22 - Relacja z XXII Forowego Zlotu Szachownicowego Glisno 2025

Relacje z oficjalnych forowych spotkań Miłośników Samochodzikowej Przygody
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16814
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 617 razy
Otrzymał podziękowań: 314 razy

22 - Relacja z XXII Forowego Zlotu Szachownicowego Glisno 2025

Post autor: Czesio1 »

XXII FOROWY ZLOT SZACHOWNICOWY
GLISNO 2025
18 - 22 czerwca 2025 roku
 
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 9327
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 82 razy
Otrzymał podziękowań: 631 razy

Re: 22 - Relacja z XXII Forowego Zlotu Szachownicowego Glisno 2025

Post autor: TomaszK »

1. TomaszK


Dlaczego Jasień to Lubniewice


Nienacki ukrył przed czytelnikami jaka miejscowość była pierwowzorem książkowego Jasienia. I zrobił to celowo, pisząc już na pierwszej stronie książki „(…) wielbiciele pięknego krajobrazu zapewne zdołają odnaleźć jezioro Jasień (nawet jeśli okaże się, że w rzeczywistości nazywa się ono inaczej)”. Czy istnieje zatem pierwowzór książkowego „Jasienia”?
Najpierw kryteria jakie miałaby spełniać ta miejscowość:
1) popularna miejscowość letniskowa położona nad jeziorem. To, że popularna wynikało z pierwszych zdań książki, zacytowanych powyżej
2) ośrodek wczasowy dla obcokrajowców mieszczący się w dawnym, poniemieckim pałacu
3) pałac przypominający sopocki Grand Hotel
4) ruiny obserwatorium, 
5) młyn „Topielec”
6) bliskość miejsc, których nazw Nienacki nie ukrył.
Od razu zrezygnowałem z kryteriów geograficznych, np. rzekomo szczegółowo opisana droga Tomasza z Warszawy do Jasienia, która nijak nie chce się ułożyć w logiczny ciąg. Zrezygnowałem też z poszukiwania „jeziora w kształcie rozciągniętej litery S”, bo jest ich mnóstwo, oraz jeziora „o nazwie takiej jak miejscowość”, bo też jest ich mnóstwo. Od początku nie wierzyłem w istnienie pojedynczej miejscowości spełniającej cechy książkowego Jasienia, bo wszyscy wiemy, że zazwyczaj składał miejsce akcji, z kilku realnych miejsc, nawet położonych daleko od siebie. Sam zresztą napisał to na zakończenie „Uroczyska”
Najwcześniej odnalazł się młyn „Topielec”, który jak się okazało był zlokalizowany w Brześciu Kujawskim.


Obrazek
Młyn Topielec w Brześciu Kujawskim
fot. internet

Młyn już obecnie nie istnieje, ale funkcjonował przez dwieście lat na rzeczce Zgłowiączce. Znalezienie było proste – po wrzuceniu w wyszukiwarce internetowej słów „młyn” i „topielec”, jest to jedyny młyn w Polsce, który funkcjonował pod taką nazwą własną, a nie jako miejsce z legendą o utonięciu młynarza. Wiemy, że Nienacki był w Brześciu Kujawskim pisząc „Wyspę Złoczyńców”, musiał wtedy zetknąć się z tą nazwą, może nawet oglądał ruiny?
Kolejnym punktem poszukiwań, było znalezienie popularnej w latach 60–tych miejscowości letniskowej położonej gdzieś na ziemiach zachodnich. W tym celu pomogła kupiona na Allegro mapa campingów z tamtego okresu. Kiedyś miałem w domu własną, ale rozleciała się ze starości. Ze spisu na odwrocie mapy, wypisałem teraz wszystkie miejscowości z kempingami położonymi nad jeziorem, zlokalizowane na ziemiach zachodnich, czyli tam, gdzie były szanse na poniemiecki pałac. Następnie korzystając z Internetu, miejscowości te zostały sprawdzone, pod kątem istnienia ośrodka wczasowego w dawnym pałacu. Jedyny był w Lubniewicach, z tym, że nie był to pałac, ale zamek (właściwie pałac, ale wystylizowany na zamek), niestety nie przypominający sopockiego Grandu, ale za to goszczący głównie obcokrajowców.


Obrazek
Zamek nad jeziorem
fot. TomaszK

Z kolei jedyny, poza tym poniemiecki zamek/pałac położony na ziemiach zachodnich, a przerobiony na hotel, był jeszcze w Rynie na Mazurach, ale nigdzie w pobliżu akcji książki. Pozostają zatem Lubniewice.
W dalszej identyfikacji pomogły już własne wspomnienia i film nakręcony kamerą 8mm w czasie wakacji w Lubniewicach w 1974 roku, na którym widać pałac przypominający sopocki Grand i sztuczne ruiny obserwatorium.


Obrazek
Pałac przypominający Grand Hotel
fot. TomaszK

O pałacu (poniemieckim) stojącym w miejscowości Glisno, położonej 6 km od Lubniewic, rzeczywiście przypominającym sopocki Grand Hotel w miniaturze oraz o sztucznych ruinach w parku pałacowym, można było przeczytać w „Przewodniku po Polsce”, pojawiającym się w książce Nienackiego. W tym samym parku jest też mauzoleum dawnych właścicieli, z pseudogotyckimi granitowymi wieżyczkami (obecnie leżącymi na ziemi), a więc kolejny szczegół znany z „Księgi strachów”. Żaden z tych obiektów sam w sobie nie jest dokładnie taki jak w książce, ale tak duże nagromadzenie tylu szczegółów w jednym miejscu, nie może być przypadkowe. Zresztą co do wyglądu pałacu Haubitzów, Nienacki chyba nie był zdecydowany, skoro raz ma przypominać sopocki Grand, a w innym miejscu książki ma mieć dwie strzeliste wieże. 
Skoro już wiemy, że młyn Topielec został wzięty z innego miejsca, to mamy blisko siebie prawie wszystkie składowe Jasienia:

1. Poniemiecki zamek – pałac przerobiony na ośrodek wczasowy, położony nad jeziorem niedaleko kempingu. To obecny pałac Lubomirskich w Lubniewicach, dawny ośrodek FWP dla dewizowych turystów. Z tamtych czasów, w pałacu pozostał tylko luksusowy bar w jednej z komnat, w pozostałych przywrócono przedwojenny wygląd.


Obrazek
Lada baru ośrodka FWP (po prawej), w obecnej jadalni pałacu
fot. kadr z filmu zlotowego

2. W odległości 6 km pałac w Gliśnie, przypominający sopocki Grand Hotel,
3. W tym samym miejscu mauzoleum i ruiny „obserwatorium”

Obrazek
Mauzoleum
fot. Czesio1

Obrazek
Ruiny obserwatorium
fot. Czesio1

4.TomaszL odnalazł w Lubniewicach „Diabelski kamień”, głaz narzutowy pojawiający się na początku książki jako miejsce sprawdzane przez harcerzy. Głazów o takiej nazwie jest w Polsce kilka, no ale ten rzeczywiście jest w Lubniewicach!

Obrazek
Diabelski amień
fot. TomaszL

5.  Wszystko w odległości 60km od Morynia

6. Ponadto seth_22 zauważył, że w maszynopisie pierwszej wersji książki znajdującym się w muzeum w Olsztynie, jest skreślony później fragment, że Jasień leży w województwie zielonogórskim, podczas gdy pozostałe miejsca akcji znajdowały się w szczecińskim. A tak było do roku 1975.
Nie ma pojedynczej miejscowości spełniającej wszystkie kryteria książkowego Jasienia, ale skoro wiemy już, że Nienacki składał miejsce akcji swoich książek z wielu miejsc, to ich największe nagromadzenie jest w Lubniewicach i ich okolicach. Można sobie wyobrazić, że Nienacki przyjechał na wczasy do Lubniewic i mieszkał w zamku FWP. Na pewno było to możliwe nie tylko dla dewizowców, ale także dla rodzimych celebrytów, skoro wiemy, że mieszkała tam Michalina Wisłocka. Możemy sobie wyobrazić, że nasz autor zwiedzał okolice zaproponowane przez „Przewodnik po Polsce” i odkrył pozostałe miejsca, umieszczone później w książce.
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16814
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 617 razy
Otrzymał podziękowań: 314 razy

Re: 22 - Relacja z XXII Forowego Zlotu Szachownicowego Glisno 2025

Post autor: Czesio1 »

2. Czesio1


Początek zlotu


Rankiem, 18 czerwca o godzinie 6:45, ekipa lubelska w osobach Kiki i Czesia, ruszyła w drogę na kolejną forową wyprawę. Tym razem czekała nas wyprawa na zachodni kraniec Polski — do miejscowości Glisno w województwie lubuskim, gdzie czekała nas nowa przygoda. 
Droga wiodła szybkimi trasami – najpierw S17 do Warszawy, a następnie autostradą A2 przez Stryków w stronę Poznania. W czasie jazdy utrzymywaliśmy kontakt z pozostałymi uczestnikami zlotu, chcąc dowiedzieć się, czy są już w drodze i o której planują dotrzeć do celu. Okazało się, że najprawdopodobniej to my będziemy pierwsi na miejscu. Nie śpiesząc się więc, zatrzymaliśmy się po drodze na obfite śniadanie w przydrożnym barze. Najedzeni i w doskonałych humorach zjechaliśmy z autostrady, by dalszą część trasy pokonać szosą przez Pniewy. Dzięki temu mogliśmy poczuć się trochę jak Pan Tomasz z "Księgi strachów", który tak właśnie opisywał swoją drogę:


"Wkrótce mój dziwaczny wehikuł pędził już szosą w kierunku Poznania. Wyjechałem o czwartej po południu, wieczorem minąłem Poznań. Przenocowałem w lasach między Pniewami a Skwierzyną na rozkładanych siedzeniach swego samochodu. O świcie ruszyłem na Gorzów Wielkopolski. O dziewiątej rano znalazłem się obok przydrożnej stacji benzynowej oddalonej o piętnaście kilometrów od Jasienia.".

Jak się okazało, nasze przeczucia były słuszne – do Glisna przybyliśmy pierwsi. Znak przy drodze wskazał nam kierunek ku wąskiej starej bramie, prowadzącej do niewielkiego parku. W głębi, pośród drzew, dostrzegliśmy barokowy pałac z końca XVIII wieku – zgrabny, pełen uroku, jakby zatrzymany w czasie. To właśnie on miał stać się naszą bazą noclegową podczas tegorocznego szachownicowego zlotu.

Obrazek
Pałac w Gliśnie
fot. TomaszK

Obrazek
Pałac w Gliśnie
fot. Czesio1

Zatrzymaliśmy samochód u podnóża pałacowych schodów. Wysiedliśmy i ruszyliśmy w górę po szerokich, kamiennych stopniach, które prowadziły nas wprost do wnętrza rezydencji. Już po przekroczeniu progu pierwszej sali ogarnęło nas wrażenie, że przenieśliśmy się w czasie. Przed nami rozciągała się wielka, okrągła sala balowa, która zdawała się witać nas jak gości przybyłych na ucztę sprzed wieków. Długi rząd stołów i ustawione wzdłuż nich krzesła pobudzały wyobraźnię i dodawały miejscu niezwykłego uroku.

Obrazek
Sala balowa pałacu
fot. TomaszK

Zaczęliśmy ostrożnie rozglądać się za osobą, z którą mieliśmy się spotkać, by odebrać klucze. Korytarz w lewo – ślepy zaułek ze schodami. Korytarz w prawo – sekretariat! Tam czekała na nas pani, która po szybkim meldunku wręczyła nam klucze i zaprosiła do obejrzenia pokoi.
W trakcie rozmowy usłyszeliśmy wiadomość, która sprawiła, że dzień od razu stał się jeszcze lepszy: przez cały weekend będziemy jedynymi gośćmi! Cały pałac tylko dla nas! Nie mogliśmy się oprzeć wrażeniu, że właśnie zostaliśmy nowymi właścicielami tego miejsca.
Nie zdążyliśmy nawet rozpakować walizek, gdy pod pałac podjechała Hanka swoim nowym, błyszczącym wehikułem. Niedługo potem pojawiła się panna Monika z wesołą ekipą – Zaliczką, Olą, Sonią, oraz TomaszK. Zmęczony podróżą Tomaszek postanowił uciąć sobie krótką drzemkę, a my, czekając na pozostałych uczestników zlotu, pojechaliśmy na mały rekonesans do Lubniewic.
Wybraliśmy się na spacer wzdłuż jeziora Lubiąż — od tafli wody unosił się przyjemny chłód, po drugiej stronie połyskiwała w słońcu wieża Zamku Książąt Lubomirskich, górując nad drzewami jak z bajkowej pocztówki. Zwiedzanie zamku mieliśmy zaplanowane na sobotę, więc tym razem poprzestaliśmy na podziwianiu jego wieży z drugiego brzegu jeziora.


