoła z domem nauczyciela, jak fakt istnienia rozebranego już domu wraz z niewielkim sadem.


Drzewa owocowe w miejscu, gdzie stał
domniemany domek nauczyciela

fot. Czesio1

Jednakże odległość i przede wszystkim zabudowa przy bocznej drodze w jeszcze większym oddaleniem od leśniczówki sugerowały coś zupełnie przeciwnego. Ale ta wybita szyba nie dawała nam spokoju...

"- A może złodziej siedzi tam nadal? - powiedziała Anka.
Zajrzałem przez wybitą szybę i wnętrze kuchni oświetliłem latarką elektryczną. Zobaczyłem kilka sprzętów kuchennych i półotwarte drzwi do pokoju."



Barabasz zagląda do domku nad jeziorem
fot. Ater

"- Trzeba się tam dostać - zdecydował Kozłowski. Zaprotestowałem:
- Tak nie wolno. Należy zawiadomić milicję. Włażąc tam, możemy zatrzeć ślady po włamywaczu."



Namierzyliśmy włamywacza, który ukradł tajemniczy
dokument Templariuszy

fot. Ater

"- O, tutaj! Właśnie tu wisiał dokument templariuszy - nauczyciel wskazał puste miejsce na ścianie. - Był oprawiony w ramkę za szkłem jak obrazek. Nie ma go. Zniknął."


Czy to tu na miejscu tej widokówki wisiał
tajemniczy dokument Templariuszy?

fot. Czesio1


Zlotowicze w rozmowie z mieszkańcem Wiłkokuku (Miłkokuku)
fot. Ater


Zlotowicze nad jeziorem Zelwa
fot. Czesio1


Zlotowicze nieco zawiedzeni opuszczają miejsce,
w którym według książki mógł stać domek nauczyciela

fot. Ater

Gdy dojechaliśmy do mostku nad rzeczką między jeziorami zaczęła się już psuć pogoda, więc rekonesans został skrócony do minimum. Obok betonowego mostku obejrzeliśmy jakieś relikty, być może wcześniejszego drewnianego mostku, jak opisano go w książce.


Mostek nad rzeczką łączącą jezioro Zelwa
z jeziorem Miłkokuk

fot. Czesio1

"Wkrótce minęliśmy leśniczówkę stojącą na skraju lasu, potem - obok drewnianego mostka nad rzeczką łączącą Jezioro Zelwa z jeziorem Miłkokuk - napotkaliśmy lincolna Petersenów."


Mostek nad rzeczką łączącą jezioro Zelwa
z jeziorem Miłkokuk

fot. Czesio1


Rzeczka łączącą jezioro Zelwa
z jeziorem Miłkokuk

fot. Czesio1

Do położonej niedaleko leśniczówki dotarliśmy już w strugach deszczu, dlatego nasza wizyta w zasadzie ograniczyła się do zajrzenia na posesję przez płot. Poczyniono pewne próby spenetrowania otaczającego zabudowania od lewej strony zalesienia, ale poza odnalezieniem zrujnowanego, niewielkiego budynku nie ujawniono innych atrakcji.


Leśnictwo Wiłkokuk (Miłkokuk)
fot. Czesio1


Leśnictwo Wiłkokuk (Miłkokuk)
fot. Czesio1


Leśnictwo Wiłkokuk (Miłkokuk)
fot. Czesio1

Wyprawa zakończyła się równie tradycyjnym oznaczeniem tabliczki z nazwą miejscowości forową naklejką. Po wykonaniu grupowego zdjęcia, ruszyliśmy do bazy.


Wiłkokuk (Miłkokuk)
fot. Czesio1


TomaszK przed znakiem Wiłkokuk (Miłkokuk)
fot. Ater


Naklejka forowa na znaku Wiłkokuk (Miłkokuk)
fot. Czesio1


Zbiorówka przy znaku Wiłkokuk (Miłkokuk)
fot. Ater


Zbiorówka przy znaku Wiłkokuk (Miłkokuk)
fot. Czesio1


Przy coraz mocniej padającym deszczu opuszczamy
Wiłkokuk (Miłkokuk)

fot. Ater
_________________
 
 
johny
Moderator



Wiek: 46
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 9679
Skąd: Łódź
Wysłany: 2019-10-24, 10:38   

7. johny


Odsłonięcie tablicy w Posejnelach


Po emocjach związanych z łapaniem zajączka tj. lokalizowaniem domu nauczyciela w Miłkokuku wróciliśmy do bazy... Troszkę odpoczynku, ogarnięcia, koszulka forowa na siebie i lecimy do głównego hallu ośrodka aby dokonać uroczystej odsłony tablicy z samochodzikowymi miejscami.
To w ogóle niezła historia z tą tablicą… Wpierw chciałem aby zrobić ją wspólnie z władzami gminy Giby. Władze gminy Giby nie dały nam jednak, takiej szansy, nie odpowiedziały nawet na żaden mój e–mail. Ale cóż tam. Chcieć to MÓC. Kiedy rozmawiałem z panią Moniką z Posejnel jakoś tak samoczynnie to wyszło, ja coś zaproponowałem, pani Monika stwierdziła, że fajnie by było aby turyści mieli taką informację. Od słów przeszliśmy do czynów... Manager załatwił temat a mistrzowie produkcji w postaci Czesia i TomaszKa dokończyli dzieła...
Ale do rzeczy. Coś koło 13.00 zebraliśmy się w hallu i dokonaliśmy uroczystego odsłonięcia tablicy.



Tablica gotowa do odsłonięcia
fot. Ater


Yvonne wydzwania po ostatnich spóźnialskich...
fot. Ater


...a Hanka wypatruje przez drzwi czy nie nadchodzą
fot. Ater


A cóż to za ciekawe ulotki czytają Zlotowicze?
fot. Ater


johny w forowym "garniturze" gotowy do uroczystego
odsłonięcia tablicy

fot. Ater


Marysia i irycki nie mogą już się doczekać
odsłonięcia tablicy

fot. Ater


Fantomas sprawdza co się dzieje na forum
w czasie naszej nieobecności

fot. Ater


Operator kamery Czesio1 gotowy do kręcenia...
fot. Ater


...PiTT gotowy do wygłoszenia swojego referatu...
fot. Ater


...TomaszK również w pełni gotowości...
fot. Ater


...można zatem zaczynać!!
fot. Ater


Pani Monika Stańczyk z TomaszKiem dokonują
uroczystego odsłonięcia tablicy

fot. Ater

Tablica jest cudowna, fantastyczna, wspaniała...


Tablica miejsc samochodzikowych w Ośrodku
Wypoczynkowym w Posejnelach

fot. Yvonne

Piękne słowa wygłosili przy tym TomaszK i PiTT.


TomaszK opowiada o tablicy
fot. Ater


Pani Monika wydaje się być zachwycona
pięknym referatem TomaszKa

fot. Barabasz

Ja stałem wtedy nieco z tyłu i tak sobie pomyślałem, że warto było to wszystko robić. Coś po nas pozostanie... Widziałem tych wszystkich roześmianych ludzi i się w duchu cieszyłem bardzo.


Zlotowicze zasłuchani w TomaszKową opowieść
fot. Barabasz


TomaszK
fot. Ater


Wszystko rejestruje kamerą Czesio1
fot. Ater


Każdy fragment tablicy został dokładnie omówiony
fot. Ater


Roześmiane twarze Zlotowiczów
fot. Ater


PiTT opowiada o naszym forum
fot. Ater


Referat PiTTa
fot. Ater


Zasłuchane twarze Zlotowiczów
fot. Ater


Brawo dla obu Panów
fot. Ater

A na zakończenie hymn zlotowy i niesamowity tekst napisany przez iryckiego. Łezka w oku się mi zakręciła.


oldmalarz stroi gitarę do hymnu forowego
fot. Ater


Agnieszka PiTTowa i TomaszL gotowi do śpiewu
fot. Ater


Hymn forowy w wykonaniu Zlotowiczów
fot. Ater


Hymn forowy w wykonaniu Zlotowiczów
fot. Ater

Wspaniałą chwilę uświetniła lampka wina, wina szczególnego, bo z francuskiej winnicy, którą zwiedzaliśmy w sierpniu zeszłego roku.


