Barabasz pisze: ↑22 wrz 2026, 21:19
Kilka minut, na pewno? Z tego co czytam, to wyścig trwa 60 do 90 sekund.
Tak, wyścigi trwają tak do 70 sekund.
PawelK pisze: ↑22 wrz 2026, 21:51
A idąc w retorykę o piłce i przekładając na żużel, to siedzą na trybunach ludzie, którzy w większości nigdy w życiu nie spróbowali nawet usiąść na skuterze, przez 15 minut oglądają zawody trwające prawie dwie godziny po to żeby po zakończeniu wynikiem 45:45 mieć to samo co było na początku.
Tak, masz rację, Pawle — z tym, że wielu ludzi na trybunach nigdy nie siedziała nawet na motocyklu. Najlepszym przykładem jestem zresztą ja. Nigdy w życiu nie siedziałem za kierownicą żadnego motocykla, bo generalnie nie przepadam za jazdą na jednośladach. I zupełnie mi to nie przeszkadza bardzo lubić oglądać żużel.
Tylko że porównanie 45:45 do 0:0 jest trochę nietrafione. Z tym 0:0 łączy je właściwie tylko jedno — oba wyniki oznaczają remis.45:45 oznacza, że w trakcie meczu punkty były zdobywane cały czas i wynik wielokrotnie się zmieniał. Było 3:3, 7:5, 12:12, 18:14, 25:23 itd. — w zależności od przebiegu spotkania. Na końcu obie drużyny mają po 45 punktów, ale trudno powiedzieć, że „mają to samo, co na początku”.Jeśli już szukać piłkarskiego odpowiednika, to dużo bardziej pasowałby mecz, w którym pada po kilka bramek i ostatecznie kończy się remisem, np. 4:4 czy chociaż 3:3. Tylko że takie wyniki w piłce zdarzają się raczej rzadko.
PawelK pisze: ↑22 wrz 2026, 21:51
Ale co kto lubi. Niektórzy sport, który w każdych warunkach może uprawiać każdy, niezależnie od tego czy jest bogaty czy biedny, czy ma 5 lat, czy 50, ale zawsze jest to bieganie na świeżym powietrzu. Inni wolą sport, który nie tylko wymaga mega nakładów, nawet jeśli chcesz się bawić w to amatorsko, który powoduje, że siedzisz w oparach spalin i tracisz słuch. Bo podobno to jest urok tych zawodów.
No dobrze, powiem nawet więcej — jak jest gorąco i sucho, to oprócz oparów spalin i hałasu dochodzi jeszcze chmara kurzu lecąca w stronę trybun, a od czasu do czasu można się załapać na darmowy pocisk w postaci kamyka z toru. Czyli pełna zgoda: komfortowo nie jest. Ale właśnie w tym chyba też jest jakiś urok żużla. Zapach metanolu, huk silników, kurz, adrenalina i świadomość, że jak zawodnik wejdzie trochę za szeroko w łuk, to możesz się nagle znaleźć w pierwszym rzędzie uczestników wydarzenia.A co do tego, że bieganie może uprawiać praktycznie każdy — pełna zgoda. Tylko znowu: to, że coś jest tanie, dostępne i zdrowe, nie oznacza automatycznie, że musi być dla każdego bardziej emocjonujące. Ja na przykład mogę bardzo lubić bieganie i jednocześnie z przyjemnością pójść na żużel. Jedno drugiego naprawdę nie wyklucza.
johny pisze: ↑22 wrz 2026, 21:52
Czeski, ja już niejednokrotnie takie 0:0 widziałem, że kopara opada. To też po trosze kwestia ligi. Włączasz sobie Premier League i praktycznie masz gwarancję fajnego meczu.
Czeski? A nie angielski skoro Premier League?
Johny, rozumiem Cię, ja jednak wolałbym oglądać gole.
Mysikrólik pisze: ↑23 wrz 2026, 08:44
Kiedyś już mówiłem. Byłem raz i widziałem 20 wyścigów, zero zmian po starcie.
E, to chyba niemożliwe. Fakt, że w wielu meczach mijanek jest mało, ale 20 wyścigów od startu do mety to w to nie wierzę.
PawelK pisze: ↑23 wrz 2026, 08:49
Na jakich zawodach byłeś? Bo wydaje się, że na lidze jest 15 biegów.
To mogły być zawody indywidualne. W takich często bywa właśnie 20 wyścigów. A podsumowując — co kto lubi. Moja przygoda z żużlem zaczęła się na początku lat 90., kiedy na 1 kwietnia zapowiedziano przyjazd do Lublina duńskiego mistrza świata Hansa Nielsena. Wszyscy byli przekonani, że to prima aprilis, bo przecież kto by uwierzył, że mistrz świata naprawdę pojawi się w Lublinie i pojedzie w barwach Koziołków? A jednak przyjechał. To były zresztą zupełnie inne czasy. Można było podejść praktycznie pod sam park maszyn, zobaczyć zawodników z bliska, poprosić o autograf, a czasem nawet po prostu postać obok nich i razem pooglądać zawody. Bez barierek, ochroniarzy i całej dzisiejszej otoczki.Dzisiaj to samo miejsce jest odgrodzone dwiema siatkami i do zawodnika łatwiej chyba podejść na konferencji prasowej niż na stadionie. I może właśnie dlatego żużel tak mi został — nie tylko jako sport, ale też jako kawałek wspomnień z czasów, kiedy ten sport i zawodnicy byli znacznie bliżej kibica. Dlatego mogę zrozumieć, że kogoś żużel kompletnie nie interesuje, ale dla mnie to coś więcej niż tylko 15 minut jazdy motocykli w ciągu dwugodzinnego meczu.