Obrazek
Wieża zamku w Lubniewicach
fot. Czesio1

Obrazek
Jezioro Lubiąż
fot. Czesio1

Po powrocie do Glisna postanowiliśmy odwiedzić pobliskie mauzoleum, miejsce niezwykle istotne z punktu widzenia fabuły książki. To właśnie tutaj stary Johan von Haubitz ukrył „rzecz najcenniejszą” – pamiętnik swojego syna, Konrada.

Obrazek
Hanka  panna Monika na tle mauzoleum
fot. Czesio1

„Las przerzedził się raptownie i zobaczyliśmy na polanie prostokątną sylwetkę mauzoleum Hermanna von Haubitz.
Zbudowano grobowiec z materiału, jakiego wszędzie tu było pełno, a więc z granitu. Tylko narożniki i obramowania malutkich okien wymurowano z czerwonej cegły. Mauzoleum miało kształt kwadratowego pudła i strzelisty dach z szarej dachówki, upstrzony kilkoma pseudogotyckimi wieżyczkami. Na żelaznych drzwiach wisiała ogromna kłódka.”


W powieści bohaterowie zdobyli klucz do mauzoleum od przewodniczącego gromadzkiej rady narodowej w pobliskiej wsi. Nam jednak nie udało się go zdobyć, więc podczas naszej pierwszej wizyty mogliśmy jedynie zajrzeć do środka przez żelazne kraty, próbując oczami wyobraźni dostrzec miejsce po niegdyś wiszącej tablicy nagrobnej z herbem Haubitzów, szachownicą, która wciąż zdawała się unosić w powietrzu niczym cień przeszłości.

Obrazek
Wnętrze mauzoleum
fot. Czesio1

„– Spójrzcie na tę ścianę – wyjaśniłem powód swego wzburzenia. – Są tam cztery dziury po śrubach, które w tym miejscu kiedyś przytrzymywały jakąś tablicę. Właśnie tu zapewne wisiała płyta nagrobkowa z imieniem i nazwiskiem, datą urodzenia i zgonu oraz... No, z czym jeszcze? – zapytałem.
– Z herbem — odpowiedział Tell.
– Tak, z herbem Haubitzów, a więc z szachownicą. A teraz spójrzcie poniżej, na posadzkę. W tym miejscu brakuje czterech kafelków. Zamiast nich widać ślady gipsu. Przyjrzyjcie się. Niedawno ktoś wydłubał ten gips scyzorykiem. Czy widzicie odciśnięty w dolnej warstwie gipsu ślad? Tu był pamiętnik, moi kochani, w metalowej kasecie. Tu leżał pamiętnik Konrada von Haubitz, który zabrał nasz prezes, Kuryłło.”


Z mauzoleum skierowaliśmy kroki ku ruinom obserwatorium – kolejnemu miejscu, które odegrało ważną rolę w książce. Z perspektywy pałacu ich mury rysowały się malowniczo na tle nieba.

„W parku pałacowym, w najodleglejszym jego zakątku, na szczycie dużego wzgórza, znajdują się ruiny dziwacznej budowli zarośnięte krzakami i młodymi drzewami. Są to pozostałości prywatnego obserwatorium astronomicznego zbudowanego przed siedemdziesięciu laty przez ówczesnego dziedzica tej ziemi, grafa Volkmara von Haubitz, który pasjonował się astronomią i podobno miał w tej dziedzinie nawet duże sukcesy, stał się odkrywcą jakiejś gwiazdy czy też planety.”

Obrazek
Ruiny obserwatorium
fot. Czesio1

Obrazek
Ruiny obserwatorium
fot. Czesio1

Znaczenie tego miejsca nie jest przypadkowe – to tu Johann von Haubitz ukrył swoje najcenniejsze skarby, po które później chciwie sięgnął Platzek.

Było to na początku 1945 roku, kiedy to nad Odrę zbliżała się Armia Czerwona i I Armia Wojska Polskiego. Wówczas to stary Johann von Haubitz, który był zwolennikiem Hitlera i w armii hitlerowskiej miał swego jedynego syna, Konrada, postanowił ukryć w tajnym schowku najcenniejsze swoje rzeczy. Wsiadł w samochód i objechał dobra Haubitzów, zabierając z kilku swych dworów i pałacyków wspaniałą kolekcję obrazów, srebrne zastawy stołowe, świeczniki i tym podobne przedmioty. Wszystkie te rzeczy przywiózł następnie do pałacu w Jasieniu i ukrył w schowku w ruinach obserwatorium astronomicznego.
Po ukryciu najcenniejszych rzeczy postanowił, uzbroiwszy służbę, bronić się w swym pałacu. Lecz służba rozpierzchła się, gdy tylko usłyszano warkot nadjeżdżających czołgów rosyjskich. Stary Haubitz tak przejął się zdradą służby, że dostał ataku serca i wkrótce zmarł. Ale przed śmiercią zdążył wyjawić zaufanemu lokajowi, nazwiskiem Platzek, miejsce ukrycia swoich skarbów, rozkazując mu, aby tę informację przekazał w przyszłości młodemu Konradowi von Haubitz. Graf kazał również przekazać synowi wiadomość, że „najcenniejszej rzeczy strzeże ich rodowy znak szachownicy”.
Po śmierci starego grafa i wkroczeniu Armii Czerwonej ów Platzek postanowił skorzystać z udzielonej mu informacji i przywłaszczyć sobie skarby Haubitzów. Odnalazł schowek w ruinach obserwatorium i zaczął wydobywać z niego cenne przedmioty. Na tej czynności nakryli go żołnierze, Platzek powędrował do więzienia, a skarby Haubitzów trafiły do polskich muzeów.”


Nasyceni wrażeniami z odwiedzonych książkowych miejsc powróciliśmy do naszego pałacu, niosąc w pamięci obrazy miejsc znanych z książki. Nad schodami rozwiesiliśmy forowy baner, a potem, czekając na przyjazd kolejnych uczestników zlotu – raczyliśmy się zacnymi trunkami i wesoło gwarzyliśmy na pałacowym tarasie. Zlot dopiero nabierał rozpędu, a przed nami rysowała się zapowiedź wspaniałej przygody.

Obrazek
Forowy baner na tle pałacu w Gliśnie
fot. Czesio1

Kiedy w Gliśnie zebrała się już niemal cała ekipa zlotowa (brakowało jedynie PiTTów, którzy tradycyjnie mieli dotrzeć o świcie) i mrok ogarnął wszystko dookoła, wyruszyliśmy razem na zwiedzanie mauzoleum oraz ruin obserwatorium. Nocne odkrywanie takich miejsc ma w sobie coś magicznego. Latarki pląsały po murach jak świetliki, a każdy trzask gałązki potrafił przyspieszyć tętno. Śmiech i żarty mieszały się z lekkim dreszczykiem emocji, w końcu nocne ruiny mają w sobie coś z przygody i odrobiny grozy.

Obrazek
Ruiny obserwatorium nocą
fot. TomaszL

Obrazek
Ruiny obserwatorium nocą
fot. Czesio1

Glisno powoli zasypiało, otulone miękkim mrokiem nocy, lecz my jeszcze długo nie potrafiliśmy rozstać się z rozmową i śmiechem. Chcieliśmy nacieszyć się sobą, chwilą, atmosferą zlotu. W końcu jednak i nas zmorzyło zmęczenie – czas było udać się na spoczynek. Przed nami przecież kolejny dzień i nowe przygody.
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
irycki
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 2907
Rejestracja: 22 cze 2016, 12:05
Tytuł: Pan Motocyklik
Miejscowość: Legionowo
Podziękował;: 181 razy
Otrzymał podziękowań: 202 razy

Re: 22 - Relacja z XXII Forowego Zlotu Szachownicowego Glisno 2025

Post autor: irycki »

3. irycki


Międzyrzecki Rejon Umocniony

 
Pierwszą atrakcją z formalnego planu Zlotu było zwiedzanie korytarzy Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. Dla nas, czyli Marysi i mnie, był to również pierwszy zlotowy moment, bo chwilę przed wyznaczonym czasem udało nam się dojechać do Pniewa, gdzie miało rozpocząć się zwiedzanie. Nie było to dla nas pierwsze zetknięcie z MRU, bo w 2019 roku także byliśmy w Pniewie przy okazji wakacji. Uprzedzając wydarzenia, muszę stwierdzić, że trasa, którą zwiedziliśmy na Zlocie była ciekawsza, doszła bowiem przejażdżka pociągiem. Sześć lat temu takich atrakcji nie było.
Zdążyliśmy wypić kawę, kiedy na parking koło muzeum MRU zaczęły wjeżdżać samochody. Taka liczba wehikułów na raz niezbicie wskazywała, że oto nadciągnęła zlotowa ekipa. Nastąpiły przywitania dawno niewidzianych przyjaciół i obowiązkowe „zbiorówki”.


Obrazek
Część uczestników zlotu przy wejściu do MRU
fot. TomaszK

Obrazek
Radziecki czołg T-34
fot. Czesio1

Potem ruszyliśmy do kasy, by zakupić bilety i w towarzystwie naszego Pana Przewodnika wyruszyliśmy w stronę bunkra Panzerwerk 717, gdzie rozpoczyna się podziemna trasa turystyczna.
MRU. Międzyrzecki Rejon Umocniony. Przez niektórych kojarzony jest z obroną III Rzeszy przed nacierającą armią radziecką. Jest to jednak zasadniczo skojarzenie niesłuszne. Bunkry rozpoczęto budować w 1934 roku, a przygotowania do tego przedsięwzięcia rozpoczęły się jeszcze w roku 1927. Przed czym lub kim miał zatem chronić Niemcy ten system umocnień? Jakkolwiek w świetle znajomości późniejszej historii wydawać się to może nieprawdopodobnym – miał on chronić przed atakiem ze strony Polski!
W przypadku ewentualnej wojny z Polską, zajęcie przez nią obszaru między Wartą i Odrą odsłoniłoby bezpośredni kierunek uderzenia na Berlin, a także na Pomorze i Śląsk. Linię obronną należało w takiej sytuacji utrzymać jak najbliżej polskiej granicy. A ona przed wojną znajdowała się zaledwie kilkadziesiąt kilometrów na wschód. Dlatego powstała koncepcja zwana czasem frontem ufortyfikowanym - jedna z niemieckich nazw MRU to Festungsfront im Oder-Warthe Bogen (Front Ufortyfikowany Łuku Odry-Warty).
Plany, wielokrotnie modyfikowane, były imponujące. Całość założenia liczyć miała ponad 80 kilometrów. Podzielona została na trzy odcinki: północny, centralny i południowy. Na każdym z tych odcinków planowano budowę około 100 obiektów bojowych. Ale MRU to nie tylko bunkry. To także sieć głębokich tuneli, które łączyły poszczególne umocnienia. Według planów miało być ich ponad 35 kilometrów i w znacznej części te zamierzenia zostały zrealizowane. To tylko nieco mniej niż sumaryczna długość tuneli warszawskiego metra! Tunele drążone były metodą górniczą od 20 do 50 metrów pod ziemią. Z bunkrami łączyły je pionowe szyby, wyposażone w schody, w planach były także windy towarowe. Wszystkie bunkry łączył główny tunel, tak zwana Główna Droga Ruchu. Wybudowano także kilkanaście podziemnych dworców kolejowych, ponieważ tunelami jeździły pociągi.
Jest to absolutnie imponujące, zwłaszcza jeśli pomyślimy, że całość wybudowano w zaledwie kilka lat! Imponująca jest także ilość betonu i stali (w tym stali pancernej najlepszych gatunków) zużyta na to przedsięwzięcie. Rodzi się pytanie, o ile więcej czołgów i innej broni pancernej wyprodukowałaby III Rzesza, gdyby nie „utopiła” tych surowców w budowie fortyfikacji, które… okazały się całkowicie niepotrzebne wobec zmiany niemieckiej polityki i planów wojskowych. W 1938 roku na rozkaz Hitlera budowę wstrzymano. Może dobrze, że i tutaj odezwała się typowa dla III Rzeszy megalomania.
Od 1943 roku w podziemiach MRU działała fabryka wojskowa, w której montowano silniki lotnicze. Dopiero w 1944 roku, wobec postępów Armii Czerwonej, rozpoczęto pośpieszne przygotowania do obrony. Jednak to, co było nowoczesne w początku lat `30, pod koniec wojny było już mocno przestarzałe. Nie starczyło czasu na modernizację umocnień. Brakowało m.in. broni przeciwpancernej. To, plus ogólny chaos w niemieckim wojsku spowodowało, że MRU nie odegrał znaczącej roli w powstrzymaniu radzieckiej ofensywy, a walki trwały zaledwie kilka dni.