PiTT rozlewa francuskie wino z winnicy Père Auguste
fot. Ater


Vasco wskazuje na okładkę książki, która
nas ściągnęła do Posejnel w ten majowy weekend

fot. Ater


Zbiorówka przed tablicą
fot. Ater


Zbiorówka przed tablicą
fot. Ater


TomaszK i Czesio1 przy tablicy
fot. Ater

Na szczęście długo nie trzeba było nad tym wszystkim rozmyślać bo za chwilę czekał na nas w stołówce obiad.


Pani Monika zaprasza Zlotowiczów na obiad
fot. Ater


Obiad w stołówce w Posejnelach
fot. Czesio1


Obiad w stołówce w Posejnelach
fot. Czesio1


Obiad w stołówce w Posejnelach
fot. Czesio1

Mi bardzo smakował, cała nasza ferajna w skupieniu pałaszowała dania w miejscu na wskroś samochodzikowym.
A po obiedzie, na spokojnie poszedłem sobie pod tablicę aby zrobić w spokoju, w samotności pamiątkowe zdjęcie... I przyszła refleksja, że dobrze wykonaliśmy naszą robotę...
Już sobie obiecałem, że jak będę na Podlasiu w wakacje podjadę zobaczyć czy tablica nadal wisi!!
_________________
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
XIII VII III I V XX XIV 1

Ostatnio zmieniony przez Czesio1 2019-11-09, 19:26, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Fantomas
Żądny przygód


Dołączył: 30 Lip 2018
Posty: 979
Wysłany: 2019-10-24, 10:45   

8. Fantomas


Sejny


Sejny od wieków były miastem wielu kultur. Obok Polaków mieszkali tu także Żydzi, Litwini oraz Białorusini. Świadectwem dużej diaspory żydowskiej jest synagoga zbudowana w latach 80–tych XIX wieku, w miejscu starej świątyni.


Synagoga w Sejnach
fot. Czesio1


Synagoga w Sejnach
fot. Yvonne

Aż do wybuchu II wojny światowej synagogę wykorzystywano zgodnie z jej przeznaczeniem. W czasie wojny została zdewastowana przez Niemców, później natomiast była między innymi magazynem, jak i remizą strażacką. Dziś biała synagoga należy do Gminnego Ośrodka Kultury. Jest miejscem spektakli, wystaw i koncertów. Budynek jest orientowany na wschód. Wzniesiono go na planie prostokąta w stylu, który stanowi połączenie neoklasycyzmu z neogotykiem.


Synagoga w Sejnach
fot. Czesio1


Synagoga w Sejnach
fot. Czesio1


Sejny
fot. Czesio1

Bazylika Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny to kolejny zabytek na w wielokulturowych Sejnach. Zbudowana została na początku XVII wieku w stylu późnorenesansowym. Natomiast w XVIII wieku dokonano jej przebudowy w duchu baroku wileńskiego.


Bazylika Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny
w Sejnach

fot. Czesio1

Nas zachwyciła przepięknymi i bogatymi wnętrzami. Większość wyposażenia pochodzi z XVIII wieku. Najcenniejszym zabytkiem jest pochodząca z XV wieku figura szafkowa Matki Boskiej z Dzieciątkiem.


Bazylika Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny
w Sejnach

fot. Yvonne


Bazylika Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny
w Sejnach

fot. Czesio1


Bazylika Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny
w Sejnach

fot. Czesio1

Ogromne wrażenie wywarły na nas także przepiękne neobarokowe organy. Obecnie Bazylika Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny w Sejnach to miejsce kultu maryjnego oraz corocznych koncertów w ramach Międzynarodowego Festiwalu Organowego Młodych Juniores Priores Organorium Seinensis.


Bazylika Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny
w Sejnach

fot. Czesio1

Klasztor podominikański w Sejnach znajduje się przy Bazylice Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny.


Klasztor podominikański w Sejnach
fot. Czesio1


Klasztor podominikański w Sejnach
fot. Czesio1

Dziś w murach klasztornych mieści się muzeum. Eksponaty prezentowane są naprawdę niesamowite.


Klasztor podominikański w Sejnach
fot. Czesio1

Zwiedzaliśmy sale poświęcone sprzętom domowego użytku w PRL. Wielu z nas mogło odnaleźć eksponaty, w tym radioodbiorniki, czy telewizory, które w przeszłości używano w ich domu.


Muzeum w klasztorze podominikańskim
fot. Czesio1


Muzeum w klasztorze podominikańskim
fot. Czesio1


Muzeum w klasztorze podominikańskim
fot. Czesio1


Muzeum w klasztorze podominikańskim
fot. Czesio1

Kolejną salą był sala harcerska. Mundurki harcerskie, finki, pasy, kroniki drużyn harcerskich, chusty z podpisami to wszystko przypominało nam, że dla wielu z nas w przeszłości harcerstwo było naszym światem. Znaleźliśmy też chustę z końca lat 60–tych, czyli z okresu, kiedy Pan Samochodzik wraz z harcerzami odbył niesamowitą podróż w poszukiwaniu skarbu Templariuszy.


Harcerska Izba Pamięci
fot. Czesio1


Harcerska Izba Pamięci
fot. Czesio1


Harcerska Izba Pamięci
fot. Czesio1


Harcerska Izba Pamięci
fot. Czesio1


Harcerska Izba Pamięci
fot. Yvonne


Harcerska Izba Pamięci
fot. Yvonne


Harcerska Izba Pamięci
fot. Yvonne


Harcerska Izba Pamięci
fot. Yvonne


Harcerska Izba Pamięci
fot. Yvonne


RobertH wskazuje na starej mapie Suwalszczyzny miejsce,
w którym znajdujemy się

fot. Yvonne


Stara mapa Suwalszczyzny
fot. Czesio1


Witraż klasztorny
fot. Czesio1


Sala muzealna
fot. Czesio1

Były także sale poświęcone regionalnej twórczości rękodzielniczej, oglądaliśmy piękne witraże oraz obrazy pędzla lokalnych twórców.


Muzeum w klasztorze podominikańskim
fot. Czesio1


Muzeum w klasztorze podominikańskim
fot. Yvonne


Muzeum w klasztorze podominikańskim
fot. Czesio1


Muzeum w klasztorze podominikańskim
fot. Czesio1

Piękną ekspozycją była wystawa twórczości ludowej rodziny Kubraków z Grudziewszczyzny.


Ekspozycja twórczości ludowej rodziny Kubraków
z Grudziewszczyzny

fot. Czesio1


Ekspozycja twórczości ludowej rodziny Kubraków
z Grudziewszczyzny

fot. Czesio1


Ekspozycja twórczości ludowej rodziny Kubraków
z Grudziewszczyzny

fot. Czesio1

W Sejnach spędziliśmy wspaniały czas. Pomimo tego, że pogoda nas nie rozpieszczał, a aura przypominała raczej weekend marcowy niż długi weekend majowy to zadowoleni powróciliśmy do bazy w Posejnelach.
_________________
 
 
Ater
Uwielbia przygody


Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 177
Wysłany: 2019-10-24, 11:25   

9. Ater


"PS i Templariusze" ciąg dalszy


Czytając książki z serii Pan samochodzik marzyłem by przeżyć takie przygody jak on. Na zlotach nadarza się okazja by wcielić się w tą postać w odgrywanych scenkach. Po pierwszym „wystąpieniu” przed kamerą już tak bardzo nie peszę się nią. Traktuję to jako fajną przygodę i urozmaicenie naszych spotkań.
Pierwszą scenką jaką nagrywaliśmy była rozmowa Tomasza z harcerzami.


„W Miłkokuku zastaliśmy domek nauczyciela zamknięty.
– Pozostaniecie tutaj na straży, tak jak wczoraj – rozporządziłem. – W sadzie za żywopłotem rozbijecie namiot. Zróbcie kolację, a potem na przemian obserwujcie domek. Ja zaś pojadę do ośrodka dziennikarzy, po drugiej stronie jeziora Pomorze.
Pożegnałem chłopców i wskoczyłem do wozu.
– Ach, Tellu – przypomniałem sobie coś i zawołałem chłopca. – Czy umiesz obchodzić się z rakietnicą?
– No pewnie. Każdy z nas potrafi strzelać z rakietnicy – Tell nieomal obraził się. – Na obozie harcerskim i podczas harcerskich ćwiczeń przeszliśmy odpowiednie przeszkolenie.
Wyjąłem rakietnicę z walizki i podałem Tellowi.
– Tylko pamiętaj, broń Boże nie strzelaj z niej do nikogo. Mógłbyś straszliwie poparzyć.
– Za kogo nas pan uważa! Za dzieci? – oburzył się. – Wystrzelę tylko w razie potrzeby, i to w górę, ponad pola, żeby nie spowodować pożaru.
– Jest nabita zieloną racą – powiedziałem. – Gdyby stało się tu coś bardzo ważnego, wystrzel z niej, a ja na pewno zobaczę rakietę. I natychmiast przyjadę.
Zasalutował po harcersku, a ja pojechałem okrężną drogą wokół jeziora Pomorze.”



"Pozostaniecie tutaj na straży, tak jak wczoraj. Ja zaś pojadę
do ośrodka dziennikarzy, po drugiej stronie jeziora Pomorze"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Pożegnałem chłopców i wskoczyłem do wozu."
fot. kadr z filmu zlotowego


"Tellu. Czy umiesz obchodzić się z rakietnicą?"
fot. kadr z filmu zlotowego


"No pewnie. Każdy z nas potrafi strzelać z rakietnicy."
fot. kadr z filmu zlotowego


"Wyjąłem rakietnicę z walizki i podałem Tellowi"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Tylko pamiętaj, broń Boże nie strzelaj z niej do nikogo.
Mógłbyś straszliwie poparzyć"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Za kogo nas pan uważa! Za dzieci?"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Wystrzelę tylko w razie potrzeby, i to w górę, ponad pola,
żeby nie spowodować pożaru."

fot. kadr z filmu zlotowego


"Jest nabita zieloną racą. Gdyby stało się tu coś bardzo
ważnego, wystrzel z niej, a ja na pewno zobaczę rakietę.
I natychmiast przyjadę"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Zasalutował po harcersku"
fot. kadr z filmu zlotowego

Dla roli aktorzy mogą dużo poświęcić, my np. leżeliśmy na trawie w oczekiwaniu na przyjście Malinowskiego po odbiór wyłudzonych pieniędzy. Niestety tak jak w książce się nie pojawił. Powrócił też, grający na zlocie radzyńskim Petersena irycki, który stał się gwiazdą naszych scenek. Fantomas dał z siebie wszystko grając czarny charakter.

„Nadeszła północ. Ośrodek wypoczynkowy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich pogrążony był we śnie. (…)
Kapitan Petersen włożył za figurę w kapliczce białą kopertę wypchaną ścinkami z gazety. Potem bardzo ostrożnie, aby nie trzaskały gałązki, ukryliśmy się za dużym krzakiem jałowca. Mimo gęstej ciemności kapliczka rysowała się przed nami bardzo wyraźnie, gdyż stała po drugiej stronie drogi, a więc w miejscu, gdzie stosunkowo było najwidniej. Położyliśmy się na mchu jeden obok drugiego, aby w wypadku, gdy któryś z nas zauważy coś podejrzanego, można się było porozumieć bez słów, tylko za pomocą dotknięcia. Dłonie podłożyliśmy pod brody i w takiej pozycji, leżąc, spoglądaliśmy na kapliczkę i mroczną ścianę zagajnika.
Czas mijał bardzo powoli.
Minęła pierwsza w nocy. Później druga. I wreszcie trzecia godzina. (…)
O czwartej nad ranem Kozłowski podniósł się z trawy i powiedział:
– Mam tego dosyć. To był wariacki pomysł. Ktoś nas nabrał. Nikt nie przyszedł po pieniądze...
Kozłowski podszedł do kapliczki. Zajrzał za figurę, gdzie w białej kopercie położyliśmy skrawki gazety imitujące banknoty.
– Boże drogi! – zawołał. – Tu jest jeszcze jedna koperta!
– Co takiego? – kapitan zerwał się z mchu. Ja także podbiegłem do kapliczki.
Okazało się, że Kozłowski trzyma w ręku aż dwie koperty. Pierwsza – to była ta ze skrawkami gazety. A na drugiej napisano po polsku:
Jaśnie wielmożny pan Petersen
Te same bazgroły, co w liście od Malinowskiego.
– To do pana – stwierdził Kozłowski i podał list Petersenowi.
Kapitan otworzył kopertę i wyjął z niej krótki liścik, a potem oderwany od jakiejś większej całości skrawek pergaminowego dokumentu, zapisanego pięknym łacińskim pismem. Na skrawku dokumentu widniała pieczęć zakonu templariuszy.
– Niech pan przeczyta ten list. Jest napisany po polsku – rzekł Petersen i wręczył mi tajemniczy liścik. Przeczytałem głośno, tłumacząc na angielski:
Szanowny Panie! Próbował mnie Pan oszukać, robiąc na mnie zasadzkę koło kapliczki i zamiast pieniędzy, pozostawiając w niej skrawki gazety. Powinienem obrazić się i zerwać wszelki kontakt z Panem, ale doszedłem do wniosku, że po prostu nie miał Pan do mnie zaufania i nie docenił Pan mego sprytu. Jako dowód, że może mi Pan zaufać, przekazuję Panu ćwiartkę dokumentu, którego Pan szuka. Resztę tego dokumentu otrzyma Pan jutro o tej samej porze, jeśli o dwunastej w nocy położy Pan pieniądze za figurą w tej kapliczce. Za karę jednak, że chciał mnie Pan schwytać w pułapkę, podnoszę stawkę z trzech tysięcy do pięciu tysięcy złotych. Oświadczam, że jeśli znowu spróbuje mnie Pan oszukać i zaczai się Pan koło kapliczki, będę o tym wiedział i zerwę wszelkie kontakty z Panem. Nigdy już nie uzyska Pan poszukiwanego dokumentu.
Malinowski
Gdy skończyłem czytanie listu, zapadła między nami długa chwila ciszy. Było nam strasznie głupio, że daliśmy się wystrychnąć na dudków. Prawie cztery godziny leżeliśmy w pułapce z oczami wlepionymi w kapliczkę, a tymczasem Malinowski zbliżył się do niej i stwierdził, że w kopercie są nie pieniądze, lecz skrawki gazety. Mało tego – potem odszedł od kapliczki, gdzieś w ukryciu napisał list i przyniósł go z powrotem. Znowu na naszych oczach.
– On chyba miał czapkę niewidkę – powiedziałem.
– Och, Malinowski!, Malinowski – jęknął kapitan Petersen i zacisnął pięści w bezsilnej złości. Kozłowski triumfował:
– A mówiłem, żeby iść z nim na ugodę? Posłuchaliśmy pana Samochodzika i Malinowski podniósł stawkę do pięciu tysięcy złotych. Straciliśmy dwa tysiące złotych przez czyjeś głupie rady. I co teraz?
Petersen wzruszył ramionami:
– Jeszcze nie wiem, co zrobię. Trzeba się naradzić z Karen.”



"Kapitan Petersen włożył za figurę w kapliczce białą kopertę
wypchaną ścinkami z gazety."

fot. kadr z filmu zlotowego


"Położyliśmy się na mchu jeden obok drugiego.
Dłonie podłożyliśmy pod brody i w takiej pozycji,
leżąc, spoglądaliśmy na kapliczkę i mroczną
ścianę zagajnika."

fot. kadr z filmu zlotowego


"O czwartej nad ranem Kozłowski podniósł się z trawy"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Mam tego dosyć. To był wariacki pomysł. Ktoś nas nabrał.
Nikt nie przyszedł po pieniądze..."

fot. kadr z filmu zlotowego


"Kozłowski podszedł do kapliczki. Zajrzał za figurę,
gdzie w białej kopercie położyliśmy skrawki gazety
imitujące banknoty"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Boże drogi! Tu jest jeszcze jedna koperta!"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Co takiego?"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Okazało się, że Kozłowski trzyma w ręku aż dwie koperty."
fot. kadr z filmu zlotowego


"Pierwsza – to była ta ze skrawkami gazety.
A na drugiej napisano po polsku"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Kapitan otworzył kopertę i wyjął z niej krótki liścik"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Niech pan przeczyta ten list. Jest napisany po polsku "
fot. kadr z filmu zlotowego