Obrazek
Panzerwerk 717
fot. Barabasz

Obrazek
Zlotowicze przed bunkrem Panzerwerk 717
fot. TomaszK

Obrazek
Zlotowicze wsłuchani w głos przewodnika
fot. panna Monika

Obrazek
Zlotowicze przed bunkrem Panzerwerk 717
fot. Barabasz

Obrazek
Zlotowicze przed bunkrem Panzerwerk 717
fot. Barabasz

Zwiedzanie zaczęliśmy od bunkra Panzerwerk 717. Jest to jeden z bunkrów posiadających wejście z powierzchni (niektóre dostępne były tylko poprzez podziemne korytarze). Obejrzeliśmy jego wyposażenie bojowe oraz pomieszczenia, w których przebywała załoga – sale mieszkalne, zawierające po kilka piętrowo umieszczonych prycz, łazienki, magazyny amunicyjne i pomieszczenia techniczne.

Obrazek
Pomieszczenia w bunkrze Panzerwerk 717
fot. Czesio1

Obrazek
Pomieszczenia w bunkrze Panzerwerk 717
fot. Barabasz

Obrazek
Pomieszczenia w bunkrze Panzerwerk 717
fot. Czesio1

Obrazek
TomaszK przy stole chirurgicznym
fot. TomaszK

Obrazek
Pomieszczenia w bunkrze Panzerwerk 717
fot. Czesio1

Obrazek
Pomieszczenia w bunkrze Panzerwerk 717
fot. Barabasz

Obrazek
Pomieszczenia w bunkrze Panzerwerk 717
fot. TomaszK

Następnie klatką schodową, umieszczoną w olbrzymim szybie o kolistym przekroju, zeszliśmy kilkadziesiąt metrów w dół, na poziom korytarzy komunikacyjnych. W jednym z nich młodzież dopadła działającej drezyny.

Obrazek
Ręczna drezyna podziemna
fot. TomaszK

Kolejną atrakcją był przejazd poziemnym pociągiem, złożonym z małych wagoników. Huk podczas przejazdu był po prostu ogłuszający.

Obrazek
Podziemny tunel
fot. TomaszK

Obrazek
Podziemny tunel
fot. Czesio1

Obrazek
Rezerwat przyrody Nietoperek
fot. Barabasz

Obrazek
Zlotowicze gotowi na przejażdżkę podziemną kolejką
fot. TomaszK

Potem po prostu naprawdę długo szliśmy głównym korytarzem komunikacyjnym, aż dotarliśmy pod kolejny bunkier. Tutaj nasza trasa kończyła się. Teraz trzeba było się wspiąć te same kilkadziesiąt metrów do góry.

Obrazek
Szyb schodowy
fot. TomaszK

Bunkier, do którego dotarliśmy, pierwotnie nie miał możliwości wyjścia na powierzchnie. Powstało ono dlatego, że kopuła bunkra została rozbita. Wychodziło się po metalowych schodkach prowadzących ponad betonowym rumowiskiem.
Tutaj zakończyliśmy zwiedzanie. Było to oczywiście okazją do wykonania kolejnych „zbiorówek”.


Obrazek
Zbiorówka na zakończenie zwiedzania
fot. panna Monika

Obrazek
Zbiorówka na zakończenie zwiedzania MRU
fot. panna Monika

Obrazek
TomaszK po zakończeniu zwiedzania MRU
fot. TomaszK

Obrazek
Młodzież po zakończeniu zwiedzania MRU
fot. Mysikrólik

Okazało się, że znajdujemy się dobre kilkaset metrów od miejsca, w którym zeszliśmy pod ziemię. Droga powrotna prowadziła poprzez umocnienia przeciwczołgowe zwane „zębami smoka” - są to wkopane w ziemię betonowe graniastosłupy, niezwykle trudne do sforsowania dla czołgów. Można też było wrócić na parking pojazdem terenowym.

Obrazek
Droga powrotna obok "zębów smoka"
fot. Mysikrólik
 
 
 
 
 
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Nie chcę pani schlebiać, ale jest pani uosobieniem przygody. Gdy patrzę na panią łowiącą ryby, pływającą po jeziorze, nie wyobrażam sobie, aby istniała bardziej romantyczna dziewczyna.

Moje fotoszopki (aktualiz. 20.06.2024)
.
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16814
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 617 razy
Otrzymał podziękowań: 314 razy

Re: 22 - Relacja z XXII Forowego Zlotu Szachownicowego Glisno 2025

Post autor: Czesio1 »

4. Czesio1


Łagów


Po wizycie w Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym, miejscu, w którym historia dosłownie kryje się pod ziemią, ruszyliśmy w stronę Łagowa. Wciąż pod wrażeniem ogromu podziemnych korytarzy i opowieści o żołnierzach, którzy niegdyś tu stacjonowali, liczyliśmy na chwilę odpoczynku przy wspólnym posiłku. 
Zegar nieubłaganie odmierzał kolejne minuty do umówionego obiadu, a przed nami wciąż pozostawało wyzwanie – znalezienie miejsca parkingowego dla naszej całej kawalkady samochodów. Łagów, urzekający o każdej porze roku, tym razem w długi weekend przyciągnął tłumy spragnionych odpoczynku turystów. Parking miejski pękał w szwach, o wolnym miejscu można było tylko pomarzyć. 
Po krótszym lub dłuższym krążeniu po Łagowie w poszukiwaniu miejsca parkingowego, w końcu wszyscy szczęśliwie zaparkowali swoje pojazdy i ruszyli do Karczmy Podzamcze. Tam czekał na nas zasłużony, dwudaniowy obiad – aromatyczny rosół z domowym makaronem, a potem do wyboru: klasyk, czyli schabowy z frytkami, chrupiący kurczak, delikatne naleśniki z twarogiem albo pierogi ruskie.


Obrazek
Danie obiadowe w Karczmie Podzamcze
fot. Czesio1

Po obiedzie nadszedł czas na chwilę oddechu – każdy z uczestników zlotu dostał trochę wolnego, by na własną rękę odkryć uroki Łagowa. Nasza grupa, w której i ja miałem przyjemność maszerować, zgodnie stwierdziła, że najwyższy czas na kawę i coś słodkiego.
Ruszyliśmy więc ulicą Kościuszki w dół, w stronę Bramy Marchijskiej. Tuż za nią, po prawej stronie, nieco schowana w zieleni, czekała na nas kawiarnia o intrygującej nazwie „Cafe Warsztat”. Już sam klimat miejsca nas urzekł – stary stolarski warsztat przerobiony na przytulną kawiarnię, gdzie zapach świeżo mielonej kawy mieszał się z aromatem ciast.
Jak mówią właściciele, stawiają na naturalne, lokalne produkty, a kawa pochodzi z rzemieślniczej palarni w Zielonej Górze. I faktycznie – smak potwierdził każde słowo. Doskonała kawa, świetne desery i spokojna atmosfera sprawiły, że to czerwcowe popołudnie minęło nam wyjątkowo przyjemnie. Idealny przystanek w środku przygody.


Obrazek
Deser w "Cafe Warsztat"
fot. Czesio1

Po krótkim odpoczynku przy kawie i deserach ruszyliśmy Bramą Marchijską w stronę zamku. Ta średniowieczna warownia Joannitów w Łagowie to prawdziwa perełka ukryta między dwoma jeziorami. Historia zamku sięga 1350 roku, kiedy to Zakon Joannitów rozpoczął jego budowę. Najpierw powstał potężny, czworoboczny budynek o wysokości 12 metrów, później dodano mury obronne ze strzelnicami. W XVI wieku komandor Liborius von Schapelow kazał wznieść 24-metrową wieżę, z której dziś można podziwiać panoramę całej okolicy. Co ciekawe, mimo licznych wojen i najazdu Szwedów, zamek przetrwał bez większych zniszczeń – prawdziwy twardziel wśród warowni!
W XIX wieku przeszedł w ręce Prus, a później stał się własnością prywatną. Dziś w jego murach działa hotel i restauracja, ale nie stracił swojego historycznego ducha. W środku można zobaczyć komnatę komtura, katownię i salę rycerską, a centralny dziedziniec, otoczony czterema skrzydłami i porośnięty winobluszczem, robi niesamowite wrażenie – szczególnie o zmierzchu.


Obrazek
Zamek Joannitów w Łagowie
fot. Czesio1

Obrazek
Dziedziniec zamku w Łagowie
fot. Czesio1

Oczywiście nie mogliśmy przepuścić okazji, by wejść na wieżę – potężną strażnicę widoczną z wielu kilometrów. Po uiszczeniu 10-złotowego haraczu zaczęliśmy wspinaczkę po krętych schodach. 
Widok z wieży zapiera dech – lasy, jeziora i dachy Łagowa wyglądają stamtąd jak z pocztówki. To był moment, kiedy naprawdę czuło się ducha przygody i historii jednocześnie.


Obrazek
Łagów
fot. Czesio1

Obrazek
Łagów
fot. Czesio1

Obrazek
Łagów
fot. Czesio1

Obrazek
Łagów
fot. Czesio1

Obrazek
Łagów
fot. Czesio1

Obrazek
Łagów
fot. Czesio1

Obrazek
Motocykliści też zjechali w weekend do Łagowa
fot. Czesio1

Po zejściu z wieży odnaleźliśmy TomaszKa, który po obiedzie drzemał sobie na zielonej trawce w łagowskim parku. Wsiadamy do gościnnego wehikułu TomaszaL i ruszamy w drogę powrotną do Glisna. Ale to nie koniec atrakcji na dziś. O kolejnej opowie już w następnej części relacji sam TomaszL, który niedawno natrafił na kilka naprawdę ciekawych miejsc.
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
TomaszL
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 2208
Rejestracja: 14 lip 2016, 10:19
Miejscowość: wielkopolskie
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 797 razy
Otrzymał podziękowań: 262 razy

Re: 22 - Relacja z XXII Forowego Zlotu Szachownicowego Glisno 2025

Post autor: TomaszL »

5. TomaszL


Obiekt umer 3003


W czasach PRL na przełomie lat 60/70-tych, powstały 3 obiekty specjalne (3001, 3002, 3003): schrony radzieckiej broni jądrowej. Obiekt 3001 powstał w Podborsku koło Białogardu, obiekt 3002 koło Jastrowia a obiekt 3003 w Templewie koło Lubniewic. W każdym obiekcie, wg. dostępnych informacji, były 2 schrony typu Mamut pozwalające przechować po 80 głowic. Schrony były wybudowane prostopadle do siebie i miały wejścia z dwóch stron, co stanowiło dodatkowe zabezpieczenie przed atakiem. Głowice atomowe przechowywane w schronach należały do Sowietów, ale w przypadku konieczności użycia miały być przekazane Ludowemu Wojsku Polskiemu. Na przełomie lat 70/80-tych powstał dodatkowy schron typu Granit dla kołowej wyrzutni rakietowej. Obiekty zmieniły wtedy charakter z magazynowego na magazynowo-bojowy.
Obiekt 3003 był użytkowany przez jednostki Armii Radzieckiej i ochraniany przez jednostki Specnazu. Obiekt ten po wycofaniu się jednostek Armii Radzieckiej był przez pewien czas nadzorowany przez wojsko a potem przekazany leśnictwu. W 2011 rozebrano największy schron Granit, wcześniej wyburzono część koszarową. Obecnie na terenie obiektu 3003 zostały dwa schrony Monolit.
Dojazd do obiektu 3003 to utwardzona droga prowadząca przez las. Poszukiwanie obiektów latem było utrudnione ze względu na drzewa – udało się nam przejechać dosłownie koło obiektów i ich nie zauważyć, dopiero drugie podejście zakończyło się sukcesem. Wejścia do magazynów były zablokowane płytami i ziemią, ale ciekawość ludzka nie zna granic i natrafiliśmy na potencjalne drogi dostania się do środka.


Obrazek
Obiekt numer 3003
fot. TomaszK

Obrazek
Obiekt numer 3003
fot. Czesio1

Obrazek
Obiekt numer 3003
fot. Czesio1

Obrazek
TomaszK przed obiektem numer 3003
fot. Czesio1

Obrazek
Czesio próbuje zajrzeć do wnętrza obiektu
fot. TomaszK

Obrazek
Wejście do obiektu
fot. TomaszK

Obrazek
Wnętrze obiektu 3003
fot. TomaszK

Obrazek
Wnętrze obiektu 3003
fot. Czesio1

Obrazek
Dwaj Tomasze dyskutują o obiekcie 3003
fot. Czesio1

Obrazek
Obiekt numer 3003 z drugiej strony
fot. Czesio1

Obrazek
Obiekt numer 3003 z drugiej strony
fot. TomaszK

Obrazek
Obiekt numer 3003 z drugiej strony
fot. TomaszK

Schron Granit, „długa betonowa rura” został rozebrany i pozostał tylko ziemny wąwóz otaczający ten były obiekt. W terenie można również znaleźć pozostałości okopów.

Obrazek
Ziemny wąwóz pozostałością po Schronie Granit
fot. Czesio1

Obrazek
Ziemny wąwóz pozostałością po Schronie Granit
fot. Czesio1

Obrazek
Ziemny wąwóz pozostałością po Schronie Granit
fot. Czesio1

Obrazek
Ziemny wąwóz pozostałością po Schronie Granit
fot. Czesio1

Przeżycia były niesamowite. Być na terenie obiektu, który pozostawał ściśle tajny przez około 30 lat i gdzie przechowywano głowice broni jądrowej, do potencjalnego użycia w przypadku kolejnej wojny na terenie Europy... mogłoby wtedy nie być tej relacji.

Obrazek
Betonowa droga przez las prowadząca do obiektów numer 3003
fot. TomaszK
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16814
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 617 razy
Otrzymał podziękowań: 314 razy

Re: 22 - Relacja z XXII Forowego Zlotu Szachownicowego Glisno 2025

Post autor: Czesio1 »

6. Czesio1


Gdy dzień był sceną, a wieczór opowieścią


Już od kilkunastu lat, wzorem poprzednich zlotów, sól naszych spotkań stanowią nie tylko konkursy i wieczorne rozmowy przy ognisku, ale także scenki książkowe – odgrywane w terenie fragmenty powieści, które na czas zlotu ożywają dzięki wyobraźni i zaangażowaniu uczestników. To one sprawiają, że książka przestaje być tylko lekturą, a staje się przygodą przeżywaną wspólnie, krok po kroku, scena po scenie. W tym roku szczególną rolę odegrali w nich najmłodsi — to dzieci stały się prawdziwymi bohaterami dziennej części zlotu.
Z entuzjazmem i odwagą w role książkowych postaci wcieliły się dzieci, które z naturalną swobodą przejęły scenę. Zaliczka została Zenobią, Kika – Hildą, Sonia – Kasią, Matylda – Wilhelmem Tellem, Antek – Tomaszem, Celina – Sokolim Okiem, Zdenek Blaha – Wiewiórką, a każda kolejna rola szybko nabierała życia, temperamentu i własnej interpretacji. Dziecięcym aktorom towarzyszyli także dorośli, którzy z przyjemnością weszli w swoje role, wspierając młodszych na scenie – Barabasz jako ojciec Tella oraz Adam w roli Fryderyka.


Obrazek
Za chwilę scena ożyje — młodzież i dzieci w rolach książkowych bohaterów
fot. TomaszK

Obrazek
Ostatnie instrukcje, chwile napięcia i dużo uśmiechu przed scenką
fot. TomaszK

Scenki rozgrywane były na trasie niczym kolejne rozdziały powieści. Było zdobywanie góry Czcibora, podczas którego Tomasz chwytem judo powalił Zenobię na ziemię, ku ogromnej radości obserwujących wszystko harcerzy.

„Zenobia westchnęła:
— Och, gdyby tu był Fryderyk...
— Pani sądzi, że on zaniósłby tam panią na rękach? — zakpiła Hilda.
A mnie nagle ułożył się w głowie żartobliwy wierszyk. Coś mnie podkusiło, żeby go wyrecytować:
Zachciało się raz Zenobii
Rzucić swoje stare hobby.
Bo to chyba pachnie nudą
Ciągle się zajmować dżudo.
Na tym kończy się limeryk 
Jej hobby stał się Fryderyk.
(…)
— Pan naprawdę myśli, że ja przestałam się zajmować dżudo? — powiedziała, zachodząc mnie od tyłu.
(…)
Zenobia nosiła spodnie. Lewą ręką chwyciłem ją za nogawki na wysokości kolana i zrobiłem obrót w lewo, jednocześnie postawiłem lewą nogę za jej lewą nogą.
Potem już tylko wystarczyło nacisnąć kolanem na jej nogę i ramieniem na ramię...
Nie spodziewała się kontrataku. Do tej pory tak łatwo przychodziło jej przewracać mnie na ziemię. A teraz tylko chwila i... jak długa leżała na miękkiej łączce.”



Obrazek
"To tam! Z tej góry brat Mieszka, Czcibor, uderzył na wojska Hodona"
fot. kadr z filmu zlotowego


Obrazek
"Pan naprawdę myśli, że ja przestałam się zajmować dżudo?"
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"Do tej pory tak łatwo przychodziło jej przewracać mnie na ziemię. A teraz tylko chwila i... jak długa leżała na miękkiej łączce"
fot. kadr z filmu zlotowego

Była kradzież pamiętnika przez Fryderyka w czasie zejścia bohaterów spod mauzoleum Haubitza.

„Hilda ucięła dyskusję:
— Ja wezmę puszkę z pamiętnikiem, a pan doktor i pan Tomasz będą moją asystą i konwojem. Wy także — uśmiechnęła się do chłopców, na co oni z powagą kiwnęli głowami. — Przyjechałam do Polski po pamiętnik, a skoro znalazł się on już w moich rękach, nie mogę go nikomu oddawać. Uważam, że jeśli ktoś się powinien narażać w tej sprawie, to właśnie ja. Tym bardziej że mam z Haubitzem i prywatne porachunki.
(…)
Urwałem. Pośliznąłem się na błotnistej i stromej ścieżce. Fiknąłem kozła i zjechałem kilka metrów w dół. Zjeżdżając podciąłem nogi Sokolego Oka, który również fiknął kozła i począł się zsuwać w dół. On podciął z kolei nogi schodzącej niżej Hildzie. Niemka krzyknęła i przewracając się wypuściła z ręki pudełko z pamiętnikiem, które zaczęło zjeżdżać po mokrej od mgły ścieżce.
(…)
Usiłowałem podnieść się z mokrej trawy, gdy jakaś potężna siła zwaliła mnie z nóg. Ktoś przewrócił mnie i zbiegł w dół.
„Fryderyk!” — przemknęło mi przez mózg okropne podejrzenie.
Zerwałem się z ziemi i znowu ktoś przewrócił mnie, z ogromnym rozpędem spadając na mnie z góry. Przebiegł ślizgając się na trawie i błotnistej ścieżce.
Trzy wystrzały z pistoletu jak ostre uderzenie bicza przeszyły mgłę.”


Obrazek
"Och, Boże, pozostawiłam pamiętnik!"
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"Jesteście wstrętni! Wstrętne chłopaki! Moja ciocia nigdy nie była podejrzana! Nigdy, nigdy, nigdy!"
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"Usiłowałem podnieść się z mokrej trawy, gdy jakaś potężna siła zwaliła mnie z nóg. Ktoś przewrócił mnie i zbiegł w dół."
fot. kadr z filmu zlotowego


Nie zabrakło też scenki pierwszego spotkania Zenobii i Tomasza — zakończonej, zgodnie z książkowym pierwowzorem, dwukrotnym użyciem chwytów judo — oraz pełnej humoru lekcji judo, podczas której Tomasz poznawał kolejne tajniki tej sztuki walki.

„— Cześć! — zawołała do Kasi. — Nie wiesz, czy obiad już gotów? Strasznie jestem głodna.
— Właśnie przed chwilą dzwonili na obiad. Czekamy tu na ciocię.
— Po co? Tyle razy ci mówiłam, żebyś sobie mną głowy nie zawracała. Ja sama trafię do stołówki.
— A to jest nasz nowy sąsiad. Pan Tomasz — przedstawiła mnie Kasia.
— Halo! — zakrzyknęła radośnie ciotka i podeszła do mnie z wyciągniętą ręką. — Bardzo mi miło pana poznać.
— Mnie również — odrzekłem.
Ledwie tylko moja dłoń znalazła się w jej ręce, nagle poczułem, że dzieje się ze mną coś niezwykłego. Wystarczył jej jeden ruch, a już leciałem na ziemię. Tuż nad samą ziemią przytrzymała mnie jednak i silnym chwytem postawiła z powrotem na nogi.
— Mięczak z pana — orzekła. — A już miałam nadzieję, że jakiś prawdziwy mężczyzna przyjechał.
— Bo pani mnie zaskoczyła — tłumaczyłem się zarumieniony ze wstydu.
— Prawdziwy mężczyzna nie daje się nigdy zaskoczyć. A zresztą możemy spróbować jeszcze raz.
To mówiąc znowu wyciągnęła do mnie rękę. Podałem jej swoją, tym razem jednak silniej wparłem się nogami w ziemię i tułów trochę pochyliłem do przodu. I znowu nie wiem, jak to się stało, ale nie wypuszczając mojej dłoni, ciotka Zenobia nagle znalazła się za moimi plecami. Wykręcona do tyłu ręka zaczęła piekielnie boleć i aby uniknąć bólu, grzecznie dałem się położyć na trawie.
— Powinien pan się uczyć dżudo — powiedziała Zenobia, podnosząc mnie z trawy.”


Obrazek
"Pan nie zna ciotki Zenobii. To nie jest zwykła ciotka"
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"A to jest nasz nowy sąsiad. Pan Tomasz."
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"Ledwie tylko moja dłoń znalazła się w jej ręce, nagle poczułem, że dzieje się ze mną coś niezwykłego. Wystarczył jej jeden ruch, a już leciałem na ziemię."
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"Jednym ruchem ciotka Zenobia zdjęła z twarzy okulary, ściągnęła z głowy kask motocyklowy. Zobaczyłem przed sobą śliczną dwudziestoparoletnią dziewczynę o delikatnych rysach twarzy i pięknych kasztanowych włosach."
fot. kadr z filmu zlotowego

„W pewnej chwili, uwolniwszy się od zdradliwego „krawata”, tak osłabłem, że upadłem na trawę i przez jakiś czas nie miałem sił podnieść się na nogi.
I właśnie wtedy z krzaków wikliny rozległ się głośny chichot. A potem ujrzałem ogromny nochal Sokolego Oka i chłopak wyszedł z ukrycia.
— No, panie Tomaszu — powiedział, nie przestając się śmiać — zdaje mi się, że tym razem pan jednak został pokonany. Rozłożył pana na obie łopatki.
— Kto? — burknąłem.
— Jak to: kto? — udał zdumienie Sokole Oko. — No ten, co pana przewrócił.
— Przecież widzisz, że tu nie ma nikogo.
— Nie ma? — znowu zdumiał się chłopak. — Chce mi pan wmówić, że walczył pan z panem Nikt? I tak się pan zziajał?
— Od dawna siedzisz w tych krzakach?
— Najpierw usłyszałem okropne sapanie i przybiegłem z pomocą. Wkrótce jednak zorientowałem się, że pan sobie sam poradzi ze swoimi wrogami, i pozostałem w krzakach. Pięknie pan walczył. Szkoda tylko, że na sam koniec dał się pan pokonać.
Postękując, z trudem podniosłem się z trawy.
— Może byś tak przestał kpić sobie ze mnie? — zaproponowałem. — Czy nie widzisz, że ledwo żyję?
— Niech pan nie traci ducha, panie Tomaszu. Następnym razem pan będzie zwycięzcą.
Machnąłem lekceważąco ręką i spojrzałem na zegarek.
— Boże drogi — westchnąłem. — To ja już dwie godziny trenuję? I ty przez cały ten czas obserwowałeś moje ćwiczenia?
— A tak — bezczelnie przyznał Sokole Oko. — Takiego kina jak żyję nie widziałem.”