"Szanowny Panie! Próbował mnie Pan oszukać, robiąc
na mnie zasadzkę koło kapliczki i zamiast pieniędzy,
pozostawiając w niej skrawki gazety"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Jako dowód, że może mi Pan zaufać, przekazuję
Panu ćwiartkę dokumentu, którego Pan szuka. Resztę
tego dokumentu otrzyma Pan jutro o tej samej porze,
jeśli o dwunastej w nocy położy Pan pieniądze
za figurą w tej kapliczce. "

fot. kadr z filmu zlotowego


"Oświadczam, że jeśli znowu spróbuje mnie Pan
oszukać i zaczai się Pan koło kapliczki, będę o tym
wiedział i zerwę wszelkie kontakty z Panem.
Malinowski"

fot. kadr z filmu zlotowego


"On chyba miał czapkę niewidkę"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Och, Malinowski!, Malinowski"
fot. kadr z filmu zlotowego


"A mówiłem, żeby iść z nim na ugodę? Posłuchaliśmy
pana Samochodzika i Malinowski podniósł stawkę do pięciu
tysięcy złotych. I co teraz?"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Jeszcze nie wiem, co zrobię. Trzeba się naradzić z Karen."
fot. kadr z filmu zlotowego

Wiem, że nasze scenki to jest tylko zabawa, ale w rolę Pana Samochodzika wcielali się Stanisław Mikulski i Jan Machulski, więc znalazłem się w doborowym towarzystwie.
_________________
 
 
irycki
Przygodomaniak
Pan Motocyklik



Wiek: 53
Dołączył: 22 Cze 2016
Posty: 1265
Skąd: Legionowo
Wysłany: 2019-10-24, 11:31   

10. irycki


Nocna gra terenowa


W piątkowy wieczór czekała nas wszystkich kolejna atrakcja, a mianowicie nocna gra terenowa, zorganizowana przez PiTTa i oldmalarza. Przyznam, że bardzo czekałem na ten wieczór i jestem niezwykle wdzięczny organizatorom za przygotowanie gry. Pomijając już wszystko inne, poczułem się nagle o ponad 25 lat młodszy. Tyle bowiem czasu minęło, gdym ostatni raz latał po lesie z mapą i busolą. Już prawie zapomniałem, jaka to frajda!


Pieczenie kiełbasek
fot. Czesio1


Wieczorne ognisko
fot. Czesio1

Dochodziła dwudziesta, gdy wszyscy chętni do nocnego biegania po chaszczach zebrali się wokół ogniska, przy którym oldmalarz z PiTTem udzielali wskazówek. Przyznam, że jedna z nich „ustawiła” mi imprezę, ale o tym za moment. Najpierw jednak trzeba było podzielić się na grupy, albowiem, jak wiadomo, „przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę”. Nasz wspaniały zespół składał się z Fantomasa, Janka Vascowego, Marysi i mnie.


Organizatorzy nocnej gry terenowej PiTT i oldmalarz
tłumaczą zasady zabawy

fot. Ater


Fantomas, Marysia, irycki i Janusz
fot. Ater


Co oni znowu wymyślili? - zastanawia się Yvonne
fot. Ater


Adam i Mysikrólik próbują zapamiętać zasady gry
fot. Ater


PiTT i oldmalarz
fot. Ater


Barabasz, Czesio, Sokole Oko i Hanka gotowi do gry
fot. Ater


Psycholog, Vasco i RobertH
fot. Ater


oldmalarz wypuszcza w teren pierwszą drużynę
fot. Ater


TomaszK obiecuje kibicować wszystkim drużynom...ze
swojego domku, do którego się wybiera

fot. Ater

W grze chodziło o znalezienie ukrytych w lesie punktów. Punkty zaznaczone były czymś w rodzaju chorągiewki (nie wiem jak to się fachowo teraz nazywa) oraz chemicznego „świetlika”, który wydzielał słabe światełko, dość łatwe do zauważenia w ciemnościach, o ile nie świeciło się zbyt często latarką. Było ich tyle, ile powieści z samochodzikowego kanonu, i każdy punkt zawierał pytania z jednej z książek. Pochwalę się nieskromnie, że nasza fantastyczna ekipa jako jedyna znalazła wszystkie punkty. Nic nam to jednak nie pomogło w ogólnej klasyfikacji, bo jeden z punktów dotyczył książki „PS i człowiek z UFO”, której, jak się okazało, nikt z nas nie przeczytał. Na punkcie tym zarobiliśmy więc okrągłe zero.


Drużyna Czesia ruszyła do marszobiegu
fot. kadr z filmu zlotowego


Pierwsza karta z pytaniami odnaleziona
fot. Czesio1

Spośród punktów do znalezienia, większość zaznaczona była po prostu na mapie za pomocą krzyżyka, zwanego w pewnych kręgach „iksem” (a może to było kółeczko? nie pamiętam już). To była łatwiejsza część zabawy. W przypadku trzech punktów było inaczej – podany był azymut i odległość, liczone od jakiegoś charakterystycznego miejsca w naszym ośrodku (chyba od bramy, o ile dobrze pamiętam). Nie znaczy to oczywiście, że należało stanąć przy bramie, wyznaczyć azymut i iść na przełaj przez chaszcze. Zadanie polegało na wyznaczeniu sobie tych punktów na mapie poprzez wykreślenie kierunku i odłożeniu odległości. Potem wystarczyło tylko odszukać je w terenie, tak jak pozostałe. I tu właśnie jedna ze wskazówek udzielonych przez oldmalarza i PiTTa spowodowała, że zadanie zrobiło się dużo łatwiejsze, niż w przypadku ogólnym. Powiedzieli bowiem, że żaden z punktów nie będzie schowany w gąszczu, wszystkie będą znajdować się przy drodze. No ale skoro tak, to odpadła konieczność precyzyjnego wykreślania namiaru i odległości na mapie – wystarczyło zrobić to „na bydzia” i popatrzeć, czy namiar nie przecina jakiejś drogi w z grubsza odpowiedniej odległości. W przypadku pierwszego z punktów, tego na kilometrze, ze względu na sporą odległość (a jak wiadomo przy wykreślaniu azymutu błąd rośnie z odległością) posłużyliśmy się jeszcze busolą, a odległość odłożyliśmy podziałką na busoli. Przy dwóch pozostałych kąt określiliśmy na oko a odległość przymierzaliśmy palcem. W obu przypadkach tak wykonany „namiar” wypadł w okolicy skrzyżowania, więc założyliśmy, że tam będzie punkt. Gdyby nie było, to byśmy się wtedy martwili. Ale był.


Coś się świeci po prawej stronie drogi
fot. kadr z filmu zlotowego


Tak, to kolejna karta pytań
fot. kadr z filmu zlotowego


To pytania z Fantomasa
fot. kadr z filmu zlotowego


Jest tu zadanie matematyczne do rozwiązania
fot. Czesio1

Po wstępnym określeniu, gdzie będą trzy specjalne punkty, żeby się potem nie musieć wracać, ruszyliśmy do boju. Zaraz na wstępie popełniłem mały błąd, bo przeoczyłem drogę i poprowadziłem ekipę trochę na około, więc na pierwszym z punktów wyprzedziła nas załoga z johny’m i musieliśmy czekać aż skończą. Gdy poszli, sfotografowaliśmy pytania (bardzo byliśmy dumni z tego naszego pomysłu, dopóki nie okazało się, że wszyscy tak robili) i poszliśmy szukać pierwszego punktu specjalnego (tego azymutalnego na jednym kilometrze). Był umieszczony dość wrednie, na płocie, i widoczny dopiero, kiedy go się minęło. Nie wiem, jak wiele ekip go znalazło.


Kolejna karta pytań dotyczy złotej rękawicy
fot. Czesio1


Nawet biegnąć próbujemy rozwiązywać zadania
fot. kadr z filmu zlotowego


Gdzie może być kolejny punkt z kartą pytań?
fot. kadr z filmu zlotowego

Kolejne zwykłe punkty znajdowaliśmy bez większych problemów. Obeszliśmy ośrodek, znaleźliśmy kolejny punkt specjalny i zrobiliśmy krótką przerwę, żeby odpowiedzieć na część pytań. Niestety, o ile terenoznawczo nasza załoga radziła sobie bardzo dobrze, to samochodzikowo polegliśmy z kretesem. To nieszczęsne UFO to jedno, ale i pytania z pozostałych książek bardzo często nie były dla nas oczywiste.


Zadania z Zagadek Fromborka
fot. Czesio1

Gdy tak siedzieliśmy i dumaliśmy, minęła nas ekipa, w której na pewno był Batman. Reszty nie jestem pewien, bo było ciemno, a Batmana nawet po ciemku dawało się łatwo rozpoznać.


Uff, uff, uff... UFFFO
fot. Czesio1

Widząc, że konkurencja depcze nam po piętach, ruszyliśmy dalej. Kolejny i ostatni punkt specjalny znaleźliśmy bez większego problemu, ale tu znowu popełniliśmy mały błąd. Punkt powinien znajdować się koło skrzyżowania – i znajdował się, ale my po ciemku nie zauważyliśmy odchodzącej w bok drogi! Następny punkt miał być właśnie przy tej bocznej drodze, ale ponieważ ją przeoczyliśmy, ruszyliśmy dalej w stronę jeziora. Dopiero złowieszcze chlupotanie pod nogami uświadomiło nam, że posunęliśmy się za daleko. Wycofaliśmy się trochę i w tym momencie zobaczyliśmy z boku coś, co wyglądało jak droga. Niestety, jak się później okazało, była to jakaś przypadkowa przestrzeń między drzewami. Ruszyliśmy tą domniemaną drogą, ale była coraz mniej widoczna, zaczęliśmy przedzierać się jakimiś przełajami i uświadomiliśmy sobie, że zgubiliśmy szlak. Postanowiliśmy się cofnąć. W lesie, zwłaszcza w nocy, łatwo stracić poczucie kierunku. Wyciągnąłem busolę i okazało się, że idziemy w stronę jeziora, chociaż byliśmy pewni, że zmierzamy w przeciwnym kierunku. Próba odnalezienia drogi powrotnej nie miała już sensu. Wiedząc z grubsza, jak daleko zeszliśmy z linii drogi, wyznaczyłem przybliżony azymut, którym idąc powinniśmy trafić z powrotem w okolice naszego ostatniego znalezionego punktu. Oczywiście było w tym sporo szczęścia, ale istotnie po jakichś pięciu minutach przełaju (kleszcze to lubią) wyszliśmy na drogę jakieś 10 metrów od tego punktu. Straciliśmy jednak sporo czasu, podejrzewam że zaważyło to na tym, że czasowo byliśmy dopiero drudzy.


Niesamowity dwór
fot. Czesio1

Tym razem zauważyliśmy przeoczoną wcześniej boczną drogę i chwilę później Janek wypatrzył kolejny punkt. Trochę czasu straciliśmy przy następnym, tym przy kolonii domków. Nieświadomie naprowadził nas na lokalizację tego punktu Adam, z którego ekipą spotkaliśmy się przypadkiem.


PS i Winnetou
fot. Czesio1

Ostatni punkt miał być w ośrodku gdzieś za stołówką, i tym razem to mnie jako pierwszemu udało się go dojrzeć. Umieszczony był wrednie, na drzewie, ale tak, że nie był widoczny od strony głównej alejki. W lesie nie byłoby problemu, bo i tak widać by było łunę od „świetlika”, ale w ośrodku cały czas świeciły się lampy i było za jasno. Biegaliśmy więc na zapleczu stołówki aż udało się go znaleźć.


Na trasę marszobiegu ruszył również PiTT
sprawdzając jak sobie radzą poszczególny drużyny

fot. kadr z filmu zlotowego

Z kompletem odnalezionych punktów ruszyliśmy do pawilonu nad jeziorem, żeby przy stoliku zakończyć odpowiadanie na pytania. Tam przekonaliśmy się, że popełniliśmy kilka nie dających się naprawić błędów. W ferworze walki nie zauważyliśmy, że na fotografiach niektóre pytania były nieczytelne na skutek odblasków od flesza. A co najgorsze – pytanie „algorytmiczne”, jakby specjalnie dla mnie stworzone, było na dwóch stronach kartki, a my sfotografowaliśmy tylko jedną!


Dwie drużyny już w bazie, PiTT opowiada
o przebiegu gry terenowej

fot. kadr z filmu zlotowego

W sumie odpowiedzieliśmy na mniej więcej połowę wszystkich pytań. Nie mogliśmy się więc równać z ekipą Yvonne, która zasłużenie zajęła pierwsze miejsce! Niestety, nie pamiętam już pełnej klasyfikacji.
_________________

Nie chcę pani schlebiać, ale jest pani uosobieniem przygody. Gdy patrzę na panią łowiącą ryby, pływającą po jeziorze, nie wyobrażam sobie, aby istniała bardziej romantyczna dziewczyna.
 
 
Yvonne
Moderator



Wiek: 41
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 10577
Skąd: Bydgoszcz

Wysłany: 2019-10-24, 11:51   

11. Yvonne


Augustów



Poranne śniadanie
fot. Czesio1


Poranne śniadanie
fot. Czesio1


Templariusze w Posejnelach
fot. Czesio1


Zbiorówka w Posejnelach
fot. Ater

W pierwszą majową sobotę tuż po śniadaniu skierowaliśmy nasze wehikuły w kierunku Augustowa, pięknego miasteczka, upamiętnionego w polskiej muzyce przez Janusza Laskowskiego.
Pierwszym punktem programu był rejs Jaćwieżą, statkiem stylizowanym na dawne okręty Jaćwingów, w Dolinę Rospudy.
Jaćwież czekała już na nas w porcie augustowskim.



Jaćwież gotowa do rejsu
fot. Ater

Weszliśmy na pokład, zajęliśmy miejsca i daliśmy porwać się wehikułowi czasu. Obsługa rejsu ubrana była w stroje stylizowane na ubrania Jaćwingów (poza butami), a sam statek pełen ciekawych rekwizytów z dawnych stuleci.
Podczas rejsu mogliśmy wysłuchać ciekawych opowieści o dawnym i dzisiejszym Augustowie, a także o dawnych mieszkańcach tamtego regionu – Jaćwingach.



Nasz główny przewodnik na statku Jaćwież
fot. Ater


Gościniec Rospuda
fot. Czesio1


Czesio1 i johny na statku Jaćwież
fot. Ater


Hanka i Yvonne na statku Jaćwież
fot. Ater


Yvonne
fot. Ater


Barabasz, Magda i Szymek
fot. Ater


GosiaH, RobertH i Mysikrólik
fot. Ater


Zlotowicze na statku Jaćwież
fot. Ater


Marysia, irycki, Fantomas i Anka
fot. Ater


Barabasz, Magda i TomaszK
fot. Ater


GosiaH i RobertH
fot. Ater


Sokole Oko
fot. Ater


TomaszL i Hanka
fot. Ater


Eksplorator63
fot. Ater


Marysia i irycki
fot. Ater


Zlotowicze na statku Jaćwież
fot. Barabasz


Adam
fot. Yvonne


Dolina Rospudy
fot. Ater


Dolina Rospudy
fot. Czesio1


Dolina Rospudy
fot. Ater


Dolina Rospudy
fot. Ater


Dolina Rospudy
fot. Vasco

Nie zabrakło również lokalnych legend, z których najciekawszą okazała się opowieść o Zośce. Ta legendarna postać doczekała się swojego pomnika, który znajduje się w bardzo oryginalnym miejscu – nad malowniczym augustowskim jeziorem Rospuda, przy cypelku o intrygującej nazwie: Goła Zośka.
Goła Zośka to tajemnicza bohaterka miejscowych opowieści. Jak to często bywa, tak i ta legenda ma wiele odsłon i wersji. Według jednej była to dziewczyna z ludu, która w noc świętojańską puszczała wianek na dobrą wróżbę miłosną. Gdy ten utknął w trzcinach, weszła do wody, by go pchnąć jak najdalej i wtedy utonęła. W innej opowieści Zośka jest markietanką, ciągnącą za armią Napoleona na wschód w 1812 roku. Posądzona przez Francuzów o podwójne szpiegostwo traci życie z ich rąk w dramatycznych okolicznościach tu, na cyplu.
Znana jest też Zośka – córka leśnika, mieszkająca w pobliżu, nad Rospudą, zakochana z wzajemnością w rosyjskim oficerze w czasach powstania listopadowego.
Inna historia opowiada o Zośce – narzeczonej młodzieńca z Augustowa, który walczy w oddziale Wawra w powstaniu styczniowym w okolicznych lasach.
Wersji legendy o Zośce jest sporo, ale w każdej z nich jest ona osobą szczerze kochającą i związaną z przyrodą ziemi augustowskiej. W każdej z opowieści epizod nagości nad brzegiem tego jeziora wiąże się ze znaczącym wydarzeniem w życiu bohaterki.
Rzeźba przedstawia nagą kobietę naturalnych rozmiarów w pozycji siedzącej.