Obrazek
"Na maleńkiej polance wśród wikliny staczałem jakieś okropne bitwy z wyimaginowanym przeciwnikiem"
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"Pięknie pan walczył. Szkoda tylko, że na sam koniec dał się pan pokonać."
fot. kadr z filmu zlotowego

Szczególnie zapadła w pamięć także zabawna scenka odegrana przed kościołem w Dolsku, gdzie bohaterowie skakali po kamiennej szachownicy niczym najprawdziwsze koniki szachowe.

„I Wiewiórka odskoczył od nas jak konik szachowy.
— Ej, Wiewiórka! — krzyknął za nim Sokole Oko. — Czy ty już tak zawsze będziesz skakał?
— A tak! — odkrzyknął Wiewiórka. — Bardzo fajnie się tak skacze. Spróbujcie, chłopaki. Może gdy tak będziemy skakali, wpadnie nam do głowy jakiś świetny pomysł rozwiązania zagadki?
Tell i Sokole Oko poszli za przykładem Wiewiórki. Trójka chłopców skakała przed kościołem jak polne koniki. Dołączyła się do nich i Kaśka, a obok niej, w podskokach biegał Sebastian, któremu ta zabawa bardzo się spodobała.
— Co oni robią? — zdumiała się Zenobia.
— Próbują rozwikłać zagadkę szachownicy — odpowiedziałem z powagą. — No, co pani Zenobio, może i my spróbujemy?
Rozpocząłem skoki, dwa do przodu i jeden w bok.
— Powariowali! — zawołała Zenobia.
— Panie doktorze, zapraszamy do skoków — kiwnąłem ręką na ojca Tella.
Doktor przykucnął i podskakując, dwa kroki w przód i jeden w bok, usiłował się do mnie zbliżyć. Więc ja, podobnie skacząc, uciekłem za Zenobię, potem za Fryderyka, Hildę, a wreszcie za pana Kuryłłę.
— Ja jestem czarny koń! — zawołał doktor. — Zaraz pana sprzątnę z szachownicy. Uwaga: atakuję! — i śmiesznie podskakując pędził w moim kierunku.
Tell i Sokole Oko narobili wrzasku, bo jeden drugiego usiłował wypchnąć przez furtkę cmentarną, czyli usunąć z szachownicy. Wiewiórka złapał za kark Sebastiana, twierdząc, że Sebastian jest hetmanem, którego on, konik szachowy, właśnie „sprzątnął”. Kasia wyrwała Sebastiana z rąk Wiewiórki i upierała się, że jest „królową”, więc ma prawo do „ruchu w każdą stronę”. Ja w dalszym ciągu uciekałem, a gonił mnie doktor. Zenobia pogroziła nam pięścią.
— Miejcie szacunek dla zabytków. Co ludzie we wsi pomyślą? Że przyjechali tu wariaci.”


Obrazek
"Tell i Sokole Oko poszli za przykładem Wiewiórki. Trójka chłopców skakała przed kościołem jak polne koniki. Dołączyła się do nich i Kaśka."
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"Doktor przykucnął i podskakując, dwa kroki w przód i jeden w bok, usiłował się do mnie zbliżyć. "
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"Miejcie szacunek dla zabytków. Co ludzie we wsi pomyślą? Że przyjechali tu wariaci."
fot. kadr z filmu zlotowego

Wszystkie scenki reżyserowała panna Monika, operatorem kamery był Czesio, a publiczność stanowili pozostali uczestnicy zlotu, którzy tym razem nie wcielili się w role aktorów. Śmiechu było co niemiara, a scena szybko stała się jednym z tych momentów, do których wraca się we wspomnieniach jeszcze długo po zakończeniu zlotu.

Obrazek
Scenki książkowe pod czujnym okiem reżyserki i operatora
fot. TomaszK

Obrazek
Panna Monika wyznacza sceny, Czesio łapie je w kadrze
fot. TomaszK

Tak właśnie dzień stawał się sceną — pełną ruchu, emocji i dziecięcej radości — a gdy słońce chyliło się ku zachodowi, scena powoli cichła, ustępując miejsca innemu rodzajowi przygody.
Wieczorem przy ognisku rozgrywały się rozmowy, które były nieodłączną częścią każdego zlotu – taką, bez której cały wyjazd wydawałby się niepełny. Gdy kończyło się dzienne wędrowanie śladami „Księgi strachów”, słońce znikało za linią drzew, przy ognisku zaczynają tańczyć płomienie, czas jakby przestaje płynąć. Rozmowy toczą się lekko, śmiech niesie się w ciepłym powietrzu, a na stołach pojawia się to, co każdy przywiózł z serca. Jest trójniak TomaszKa, dwójniak Mysikrólika, smalczyk i ogóreczki od Czesia, pieczona kiełbaska i dziesiątki smaków, które najlepiej smakują właśnie tu – w towarzystwie przyjaciół, w ciepły czerwcowy wieczór.
I właśnie wtedy było najlepiej widać, że ten zlot to nie tylko trasa, miejsca i literackie tropy, ale przede wszystkim ludzie. Bo choć przyjechaliśmy tu śladami Pana Samochodzika, to wieczorami tworzyliśmy własną opowieść.


Obrazek
Wspólne chwile przy jedzeniu i napitku
fot. Czesio1

Obrazek
Rozmowy przy stole pełnym smaków i radości
fot. Czesio1

Obrazek
Smakołyki, napitek i niekończące się opowieści
fot. TomaszK

W tym czasie młodsza część zlotowiczów zbierała się w sali balowej, wypełniając ją wesołymi rozmowami i zabawami, które, choć inne niż przy ognisku, niosły tę samą radość wspólnego przeżywania przygody.

Obrazek
Śmiech, zabawa i przygoda – w sali balowej też tętni życie zlotu
fot. TomaszK

Przy ognisku wędrowaliśmy już nie tylko śladami bohaterów książek, ale i własnych wspomnień. Wracały obrazy dawnych zlotów – tych sprzed lat i tych całkiem niedawnych, anegdoty, które z każdym kolejnym opowiedzeniem obrastały w nowe szczegóły, śmiechy i dopowiedzenia, a wszystko to układało się w ciąg dalszy naszej wspólnej kroniki.
Rozmowy wybiegły też w przyszłość. Co chwila zerkało się myślami ku następnemu wieczorowi i konkursowi, który w sali balowej dopinała w szczegółach Yvonne – pojawiały się domysły, żarty, nieśmiałe typowania i zapewnienia, że „to tylko zabawa” … choć wszyscy wiedzieliśmy swoje.
Nie mogło zabraknąć planów kolejnych wypraw. Przy ogniu kreśliliśmy już mapy przyszłorocznego zlotu żeglarskiego na Jezioraku, snuliśmy wizje portów, wiatrów i wieczorów na pokładzie, a obok tego rodziły się dziesiątki mniejszych i większych planów wyjazdowych – tych całkiem realnych i tych jeszcze na granicy marzeń.


Obrazek
Ognisko, które łączy przygody dnia z rozmowami wieczoru
fot. Czesio1

Obrazek
Pieczone kiełbaski przy zlotowym ognisku
fot. Czesio1

Obrazek
Uczestnicy zlotu przy ognisku
fot. Barabasz

Obrazek
Zlotowicze przy ogniu i w świetle płomieni
fot. Barabasz

Obrazek
Przy ognisku – wspólne chwile zlotu
fot. Barabasz

Obrazek
Uczestnicy zlotu przy ognisku na tle pałacu w Gliśnie
fot. Barabasz

Obrazek
Młodzież przy ognisku
fot. Barabasz

Takie rozmowy to esencja zlotu: bez pośpiechu, bez scenariusza, z myślami krążącymi między tym, co było, tym, co za chwilę, i tym, co dopiero przed nami.
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 9327
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 82 razy
Otrzymał podziękowań: 631 razy

Re: 22 - Relacja z XXII Forowego Zlotu Szachownicowego Glisno 2025

Post autor: TomaszK »

7. TomaszK


Gądno


Camping w Gądnie po raz pierwszy pojawił się jako miejsce samochodzikowe, podczas poprzedniego zlotu poświęconego „Księdze Strachów” w 2013 roku. Camping znajduje się nad Jeziorem Morzycko, do którego przylega miasteczko Moryń opisane w książce. Odwiedzając wtedy to miejsce uznaliśmy, że najbardziej pasuje na camping w Jasieniu, w którym zatrzymał się Tomasz.

Obrazek
Zlotowicze na campingu w Gądnie w 2013 roku
fot. misia

Obrazek
Camping w Gądnie w 2013 roku
fot. misia

Obrazek
Wnętrze domku na campingu w Gądnie w 2013 roku
fot. misia

Wtedy, w 2013 roku było to miejsce tętniące życiem. Co prawda infrastruktura pochodziła jeszcze z głębokiego PRL-u, ale ciągle było tu pełno wczasowiczów, działała stołówka, umywalnie i prysznice. Część domków była już wtedy pozamykana, bo nie spełniały norm sanitarnych, ale gospodarze otwarli nam domek, który wytypowaliśmy jako zajmowany przez Tomasza – ostatni w szeregu. Pamiętam, że wtedy w 2013 roku, zaprosiliśmy do zbiorowego zdjęcia starsze małżeństwo biwakujące w namiotach naprzeciwko. Byli bardzo tolerancyjni dla naszych dziwacznych interpretacji znaczenia tego akurat domku i nie dopytywali się o szczegóły. Widać było, że jeździli na ten upadający już wtedy camping, przez sentyment do dawnych biwaków.  
Minęło 12 lat. 
Camping jest już od dawna zamknięty i popada w ruinę, ale w bardzo malowniczy sposób. Naszym przewodnikiem jest Adam Nowiński, z którym mieliśmy przyjemność poznać się w 2013 roku w Moryniu. Wtedy zatrzymaliśmy się w prowadzonym przez niego schronisku młodzieżowym, które stało się naszą bazą wypadową.


Obrazek
Zlotowicze wsłuchani w głos przewodnika Adama
fot. Barabasz

Budynek stołówki został rozebrany, zawartość domków została rozszabrowana, a pozostała infrastruktura zarasta zielskiem wysokim na metr i krzakami wysokimi na kilka metrów. Ciągle jeszcze są widoczne latarnie promenady prowadzącej nad jezioro, chociaż samej promenady już nie ma.  Drewniany prostokąt na metalowym słupku wystający ponad gąszcz wskazuje, gdzie było boisko do koszykówki.

Obrazek
Camping w Gądnie
fot. TomaszK

Obrazek
Dawne boisko do koszykówki
fot. TomaszK

W budynku dawnej recepcji, nasz gospodarz opowiedział, dlaczego camping upadł, a przy okazji odczytaliśmy relację ze zwiedzania tego miejsca w 2013 roku.

Obrazek
Budynek dawnej recepcji
fot. Czesio1

Obrazek
Jeden z pokoi na piętrze dawnej recepcji
fot. Czesio1

Obrazek
Sala kominkowa w recepcji
fot. Czesio1

Obrazek
Zlotowicze słuchają z zaciekawieniem opowieści o Gądnie sprzed 12 lat
fot. Barabasz

Potem poszliśmy odszukać domki, które kiedyś wytypowaliśmy jako zamieszkałe przez bohaterów książki. Domki są ledwie widoczne spomiędzy krzewów które je otoczyły, a zielone gałęzie wchodzą do wnętrz przez otwarte drzwi i okna. Przed każdym domkiem szczątki drewnianej ławki, na których kiedyś wypijano poranną kawę.

Obrazek
Domki wczasowe na campingu
fot. TomaszK

Obrazek
Domki wczasowe na campingu
fot. Czesio1

Ale wnętrza, paradoksalnie zachowały się bardzo dobrze. Podłogi i boazerie w przyzwoitym stanie, podobnie tapczaniki (niektóre z nich wciąż przykryte są starymi kołdrami), szafy i szafki na ubrania, szyby w oknach całe, tylko lampy pozdejmowane i tablice z bezpiecznikami. W ścianach przetrwały jeszcze stare gniazdka, lecz kable zostały wyrwane, jakby ktoś odciął ostatni ślad dawnego życia budynku.

Obrazek
Wnętrza domków w ośrodku wczasowym
fot. TomaszK

Obrazek
Wnętrza domków w ośrodku wczasowym
fot. TomaszK

Obrazek
Ostatni domek w ośrodku wczasowym
fot. TomaszK

Następnym punktem było przejście resztkami promenady i przedarcie się przez dziurę w siatce do jeziora Morzyckiego.

Obrazek
Zlotowicze w drodze nad jezioro Morzycko
fot. Czesio1

Plaża bardzo wąska, tak jak kiedyś, a na plaży obudowane źródełko z płaskorzeźbą – pamiątka po czasach świetności tego kąpieliska.

Obrazek
Plaża nad jeziorem Morzycko
fot. Czesio1

Obrazek
Jezioro Morzycko
fot. Czesio1

Obrazek
Źródełko z płaskorzeźbą nad jeziorem Morzycko
fot. kadr z filmu zlotowego

Wracając z campingu jeszcze tylko tradycyjna zbiorówka, tym razem na tle transparentu kierującego na Polanę Pana Samochodzika.

Obrazek
Zlotowicze pry drogowskazie kierującym na Polanę Pana Samochodzika
fot. Adam

Na koniec zwiedzania Gądna nie mogło zabraknąć pamiątkowego zdjęcia z naszym niezwykle życzliwym i pełnym pasji przewodnikiem, Adamem Nowińskim.

Obrazek
Pamiątkowe zdjęcie uczestników zlotu za Adamem Nowińskim
fot. Adam
Awatar użytkownika
Barabasz
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 4179
Rejestracja: 25 sie 2015, 10:43
Miejscowość: Antoninów
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 214 razy
Otrzymał podziękowań: 243 razy

Re: 22 - Relacja z XXII Forowego Zlotu Szachownicowego Glisno 2025

Post autor: Barabasz »

8. Barabasz


Moryń


Moryń, odwiedziliśmy trzeciego dnia zlotu. W ten upalny dzień swoimi wehikułami, tłumnie zatrzymaliśmy się na placu należącym do restauracji „Porta Moryń”. Od strony centrum miasta oddzielał ją wysoki, siedmiometrowy kamienny mur, prawdziwa „ściana płaczu”.

Obrazek
Mury miejskie w Moryniu
fot. Czesio1

Jedną z dawnych bram weszliśmy w obręb centralnej części miejscowości leżącej nad jeziorem Morzycko.

Obrazek
Brama południowa Morynia
fot. Czesio1

Głównym celem był Kościół Świętego Ducha, położony jak to często bywa na lekkim wzniesieniu. Na jego dziedzińcu czekał już na nasz przewodnik. Ten mężczyzna w krótkich spodenkach i w koszulce z logo kapeli muzycznej „Dżem” okazał się proboszczem tej świątyni. Kościół wybudowany w XIII wieku z granitowych ciosów z w kwadratową wieżą zakończoną drewnianą barokową kopułą z tarczami zegara w każdym kierunku. Co ciekawe przez wieżę przechodził tzw „przejazd”, czyli takie przejście na wylot przez cały przekrój jej podstawy z którego było wejście do kościoła.

Obrazek
Kościół w Moryniu
fot. Czesio1

Obrazek
Kościół w Moryniu
fot. Czesio1

Obrazek
Kościół w Moryniu
fot. Czesio1

Co nas przywiodło do tego miejsca, oczywiście szachownice. Jedna z nich znajdowała się na zewnętrznej ścianie wieży i została szybko przez nas zlokalizowana mimo, iż nie była dosyć wyrazista.

Obrazek
Szachownica na kościele w Moryniu
fot. kadr z filmu zlotowego

Wnętrze kościoła było dosyć skromne, białe ściany i drewniany sufit, nieliczne zdobienia oraz współcześnie wykończona posadzka. Ołtarz obecnie jest w remoncie, odkryto starą kamienną podłogę oraz co dla nas najważniejsze: dwie szachownice okalające kwadratowe wgłębienia w ścianie przeznaczone do naczyń liturgicznych.

Obrazek
Kościół w Moryniu
fot. Czesio1

Obrazek
Kościół w Moryniu
fot. Czesio1

Obrazek
Kościół w Moryniu
fot. Czesio1

Obrazek
Kościół w Moryniu
fot. Czesio1

Obrazek
Kościół w Moryniu
fot. Czesio1

Obrazek
Kościół w Moryniu
fot. Czesio1

Obrazek
Kościół w Moryniu
fot. Mysikrólik

Obrazek
Remont podłogi za ołtarzem
fot. Czesio1

W bocznej części wnętrza znajdowała się tajna, wąska, spiralna i zagracona klatka schodowa prowadząca na poddasze kościoła, której nie omieszkano, przy okazji, przez nieliczną mniejszość spenetrować. Większość za to udała się na główną wieżę, która była dosyć obszerna, wyposażona w drewniane schody i prowadziła aż do dzwonnicy z 4 dzwonami. Z wieży podziwialiśmy widok na to niewielkie, urokliwe i zaskakująco ciche miasteczko oraz sąsiadujące jezioro.

Obrazek
PiTT wspina się na wieżę kościelną
fot. Mysikrólik

Obrazek
Wieża kościelna w Moryniu
fot. Czesio1

Obrazek
Wieża kościelna w Moryniu
fot. Czesio1

Obrazek
Wieża kościelna w Moryniu
fot. Czesio1

Obrazek
Wieża kościelna w Moryniu
fot. Mysikrólik

Obrazek
Wieża kościelna w Moryniu
fot. Czesio1

Obrazek
Wieża kościelna w Moryniu
fot. Czesio1

Obrazek
Jezioro Morzycko
fot. Czesio1

Obrazek
Moryń
fot. Czesio1

Następnie wszyscy, aczkolwiek w dwóch grupach udaliśmy się na główny plac obok ratusza i zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie przy fontannie Wielkiego Raka w Moryniu, bohatera jednej z legend miasta.

Obrazek
Fontanna Wielkiego Raka w Moryniu
fot. Czesio1

Obrazek
Fontanna Wielkiego Raka w Moryniu
fot. Czesio1

Obrazek
Mini zbiorówka przy Wielkim Raku
fot. Czesio1

Z uwagi na napięty plan tego dnia, zwiedzanie reszty miasta zredukowaliśmy do minimum, zrezygnowaliśmy m.in. z obejrzenia pozostałości i rozwalin pobliskiego zamku oraz reszty murów miasta, a także jego starej zabudowy, za to punktualnie udaliśmy się na smaczny obiad.

Obrazek
Obiad w restauracji w Moryniu
fot. Czesio1

Obrazek
Obiad w restauracji w Moryniu
fot. Czesio1
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16814
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 617 razy
Otrzymał podziękowań: 314 razy

Re: 22 - Relacja z XXII Forowego Zlotu Szachownicowego Glisno 2025

Post autor: Czesio1 »

9. Czesio1


Dolsko


Po opuszczeniu Morynia wyruszyliśmy na poszukiwanie zagadkowych szachownic, śladem wskazówek z "Księgi strachów". Na kartach książki Zbigniew Nienacki tak ułożył trasę głównych bohaterów, że śladów tajemniczych szachownic trzeba było szukać w różnych zakątkach regionu. Jak pisał:

„Kuryłło miał jednak tę wyższość nad nami, że posiadał dodatkowe informacje od Klausa, czyli wprost od Haubitza. Powiedziano mu: w obserwatorium są dwie szachownice, po jednej — na kościele w Jasieniu, na kamieniu w Topielcu, na kamieniu w Czarnem, na kościołach w Dolsku i w Lubiechowie Górnym. A trzy szachownice znajdują się w grobowcu Hermanna von Haubitz.”

I tak, w upalne piątkowe popołudnie, kawalkadą samochodów dotarliśmy do bram kościoła w Dolsku. Otworzyliśmy je i wybrukowaną „kocimi łbami” alejką wśród drzew przeszliśmy do wrót świątyni. Podobnie jak główni bohaterowie książki, od razu zauważyliśmy szachownicę na kamiennym obramowaniu kościoła. Choć według informacji książkowych kościół w ciągu tygodnia jest zamknięty, dzięki uprzejmości naszego wspaniałego przewodnika po Gądnie, Adama Nowińskiego, drzwi do świątyni zostały dla nas wcześniej otwarte, abyśmy mogli wejść do chłodnego wnętrza i ochłodzić nasze rozentuzjazmowane głowy.