Rzeźba Goła Zośka
źródło: http://www.augustow.pl/pl/atrakcje/gola-zoska

Rejs Jaćwieżą obfitował również w ciekawe, zabawne i emocjonujące wydarzenia, takie jak przebieranki, walki wręcz, czy też dęcie w ogromny róg.


Przewodnik w stroju Jaćwingów
fot. Ater


Fantomas w stroju Jaćwingów
fot. Ater


Szymek Jaćwingiem
fot. Czesio1


Fantomas w pojedynku z Mysikrólikiem
fot. Ater

Kilku śmiałków próbowało wydobyć dźwięk z rogu, ale bezskutecznie. Na szczęście w naszej grupie mieliśmy ucznia szkoły muzycznej grającego na instrumencie dętym, Sokole Oko, któremu udało się to trudne przedsięwzięcie. Dzięki niemu usłyszeliśmy dźwięk jaćwieskiego rogu – głęboki, dudniący i porywający do wielkich czynów.


Sokole Oko dmie w róg
fot. Yvonne


Czesio1 z kapitanem Jaćwieży
fot. Ater


Czesio nakleja na Jaćwieży forową naklejkę
fot. Ater


Forowa naklejka na Jaćwieży
fot. Czesio1


Yvonne dumnie prezentuje pamiątkowy wpis
w Księdze Gości Jaćwieży

fot. Czesio1

Przez półtorej godziny, bo tyle trwał rejs, podziwialiśmy z pokładu Jaćwieży piękną, budzącą się do życia przyrodę – jezioro, rzeki, żeremia bobrów, ptactwo wodne, trzciny, bagna i malownicze torfowiska oraz cudowne błękitne niebo odbijające się w wodach mijanych akwenów niczym w magicznym zwierciadle.
Po opuszczeniu pokładu statku, udaliśmy się spacerkiem do restauracji Albatros na zamówiony wcześniej obiad.



Restauracja "Albatros"
fot. TomaszK

Kilka osób zatrzymało się jeszcze przy ulicznym straganie z używanymi książkami i dokonało zakupów, dzięki którym ich domowe biblioteczki wzbogaciły się o nowe książki i komiksy.
Zanim udałam się wraz z całą grupą do restauracji Albatros na obiad, musiałam odbyć pewne rendez–vous. Spotkanie to odbyło się na ławeczce przy restauracji, na której od prawie dwóch lat siedzi Beata z Albatrosa, postać z piosenki Janusza Laskowskiego.
Artysta w piosence „Beata z Albatrosa” śpiewa tak:
„Siedem dziewcząt z Albatrosa – tyś jedyna,
dziś pozostał mi po tobie smutek, żal.
Miałaś wtedy siedemnaście lat dziewczyno,
w Augustowie pierwszy raz ujrzałem Cię.
A na imię miałaś właśnie Beata ...”

Zrobiłam sobie z moją imienniczką pamiątkowe zdjęcie, a wszystko to odbyło się przy pięknych dźwiękach saksofonu. Ogromnie żałowałam, że żadna inna Beata nie dotarła na zlot w Posejnelach. Wszak nad Loarą były aż cztery Beaty! W Augustowie zaś tylko ja. Może uda się kiedyś powtórzyć zlot na pięknej Suwalszczyźnie?



Yvonne z Beatą z Albatrosa
fot. Yvonne


TomaszK z Beatą z Albatrosa
fot. TomaszK

Obiad w Albatrosie okazał się obfity i dość smaczny. Zupa pomidorowa podana w wazach była tak pyszna, że wiele osób pozwoliło sobie na dolewkę. Drugie dania już tak dobre nie były, ale miały tę zaletę, że były duże. A przecież czekał na nas jeszcze deser! Do tego kawa i herbata i przyznać trzeba, że ugoszczono nas wspaniale.
Po obiedzie nadszedł ten najbardziej nielubiany element naszych zlotów – pierwsze pożegnania. Nasze grono opuszczała grupa warszawska – Magda z Batmanem, irycki z Marysią oraz Ater z Anią.
Zanim jednak do tego doszło, PiTT ogłosił końcowe wyniki gry terenowej.



PiTT podaje wyniki gry terenowej
fot. Ater


Zlotowicze przed "Albatrosem"
fot. Ater


Zlotowicze przed "Albatrosem"
fot. Ater

Szczegóły konkursu miały bowiem zostać omówione dopiero w miejscu bardzo samochodzikowym, czyli na Kozim Rynku.
_________________
Zapraszam:

http://odbiblioteczkidoszafy.blogspot.com/

 
 
TomaszL
Głodny przygód


Wiek: 49
Dołączył: 14 Lip 2016
Posty: 395
Skąd: wielkopolskie
Wysłany: 2019-10-24, 12:53   

12. TomaszL


Kozi Rynek


Tak jak u Nienackiego, obiad zjedliśmy w Augustowie i wyruszyliśmy do Koziego Rynku przed piątą po południu. Nie było wprawdzie skwaru, duchoty, gzów, ulewy, łosia ale dotarliśmy do Koziego Rynku i była z nami Przygoda!!! Ale po kolei. Początek był jak w książce:

„Jechaliśmy przez ogromne lasy Puszczy Augustowskiej. Po osiemnastu kilometrach zobaczyliśmy drogowskaz – deseczkę z napisem: Kozi Rynek. Dookoła rozciągał się gęsty las, nigdzie ani śladu domku czy leśniczówki. Prawdziwa puszcza pełna... gzów. A może wielkich, złośliwych much, które zaatakowały nas, gdy tylko znaleźliśmy się na leśnej drożynie.”


Drogowskaz do Koziego Rynku
fot. Czesio1

Na rozstaju dróg był kolejny drogowskaz, który na szczęście nie prowadził do ... nieba. Szczęśliwie dotarliśmy na miejsce, gdzie można byo zaparkować samochody.


Sznur samochodów na Kozim Rynku
fot. Czesio1


Pomnik przy parkingu
fot. Czesio1


Tablica informacyjna
fot. Czesio1

Do mogiły powstańców prowadzi ścieżka edukacyjna przez teren rezerwatu przyrody.


Drogowskaz prowadzący do mogiły
fot. Czesio1

Po krótkim spacerze dotarliśmy do mogiły powstańców z 1863 roku, znajdującej się na małej polanie. Na Kozim Rynku 29 czerwca 1863 stoczyła się bitwa pomiędzy oddziałem Józefa Ramotowskiego „Wawra” a wojskami rosyjskimi. Oddział Ramotowskiego dzień wcześniej pobił Rosjan pod Gruszkami i wycofał się na Kozi Rynek aby odpocząć przed przejściem w okolice Łomży. Rosjanie zaatakowali polaków nad ranem 29 czerwca zmuszając ich do wycofania się w trudnym bagnistym terenie. Podczas potyczki zginęło 14 powstańców.


Mogiła Powstańców 1863 roku
fot. Czesio1


Mogiła Powstańców 1863 roku
fot. Yvonne


Mogiła Powstańców 1863 roku
fot. Czesio1


Mogiła Powstańców 1863 roku
fot. TomaszK


Zlotowicze przy mogile
fot. Czesio1


Ścieżka "Kozi Rynek"
fot. Czesio1

Bohaterowie Nienackiego nie dotarli na Kozi Rynek, ale przeżyli inne przygody w tych lasach, które postanowiliśmy odtworzyć. Pierwszą z nich było uratowanie Karen z rąk opryszków.


Przygotowania do pierwszej scenki na Kozim Rynku
fot. Yvonne


Reżyser Yvonne objaśnia aktorom fragment scenki
fot. Yvonne

„Znowu uderzył grom i jego łoskot przetoczył się nad lasem. Ucichł i wtedy usłyszeliśmy wołanie:– Help!... Help!... Help!... Kobiecy głos wołał po angielsku: „na pomoc!”. To krzyczała panna Petersen! – Heeelp!... – usłyszeliśmy ponownie. Krzyk dziewczyny dochodził gdzieś z boku, z prawej strony. Rzuciłem się w tym kierunku, a za mną pobiegli chłopcy.
(…) Ukazała się przede mną nieduża polana. Karen stała na środku otoczona przez trzech mężczyzn. Gdy wybiegłem z lasu, jeden z nich wyrywał jej z rąk torbę podróżną, którą Karen nosiła na ramieniu. Niemal równocześnie – ona i oni – usłyszeli trzask tratowanych przeze mnie gałęzi i szelest liści. Trzej mężczyźni spojrzeli na siebie niepewnie, panna Petersen podbiegła w moim kierunku. – Na pomoc, panie Tomaszu! Na pomoc! – wołała. – Chcą mnie obrabować!
Za moimi plecami ukazali się harcerze. Wilhelm Tell nałożył strzałę na swoją kuszę i wymierzył ją groźnie w kierunku mężczyzn. Krzyknąłem: – Czego chcecie od tej pani?! Nie od razu dali odpowiedź. Przyjrzeli się bacznie najpierw mnie, a potem trzem harcerzom. Wydawało mi się, że oceniają nasze i swoje siły. Było oczywiste, że oni są silniejsi. – Ja ich znam! – zawołał nagle Sokole Oko. – Oni są z Warszawy. I mają samochód warszawę. Tu wymienił numer samochodu. I to – jak mi się zdaje – uratowało nas przed bójką, w której zapewne otrzymalibyśmy solidne cięgi. Świadomość, że znamy numer ich samochodu, powstrzymała wojenne kroki.
Jeden z opryszków, chudy i wysoki, wzruszył ramionami. – Ta pani nie umie po polsku. Nie wiadomo, dlaczego się przestraszyła. Myśleliśmy że zbłądziła w lesie i chcieliśmy ją zaprowadzić na właściwą drogę... – A ta torba? – wskazałem palcem. – Torba? – zdumiał się wysoki i chudy. – A tak, torba. Chcieliśmy pomóc ją nieść. Drugi przyszedł mu w sukurs. A zaraz i trzeci. Mówili na przemian: – Ona nie zna naszej mowy. Zobaczyła trzech mężczyzn w środku lasu i narobiła krzyku. Nikt z nas, broń Boże, krzywdy jej nie myślał zrobić. Położyli torbę na trawie. Wysoki i chudy spojrzał w niebo i powiedział: – Chłopaki, zaraz będzie burza. Zwiewajmy stąd, póki czas.”



"Help!... Help!... Help!..."
fot. kadr z filmu zlotowego


Ekipa filmowa w akcji
fot. Yvonne


"Krzyk dziewczyny dochodził gdzieś z boku, z prawej strony.
Rzuciłem się w tym kierunku, a za mną pobiegli chłopcy"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Na pomoc, panie Tomaszu! Na pomoc! Chcą mnie obrabować!"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Czego chcecie od tej pani?!"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Przyjrzeli się bacznie najpierw mnie, a potem trzem harcerzom.
Wydawało mi się, że oceniają nasze i swoje siły."

fot. kadr z filmu zlotowego


"Ja ich znam! Oni są z Warszawy. I mają samochód warszawę."
fot. kadr z filmu zlotowego


Harcerze
fot. Yvonne


"Ta pani nie umie po polsku. Nie wiadomo, dlaczego się
przestraszyła. Myśleliśmy że zbłądziła w lesie i chcieliśmy
ją zaprowadzić na właściwą drogę..."

fot. kadr z filmu zlotowego


"A ta torba? "
fot. kadr z filmu zlotowego


"Torba? A tak, torba. Chcieliśmy pomóc ją nieść"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Ona nie zna naszej mowy. Zobaczyła trzech mężczyzn
w środku lasu i narobiła krzyku. Nikt z nas, broń Boże,
krzywdy jej nie myślał zrobić."

fot. kadr z filmu zlotowego


"Chłopaki, zaraz będzie burza."
fot. kadr z filmu zlotowego


Barabasz w roli opryszka
fot. Yvonne


"Zwiewajmy stąd, póki czas."
fot. kadr z filmu zlotowego


Ucieczka opryszków
fot. Yvonne

Drugą istotną scenką było schronienie się pod pałatkami przed ulewą i krótki kurs z rozpoznawania znaków Templariuszy.


Przygotowania do drugiej scenki na Kozim Rynku
fot. Yvonne


Mysikrólik poprawia "namiot"
fot. Czesio1


Widownia oczekuje na kolejne filmowe ujęcie
fot. Yvonne

„W namiociku było dość ciepło i postanowiliśmy przeczekać, aż burza zupełnie ucichnie. – Może warto zapytać panny Petersen – rzekł do mnie Wilhelm Tell – czy próbowała szukać we Francji skarbu templariuszy? Powtórzyłem jej pytanie chłopca. – Nie – odpowiedziała. – Ale wiem o tych poszukiwaniach, ponieważ dokonywali ich znajomi mego ojca, członkowie Towarzystwa. Zresztą pan Chabrol także szukał skarbu templariuszy. Gdy przed kilkoma laty przebywałam z ojcem w Paryżu w gościnie u pana Chabrola, w jego domu sporo się mówiło o tej sprawie. Pamiętam, jak wielkie wrażenie zrobiły na mnie próby rozszyfrowania tajnego pisma templariuszy. Oni pozostawili na murach swych zamków dużo przedziwnych znaków. Pan Chabrol zebrał je i przy pomocy fachowców usiłował ustalić ich znaczenie.
– Niech pan poprosi, żeby je narysowała. Przydadzą się do zabaw harcerskich – powiedział Sokole Oko. Zapaliłem latarkę elektryczną. Podsunąłem pannie Petersen mój notes i ołówek. Karen zaczęła rysować, jednocześnie wyjaśniając znaczenie rysunku. – Ten duży krzyż wskazuje drogę do kilku skrytek ze skarbami. Ten zaś znak dotyczy tylko dwóch skarbów. Oto znak określający ukryte złoto, a to symbolizuje monety ułożone warstwami pod ziemią. Tutaj nakreśliłam znak mówiący: „Skręć w lewo”. A oto znak wyrażający: „Dziewięć metrów od skarbu”. Znak ów pochodzi z murów zamku w Arginy. Te dwa nachodzące na siebie kręgi mówią: „Idź wprost przed siebie”. Oto symbol niebezpieczeństwa. Tarcza przedstawia wyobrażenie ukrytych kosztowności, a ten znak mówi o ukrytych dokumentach. Oto znak symbolizujący, że należy szukać na poziomie ziemi. Te trzy ostatnie znaki pochodzą z murów zamkowych w Charroux, gdzie mieszkali templariusze...
Zgasiłem elektryczną latarkę i schowałem notes z rysunkami. W namiocikach znowu zapadła ciemność.”



"Może warto zapytać panny Petersen czy próbowała szukać
we Francji skarbu templariuszy?"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Powtórzyłem jej pytanie chłopca"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Nie. Ale wiem o tych poszukiwaniach, ponieważ dokonywali
ich znajomi mego ojca, członkowie Towarzystwa."

fot. kadr z filmu zlotowego


"Pamiętam, jak wielkie wrażenie zrobiły na mnie próby
rozszyfrowania tajnego pisma templariuszy. Oni pozostawili
na murach swych zamków dużo przedziwnych znaków.
Pan Chabrol zebrał je i przy pomocy fachowców usiłował
ustalić ich znaczenie."

fot. kadr z filmu zlotowego


"Niech pan poprosi, żeby je narysowała. Przydadzą się
do zabaw harcerskich"

fot. kadr z filmu zlotowego


"Podsunąłem pannie Petersen mój notes i ołówek."
fot. kadr z filmu zlotowego


"Karen zaczęła rysować, jednocześnie wyjaśniając
znaczenie rysunku."

fot. kadr z filmu zlotowego


"Oto znak określający ukryte złoto,"
fot. kadr z filmu zlotowego


"a to symbolizuje monety ułożone warstwami pod ziemią"
fot. kadr z filmu zlotowego


"A oto znak wyrażający: „Dziewięć metrów od skarbu”"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Oto symbol niebezpieczeństwa"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Tarcza przedstawia wyobrażenie ukrytych kosztowności"
fot. kadr z filmu zlotowego


"Oto znak symbolizujący, że należy szukać
na poziomie ziemi. Te trzy ostatnie znaki pochodzą
z murów zamkowych w Charroux, gdzie mieszkali
Templariusze..."

fot. kadr z filmu zlotowego

Po powrocie na parking nastąpiło rozstrzygnięcie nocnej gry terenowej. Organizatorami gry byli Pitt i Oldmalarz. Im też należy się szczególne podziękowanie. A kto wygrał lub się wyróżnił, podano poniżej w komentarzach do zdjęć.