„Słońce przedarło się przez chmury i natychmiast zrobiło się upalnie, a nawet parno. Po kilku kilometrach, za zakrętem drogi, uwidoczniła się przed nami zielona, zwarta kępa drzew. Była to wieś Dolsko. Po lewej stronie na wzgórzu stał otoczony starymi drzewami romański kościółek z XIII wieku.
Zatrzymaliśmy samochody na błotnistej drodze obok cmentarza. Sam kościółek był maciupeńki, miał tylko dużą, czworoboczną wieżę romańską. Wejście do wieży obramowane było portalem. Nieco z boku widniały drzwi do krętego korytarza ze stromymi schodami prowadzącymi w górną część wieży. Czubek wieży wydawał się, jak gdyby ucięty i tam właśnie — zabawny i nigdzie dotąd przez mnie nie widziany szczegół — uwiły sobie gniazdo dwa bociany. Ich wesoły klekot powitał nas, gdy podeszliśmy pod portal.
Kościół był zamknięty. W sąsiedniej zagrodzie poinformowano nas, że otwiera się go tylko w niedzielę.
Z pobliskiej miejscowości, gdzie mieści się kościół parafialny, przyjeżdża wtedy do Dolska wikary i odprawia nabożeństwo dla wiernych. Nie zamknięte natomiast okazało się boczne wejście na wieżę.
Pierwszy zauważył szachownicę Sokole Oko. Nie darmo nosił swoje przezwisko. Należało odejść od portalu na kilka kroków i pod pewnym kątem spojrzeć na kamienne obramowanie. Z tej odległości widziało się po lewej stronie, na trzecim kamieniu od dołu — wyraźny znak szachownicy.
— Jest szachownica. I co z tego? — powiedziałem wzruszywszy ramionami.
Ogarnęło mnie rozczarowanie. Oglądanie kościołów, na których ktoś wyrzeźbił ów tajemniczy znak, wydawało mi się bezsensowne.
Pomyślałem, że być może odnajdziemy jeszcze dziesięć starych kościołów z szachownicami i nie będziemy ani o odrobinę mądrzejsi.
Wiewiórka skakał przed portalem ruchem konika szachowego. Wyglądało to zabawnie i cała sprawa z tajemniczą szachownicą nagle wydała mi się śmieszna.
(…)
— Ej, Wiewiórka! — krzyknął za nim Sokole Oko. — Czy ty już tak zawsze będziesz skakał?
— A tak! — odkrzyknął Wiewiórka. — Bardzo fajnie się tak skacze. Spróbujcie, chłopaki. Może gdy tak będziemy skakali, wpadnie nam do głowy jakiś świetny pomysł rozwiązania zagadki?
Tell i Sokole Oko poszli za przykładem Wiewiórki. Trójka chłopców skakała przed kościołem jak polne koniki. Dołączyła się do nich i Kaśka, a obok niej, w podskokach biegał Sebastian, któremu ta zabawa bardzo się spodobała.
— Co oni robią? — zdumiała się Zenobia.
— Próbują rozwikłać zagadkę szachownicy — odpowiedziałem z powagą. — No, co pani Zenobio, może i my spróbujemy?
Rozpocząłem skoki, dwa do przodu i jeden w bok.
— Powariowali! — zawołała Zenobia.
— Panie doktorze, zapraszamy do skoków — kiwnąłem ręką na ojca Tella.
Doktor przykucnął i podskakując, dwa kroki w przód i jeden w bok, usiłował się do mnie zbliżyć. Więc ja, podobnie skacząc, uciekłem za Zenobię, potem za Fryderyka, Hildę, a wreszcie za pana Kuryłłę.
— Ja jestem czarny koń! — zawołał doktor. — Zaraz pana sprzątnę z szachownicy. Uwaga: atakuję! — i śmiesznie podskakując pędził w moim kierunku.
(…)
— Miejcie szacunek dla zabytków. Co ludzie we wsi pomyślą? Że przyjechali tu wariaci.
Hilda wskazała dłonią wieżę.
— Może pójdziemy na górę? Drzwi są otwarte...
Przestaliśmy skakać.
— To jest dobry pomysł — stwierdziłem. — Tylko że tam na górze, zdaje się, osy mają swoje gniazdo.
— Wejdziemy bardzo ostrożnie. Może nas nie pogryzą — pocieszał nas Fryderyk.
Zebraliśmy się przed otwartymi drzwiami. Drzwi były wąskie, tak samo wąski okazał się mroczny korytarz ze schodami na górę.
Uformowaliśmy się w długi rząd i, prowadzeni przez Zenobię, wkroczyliśmy w mrok.
(…)
Korytarz miał dwa załomy i zaraz znaleźliśmy się na widnej platformie pierwszego piętra. Wyżej już schodów nie było. W suficie czerniał ciemny otwór, do którego można było wejść tylko po drabinie, która stała nieco z boku, oparta o ścianę.
Na platformie znajdowało się ogromne okno bez szyb. Właśnie tędy wpadały z dworu osy i niknęły w czarnym otworze. Ich gniazdo mieściło się więc o piętro wyżej.
— No co? Wchodzimy tam? — zapytała Zenobia.
Chłopcy przystawili drabinę do otworu i zaczęli piąć się po spróchniałych szczeblach.
— Nie wejdę tam za żadne skarby zdecydowanie rzekła Kasia. — Tam jest chyba milion os. Słyszycie, jak brzęczą?
Nastawiliśmy uszu. Rzeczywiście, z ciemnego otworu w suficie dochodziło nas głośne brzęczenie wielu owadów.
Chłopcy zawahali się, ale Sokole Oko pierwszy przemógł tchórzostwo i wsadził głowę w otwór. Zlękła się os także i Zenobia. Zapewne wyobraziła sobie, jak okropnie wyglądać będzie jej delikatna buzia, kiedy wbiją się w nią żądła owadów.
— Jestem pewna, że tam na górze są tylko kurz i śmiecie — odezwała się, wzruszywszy ramionami.
Hilda również zrezygnowała z wejścia na górę.
— Byłam tam z Weberem i Klausem. Nie ma nic ciekawego. Kamienny pokój bez okien i również otwór w suficie, prowadzący na strych wieży.”


Obrazek
Kamienny trakt okalający kościół w Dolsku zaprasza w podróż śladami Pana Samochodzika
fot. Czesio1

Obrazek
Kościół w Dolsku widziany z zewnątrz
fot. Czesio1

Obrazek
Imponująca główna wieża kościoła w Dolsku
fot. Czesio1

Obrazek
Widok zewnętrzny kościoła w Dolsku
fot. Barabasz

Obrazek
Fasada i bryła kościoła w Dolsku
fot. Barabasz

Obrazek
Szachownica na kamiennym obramowaniu kościoła w Dolsku
fot. Czesio1

Jak mogliśmy się spodziewać, kościół był pusty. Weszliśmy do środka, delektując się przyjemnym chłodem grubych murów. Świątynia była malutka – zaledwie cztery rzędy ławek, mieszczące nie więcej niż pięćdziesiąt osób. Czy tylu wiernych faktycznie bywa w Dolsku i okolicy, tego nie mogliśmy sprawdzić. Dość powiedzieć, że choć mały, kościół emanował niezwykłym klimatem ciszy i tajemnicy.

Obrazek
Wnętrze dolskiej świątyni
fot. Czesio1

Obrazek
Scena ukrzyżowania Jezusa Chrystusa w dolskiej świątyni
fot. Barabasz

Obrazek
Wnętrze dolskiej świątyni z perspektywy kilku schodków
fot. Czesio1

Tak jak w książce, drzwi na wieżę kościelną nie były zamknięte – jedynie na skoblu wisiała niezasunięta kłódka. Ostrożnie ją zdjęliśmy i kamiennymi, wąskimi schodami krok po kroku wspinaliśmy się do góry. Na pierwszej platformie schody się kończyły, dalej prowadziły już tylko drewniane, wąskie drabiny. Oczywiście nie omieszkaliśmy wspiąć się nimi na sam szczyt wieży. Na górze czekał nas m.in. ogromny dzwon - czy nadal używany, tego również nie mogliśmy sprawdzić.

Obrazek
Kamienne schody prowadzące na wieżę kościoła w Dolsku
fot. Czesio1

Obrazek
Dzwon na kościelnej wieży w Dolsku
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
Na wieży kościelnej
fot. Barabasz

Obrazek
Kościelny dzwon na wieży dolskiej świątyni
fot. Czesio1

Po eksploracji kościelnej wieży dołączyliśmy do części zlotowiczów, którzy pozostali na dole, odpoczywając na kamiennym murku przed kościołem.

Obrazek
Chwila wytchnienia w miejscu, gdzie czas płynie wolniej
fot. Barabasz

Ostatnim punktem tego zlotowego etapu była bardzo zabawna scenka książkowa, którą odegraliśmy właśnie przed kościołem w Dolsku. Ale o tym opowie już ktoś inny w dalszej części opowieści.
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16814
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 617 razy
Otrzymał podziękowań: 314 razy

Re: 22 - Relacja z XXII Forowego Zlotu Szachownicowego Glisno 2025

Post autor: Czesio1 »

10. Czesio1


Śladami szachownic: Czachów, Lubiechów Górny i Chwarszczany


Następny etap zlotowej wędrówki śladami zagadkowych szachownic poprowadził nas szlakiem kolejnych sakralnych miejsc regionu — od kościoła w Czachowie, przez świątynię w Lubiechowie Górnym, aż po niezwykły przystanek na trasie powrotnej, jakim była Kaplica Templariuszy w Chwarszczanach. Choć pierwszy z tych obiektów nie pojawia się na kartach „Księgi strachów”, leżał dokładnie na naszej drodze z Dolska do Lubiechowa Górnego, dlatego bez wahania postanowiliśmy zajrzeć także tam. Na miejscu byliśmy umówieni z przewodnikiem, którego - jak kilka innych zlotowych niespodzianek - zorganizował nasz przyjaciel Adam Nowiński z Morynia.
Zaparkowaliśmy wehikuły na poboczu głównej szosy, tuż przy parkanie otaczającym teren kościelny. Wokół panowała cisza - przy świątyni nie było nikogo, jakby czas na chwilę się zatrzymał. Rozglądaliśmy się za naszym przewodnikiem, lecz okazało się, że jest już w drodze i lada moment powinien dotrzeć na miejsce. Korzystając z tej krótkiej chwili oczekiwania, obeszliśmy kościół dookoła, uważnie przyglądając się jego bryle i robiąc zdjęcia z każdej strony, jakbyśmy spodziewali się odnaleźć tu kolejny ślad dawnych tajemnic.


Obrazek
Kościół w Czachowie - punkt na trasie zlotu śladami szachownic
fot. Czesio1

Obrazek
Kościół w Czachowie – punkt na trasie zlotu śladami szachownic
fot. Czesio1

Obrazek
Kwiatowy dywan Bożego Ciała prowadzący do kościoła w Czachowie
fot. Czesio1

Obrazek
Zlotowicze w oczekiwaniu na przewodnika z kluczem do świątyni
fot. Czesio1

Obrazek
Świątynia w Czachowie, której ściany kryją historię i tajemnicze symbole
fot. Czesio1

Po kilku minutach na miejsce dotarł nasz przewodnik i, sięgając po pęk kluczy, otworzył drzwi świątyni. Podobnie jak wcześniej w Dolsku, od progu otulił nas przyjemny chłód starych murów. Z ciekawością przyglądaliśmy się zachowanym freskom na ścianach kościoła, aż w końcu - za chrzcielnicą - odnaleźliśmy kolejny intrygujący znak szachownicy. Rozpoczynając swoją opowieść, przewodnik nawiązał do książki "Średniowieczne kościoły granitowe Pomorza Szczecińskiego i Nowej Marchii" autorstwa Dariusza Piaska, w której szachownice na kościołach tego regionu interpretowane są jako graficzne przedstawienie nieba. Za autorem spróbował też pobudzić naszą wyobraźnię: oto jesteśmy ludźmi średniowiecza, zmierzamy na nabożeństwo, a widok szachownicy przypomina nam, że przekraczamy próg miejsca będącego namiastką nieba na ziemi. Ta interpretacja sprawiła, że spojrzeliśmy na wnętrze świątyni zupełnie inaczej. Surowe, kamienne mury, stonowane światło sączące się przez niewielkie okna i chłód panujący wewnątrz przestawały być jedynie elementami architektury, a zaczynały tworzyć przestrzeń wyciszenia i skupienia. Szachownica, z pozoru prosty znak wyryty w kamieniu, nabierała głębszego znaczenia — stawała się symbolem przejścia między światem codziennym a sferą sacrum, zaproszeniem do przekroczenia granicy między tym, co ziemskie, a tym, co niebiańskie. Łatwo było wyobrazić sobie średniowiecznych wiernych, którzy dokładnie w tym miejscu zatrzymywali na chwilę wzrok, zanim weszli do środka, świadomi, że wkraczają w przestrzeń mającą być odbiciem porządku wyższego.

Obrazek
Wnętrze kościoła w Czachowie – miejsce modlitwy i refleksji
fot. Czesio1

Obrazek
Organy w czachowskiej świątyni
fot. Czesio1

Obrazek
Gotyckie freski w czachowskiej świątyni
fot. Czesio1

Obrazek
Szachownica - znak samochodzikowy w czachowskiej świątyni
fot. Czesio1

Obrazek
Gotyckie freski w czachowskiej świątyni
fot. Czesio1

Obrazek
Gotyckie freski w czachowskiej świątyni
fot. Czesio1

Nasyceni opowieściami przewodnika i wciąż pod wrażeniem odkrytych symboli ruszyliśmy dalej, nie zwalniając tempa. Kolejny punkt na naszej trasie prowadził do Lubiechowa Górnego - miejsca, które tym razem nie tylko znaliśmy z mapy, ale przede wszystkim z kart „Księgi strachów”. To tutaj literacka przygoda Nienackiego miała swój wyraźny ślad, a my jechaliśmy z poczuciem, że za chwilę fikcja znów spotka się z rzeczywistością. Gdy świątynia zaczęła majaczyć przed nami, nikt już nie miał wątpliwości: wkraczamy na teren dobrze znany bohaterom książki:

"Po południu, około godziny czwartej, kamienista droga zawiodła nas do Lubiechowa Górnego. W otoczeniu starych drzew stał tam kościół romański z XIII wieku. Na jego portalu, po lewej stronie — znak szachownicy widniał wyraźnie, jak nigdzie dotąd. Obejrzeliśmy go, a potem wróciliśmy do samochodu. Okazało się, że wszyscy jesteśmy już zniechęceni rozwiązywaniem zagadki, która zdawała się nie mieć żadnego rozwiązania. Spodziewałem się, że w Lubiechowie Górnym, przy trzecim znaku szachownicy, pan Kuryłło może zdecyduje się uchylić rąbka swej tajemnicy. Lecz, podobnie jak i my, spojrzał na szachownicę bez większego zainteresowania i nie powiedziawszy ani słowa, odszedł do samochodu.".