PiTT podaje wyniki nocnej gry terenowej
fot. kadr z filmu zlotowego


Mysikrólik przygląda się odpowiedziom
fot. kadr z filmu zlotowego


Barabasz z Hanką również przeglądają
karty z odpowiedziami

fot. kadr z filmu zlotowego


PiTT szczegółowo opisuje każde zadanie
fot. kadr z filmu zlotowego


Zadania z Tajemnicy tajemnic
fot. kadr z filmu zlotowego


Yvonne, Wiewiórka i TomaszK przysłuchują się
podawanym rozwiązaniom

fot. kadr z filmu zlotowego


Oldmalarzu, jesteś tam? - PiTT mówi do głośnika,
z którego przysłuchuje się oldmalarz - Za chwilę
wręczenie nagród

fot. kadr z filmu zlotowego


Zwyciężyła drużyna Yvonne
fot. kadr z filmu zlotowego


Yvonne z nagrodami
fot. kadr z filmu zlotowego


Pamiątkowe zdjecie Yvonne z organizatorami
nocnej gry terenowej: PiTTem i "oldmalarzem"

fot. kadr z filmu zlotowego


Nagrody dla drużyny Mysikrólika
fot. kadr z filmu zlotowego


Gratulacje dla drużyny Czesia
fot. kadr z filmu zlotowego


Brawa dla organizatorów nocnej gry terenowej!!
fot. kadr z filmu zlotowego

Wracając do szosy zauważyliśmy jeszcze krzyż wrośnięty w drzewo.


Krzyż wrośnięty w drzewo
fot. Yvonne


Krzyż wrośnięty w drzewo
fot. Czesio1


Ostatnie chwile przy rozstaju dróg
fot. Czesio1

Kozi Rynek był ostatnim wspólnym elementem wyprawy na Podlasie. Część zlotowiczów musiała w tym dniu zakończyć swój udział w wyprawie. Nadszedł smutny moment pożegnań. Żegnaliśmy się z nadzieją, że znowu zobaczymy się gdzieś na szlaku przygody.


Pożegnań kolejnych nadszedł czas
fot. kadr z filmu zlotowego


To koniec zlotu dla johny'ego, Wilhelma Tella i Czesia
fot. kadr z filmu zlotowego


Do zobaczenia Panowie
fot. kadr z filmu zlotowego

Wspominając wspólnie spędzone chwile udaliśmy się w nowe miejsce, ale o tym w kolejnej części.
_________________
 
 
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy



Wiek: 58
Dołączył: 09 Lip 2013
Posty: 6411
Wysłany: 2019-10-24, 12:57   

13. TomaszK


Śladami Jaćwingów w Posejnelach


Tego dnia, do zwiedzenia pozostało nam już tylko grodzisko Jaćwingów. Grodzisko jest usytuowane w północnej części Posejneli, z dala od jezior, za to na szczycie wysokiego wzniesienia. Mieliśmy problem z odnalezieniem tego miejsca, bo mapa była niedokładna, a GPS nic nie pokazywał. Dopiero właścicielka domu, czy też raczej willi na skraju wioski, wskazała nam kierunek. Nasze samochody zablokowały wjazd do nieczynnego folwarku i poszliśmy szukać.
Grodzisko mieści się na wzniesieniu o stromych, 20-metrowych zboczach i wąskim szczycie, z trzech stron omywane jest przez znaną nam rzeczkę, Marychę. Aż dziwne że lodowiec uformował coś takiego. Wokół szczytu widoczne były ślady fosy, miejscami dość głębokiej. Miejsce to, użytkowane od epoki żelaza do średniowiecza, dawało kiedyś doskonałe warunki do obrony ale i tak uległo Krzyżakom. Ciekawe czemu Nienacki nie umieścił go w książce, skoro jego bohater jeździł po okolicy. Chyba jednak trafili tu poszukiwacze skarbu Templariuszy, bo na wierzchołku wzgórza, były ślady po dzikich wykopach.



Grodzisko Jaćwingów
fot. TomaszK


Grodzisko Jaćwingów
fot. TomaszK


Zlotowicze na grodzisku Jaćwingów
fot. Yvonne


Zlotowicze na grodzisku Jaćwingów
fot. Yvonne


Grodzisko Jaćwingów
fot. Yvonne


Grodzisko Jaćwingów
fot. Yvonne


Grodzisko Jaćwingów
fot. Yvonne

Po powrocie, część zlotowiczów zajęła się pakowaniem, inni rozpalaniem ogniska, ale największa grupa oglądała w kawiarni nad brzegiem jeziora, film „Mój rower” z Michałem Urbaniakiem i Arturem Żmijewskim.


"Mój rower"
źródło: www.m.deon.pl/116/art,124...-moj-rower.html


Projekcja filmu "Mój rower"
fot. Hanka


Projekcja filmu "Mój rower"
fot. Hanka


Projekcja filmu "Mój rower"
fot. Hanka

Atrakcją filmu było to, że większość akcji kręcona była w plenerach Ośrodka w Posejnelach, pada nawet nazwa miejscowości. Ci którzy nie zachwycali się fabułą, doszukiwali się znanych nam szczegółów Ośrodka – pomostu dla wędkarzy, budynku dyrekcji i wnętrz domków wczasowych.
Na zakończenie, ostatnie w czasie tego zlotu ognisko. Było zimno jak w poprzednich nocach, temperatura spadła do 4 stopni, ale to było dla równowagi, po zeszłorocznych upałach w czasie zlotu fantomasowego.
_________________
 
 
Hanka
Zlotowicz
Hanka


Wiek: 48
Dołączył: 05 Maj 2014
Posty: 1182
Skąd: Brześć Kujawski
Wysłany: 2019-10-24, 12:59   

14. Hanka


Zakończenie zlotu


Wszystko co dobre szybko się kończy. W niedzielny poranek niewielka już grupka zlotowiczów (Yvonne, Adam, Wiewiórka, Sokole Oko, TomaszeK, Mysikrólik, Robas, TomaszL, Fantomas, Eksplorator63 i ja) po raz ostatni zebrała się w sali telewizyjnej by zjeść wspólnie śniadanie. Chcieliśmy jeszcze przez tę godzinę porozmawiać, nacieszyć się swoim towarzystwem przed czekającą nas długą drogą do domu.
W zlotowym śniadaniowym menu znalazły się jeszcze oscypki, sucha kiełbaska, pomidory, różne serki i powidła, konserwy. Ale nieważne właściwie co się spożywa tylko w czyim towarzystwie. Jak miło usiąść przy jednym stole, zaparzyć kawę i delektując się smakołykami wspominać przygody, które wspólnie przeżyliśmy przez te kilka ostatnich dni.
Nikomu się za bardzo nie spieszyło, nie wiadomo kiedy kolejny raz uda nam się znów spotkać i usiąść razem do śniadania. Gdy zniknęły z talerzy wyśmienite wiktuały posprzątaliśmy stoły i ruszyliśmy do naszych domków dokończyć pakowanie walizek.
Zeszłam jeszcze na pomost by nacieszyć oczy cudnym widokiem, jezioro Pomorze jest pięknie położone wśród lasów, tu naprawdę można odpocząć.



Jezioro Pomorze
fot. Czesio1


Jezioro Pomorze
fot. Czesio1


Jezioro Pomorze
fot. Czesio1


Jezioro Pomorze
fot. Czesio1


Jezioro Pomorze
fot. Czesio1


Jezioro Pomorze
fot. Czesio1

Tylko dlaczego te zlotowe dni mijają tak szybko? Z każdym kolejnym zlotem żegnać się jest mi coraz trudniej, bo ludzie, których tu spotykam są niezwykli: mądrzy, serdeczni, sympatyczni, towarzyscy, weseli, bardzo ich lubię. Dla mnie było to już 10 spotkanie i wspólnie z Nimi mogłam obchodzić 5 rocznicę mojego wstąpienia na Forum „Z przygodą na ty”. Mam nadzieję, że dni do kolejnego zlotu miną równie szybko, co te zlotowe i niedługo Forowicze znów razem wyruszą na przygodowy szlak.


Do zobaczenia
fot. kadr z filmu zlotowego


Do zobaczenia
fot. kadr z filmu zlotowego
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group. Template GreyBlue v 0.2 created by Nasedo.
Strona wygenerowana w 2.62 sekund. Zapytań do SQL: 16