Tu niestety czekała nas niemiła niespodzianka - kościół w Lubiechów Górny, który według zapowiedzi miał być otwarty, okazał się szczelnie zamknięty. Nie pozostało nam więc nic innego, jak obejść świątynię dookoła, przyjrzeć się jej z zewnątrz i wysłuchać opowieści przewodnika snutych na kościelnym terenie.

Obrazek
Świątynia w Lubiechowie Górnym, miejsce znane z „Księgi strachów”
fot. Czesio1

Obrazek
Widok na kościół w Lubiechowie Górnym - punkt na zlotowej trasie
fot. Czesio1

Obrazek
Chwila, gdy słowa przewodnika stają się obrazem
fot. Czesio1

Obrazek
Kościół w Lubiechowie Górnym – widok z zewnątrz
fot. Czesio1

Obrazek
Tajemnicze wejście w bocznej ścianie kościoła
fot. Czesio1

Na szczęście tajemniczą szachownicę przy wejściu odnaleźliśmy bez najmniejszego trudu. I choć drzwi do wnętrza pozostały zamknięte, przez krótką chwilę znów poczuliśmy się jak bohaterowie „Księgi strachów” - członkowie Związku Tajemniczej Szachownicy, powołanego do życia, by odnaleźć pamiętnik Konrada von Haubitz.

Obrazek
Symbol szachownicy odkryty na murach kościoła w Lubiechowie
fot. Czesio1

Obrazek
Szachownica na murach kościoła w Lubiechowie
fot. Czesio1

Młodsza część zlotowej ekipy, lekko zmęczona opowieściami o historii kościołów, rozsiadła się na parkanie otaczającym teren świątyni i oddała wesołym pogawędkom. Śmiech i żarty wypełniły przestrzeń, tworząc kontrast do powagi przewodnika i sprawiając, że atmosfera zlotu nabrała kolejnego, radosnego kolorytu.

Obrazek
Młodzież w swoim świecie, trochę z dala od opowieści przewodnika
fot. Czesio1

Na zakończenie zwiedzania, z dala od oka przewodnika, część najbardziej dociekliwych zlotowiczów dostrzegła boczne wejście do kościoła i postanowiła zajrzeć do środka. Co tam zobaczyli, pozostanie ich słodką tajemnicą — a nam zdecydowanie nie wypada o tym oficjalnie pisać. Niech ta mała przygoda pozostanie w sferze legend zlotowych, dodając tylko odrobinę pikanterii do wspomnień z Lubiechowa Górnego.
Podziękowaliśmy naszemu przemiłemu przewodnikowi i ruszyliśmy w drogę powrotną do bazy noclegowej. Tym razem nie jechaliśmy zwartą kawalkadą samochodów — każdy miał już czas dla siebie, choć większość z nas obiecała sobie wstąpić po drodze do Chwarszczan. Niektórzy spieszyli się tak bardzo, że nie zauważyli stojących na poboczu chłopców radarowców. Na szczęście prędkość nie została nadmiernie przekroczona i skończyło się jedynie na pouczeniu. 
Kaplica Templariuszy w Chwarszczanach, podobnie jak podczas naszego pierwszego pobytu tu przed dwunastu laty, była ponownie zamknięta. Znowu mogliśmy zrobić tylko kilka zdjęć z zewnątrz, a potem czas było wracać do naszego pałacu w Gliśnie, z myślą o kolejnych zlotowych przygodach, które czekały na nas już następnego dnia.


Obrazek
Średniowieczna kaplica w Chwarszczanach, miejsce pełne tajemnic
fot. Czesio1

Obrazek
Okazała Kaplica Templariuszy w Chwarszczanach
fot. Czesio1

Obrazek
Kaplica Templariuszy w Chwarszczanach – widok z zewnątrz
fot. Czesio1
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16814
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 617 razy
Otrzymał podziękowań: 314 razy

Re: 22 - Relacja z XXII Forowego Zlotu Szachownicowego Glisno 2025

Post autor: Czesio1 »

11. Czesio1


Zlotowy konkurs samochodzikowy


Konkurs to od lat jeden z najważniejszych punktów każdego zlotu. To właśnie on odróżnia spotkania nieformalne od oficjalnych zlotów forum – bez konkursu samochodzikowego zlot po prostu nie mógłby się tak nazywać. 
Tegoroczną rywalizację przygotowała Yvonne, proponując konkurs w wersji drużynowej. Uczestnicy mierzyli się z kilkudziesięcioma pytaniami, w większości punktowanymi za jeden punkt, choć nie brakowało również trudniejszych wyzwań wycenionych na dwa i trzy punkty. Całość uzupełniały cztery zadania tematyczne, a o wyborze zarówno pytań, jak i zadań decydowali kapitanowie drużyn, losując kolejne numery.
Organizatorka podzieliła uczestników na trzy drużyny, nawiązujące do świata „Księgi strachów”. Pierwszą z nich była Młodzież, w której skład weszli Sokole Oko, Wilhelm Tell, Wiewiórka i Kasia. Drugą drużynę stanowiła Załoga Tomasza, tworzona przez Tomasza, Hildę i doktora, natomiast trzecią - Czarne charaktery, reprezentowane przez Klausa, Fryderyka i Kuryłłę. O tym, kto wcieli się w poszczególne postacie, zdecydowało losowanie karteczek z tajemniczego woreczka, co już na starcie wprowadziło sporo emocji i uśmiechów. Ponieważ chętnych do udziału w konkursie było więcej niż wylosowanych ról, każdą z drużyn zasiliły dodatkowo osoby gotowe wspierać swoich książkowych bohaterów wiedzą, pamięcią i dobrą podpowiedzią.
Po krótkim wprowadzeniu i przedstawieniu drużyn nadszedł moment, na który wszyscy czekali – konkurs został oficjalnie rozpoczęty.


Obrazek
Yvonne zadaje pierwsze konkursowe pytanie
fot. kadr z filmu zlotowego

Sala balowa szybko wypełniła się emocjami, gwarą i skupieniem, które towarzyszyły kolejnym losowaniom pytań. Drużyny pochylały się nad odpowiedziami, trwały krótkie, czasem burzliwe narady, a co chwilę wybuchały śmiech lub westchnienia ulgi – zwłaszcza wtedy, gdy los okazywał się łaskawy. Kapitanowie z uwagą losowali numery, a każde kolejne pytanie niosło ze sobą niepewność, czy przyniesie łatwy punkt, czy zmusi do intensywnego sięgania w zakamarki pamięci.
Po pierwszych emocjach przyszedł czas na właściwą próbę pamięci i uważnej lektury „Księgi strachów”. Pytania obejmowały zarówno drobne szczegóły fabuły, jak i bardziej złożone wątki, a ich punktacja rosła wraz z poziomem trudności. Za jeden punkt padały pytania pozornie proste, takie jak: kto pisał relacje w harcerskiej księdze strachów, jaki samochód miał Fryderyk, kiedy zaczyna się akcja książki czy jaki sport uprawiali rodzice Kasi. Były też takie, które wymagały sięgnięcia pamięcią głębiej — choćby o imię von Haubitza zafascynowanego astronomią. Wiele z tych odpowiedzi padało niemal natychmiast, a drużyny imponowały doskonałą pamięcią i znakomitą znajomością książki.
Wraz z pytaniami za dwa i trzy punkty poprzeczka wyraźnie się podnosiła. Kto palił papierosy w książce? - to jedno z pytań za dwa punkty, które na chwilę zatrzymywało rozmowy przy stolikach i skłaniało do szybkich narad. Jeszcze więcej emocji budziły pytania najwyżej punktowane: o wszystkie pływające pojazdy pojawiające się podczas akcji książki, o szczegółowy opis motocykla Zenobii czy o imię zaufanego lokaja Johanna von Haubitz, jego więzienną przeszłość i długość odbytej kary. Tu odpowiedzi rodziły się już zespołowo - wśród szeptów, wymiany argumentów i nerwowego liczenia punktów w myślach.


Obrazek
Burza mózgów w drużynie Czarnych Charakterów
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
Trzy punkty w grze – emocje rosną
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
Skupienie przed kolejnym pytaniem
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
Głos Załogi Tomasza – PiTT
fot. kadr z filmu zlotowego

Gdy pytania sprawdziły pamięć i znajomość szczegółów „Księgi strachów”, przyszedł czas na zadania tematyczne, które pozwalały wykazać się wyobraźnią, pomysłowością i aktorskim zacięciem. Każde z nich miało swój tytuł i własny charakter, a o tym, które zadanie trafi do danej drużyny, ponownie decydował los. Yvonne odczytywała wylosowane zadania kolejno poszczególnym drużynom, a już po pierwszych słowach było wiadomo, że łatwo nie będzie.
Wśród zadań znalazły się m.in.: narysowanie i opisanie mauzoleum wraz z jego otoczeniem, przedstawienie ośrodka wczasowego, w którym mieszkał Pan Samochodzik, odegranie sceny nauki judo na polance między krzakami, a także wspólne zadanie polegające na inscenizacji momentu, w którym napastnik obezwładnia Pana Samochodzika niedaleko ruin obserwatorium, połączone z opisem tej sceny.
Po ogłoszeniu treści zadania każda z drużyn otrzymywała kilka, a czasem nawet kilkanaście minut na przygotowanie swojej odpowiedzi — graficznej lub aktorskiej, w zależności od charakteru wyzwania. W sali balowej natychmiast robiło się gwarno: jedni pochylali się nad kartkami i długopisami, inni próbowali ustawić role, gesty i ruchy sceniczne, a wszystko to w atmosferze skupienia, śmiechu i twórczego chaosu, który najlepiej świadczył o tym, że konkurs wkroczył w swoją najbardziej barwną odsłonę.


Obrazek
Zadanie tematyczne w wykonaniu Czarnych Charakterów
fot. Czesio1

Obrazek
Twórcze wyzwanie drużyny Młodzieży
fot. Czesio1

Obrazek
Przygotowania Załogi Tomasza do zadania tematycznego
fot. Czesio1

Obrazek
Zadanie tematyczne w wykonaniu Czarnych Charakterów – mauzoleum i jego okolice odtworzone rysunkiem i słowem
fot. Czesio1

Obrazek
Zadanie tematyczne w wykonaniu drużyny Młodzieży – ośrodek wczasowy Pana Samochodzika narysowany i opisany słowem
fot. Czesio1

Obrazek
Zadanie tematyczne Załogi Tomasza – judo Pana Samochodzika wśród krzaków i trawy
fot. Czesio1

Obrazek
Zadanie tematyczne Załogi Tomasza – judo Pana Samochodzika wśród krzaków i trawy
fot. Czesio1

Obrazek
Ukłon Załogi Tomasza po wykonaniu zadania tematycznego
fot. Czesio1

Yvonne przygotowała o jedno zadanie tematyczne więcej niż było drużyn, i postanowiła, by żadne z nich nie pozostało niewykorzystane. Zaproponowała więc, aby tym razem wszystkie zespoły połączyły siły i wspólnie zmierzyły się z dodatkowym wyzwaniem. Drużyny wybrały swoich przedstawicieli, którzy mieli wystąpić w imieniu całej zlotowej społeczności. Odegrali oni scenę, w której napastnik obezwładnia Pana Samochodzika w pobliżu ruin obserwatorium, jednocześnie opisując jej przebieg. Wspólna inscenizacja wymagała szybkiego porozumienia i sprawnego podziału ról, lecz efekt końcowy pokazał, że współpraca między drużynami przebiegła bez zarzutu. Scenka była czytelna, dynamiczna i - co najważniejsze - dostarczyła zarówno wykonawcom, jak i widzom mnóstwo dobrej zabawy.

Obrazek
Przedstawiciele wszystkich drużyn przygotowują się do kolejnego zadania tematycznego – odegrania sceny, w której napastnik obezwładnia Pana Samochodzika niedaleko ruin obserwatorium, i opisania tej sceny
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"Tajemniczy osobnik szedł dość szybko, wkrótce znalazł się za trzecim zakrętem ścieżki. Wtedy ostrożnie opuściłem krzaki i zacząłem skradać się za nim."
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"Tajemniczy osobnik zapewne szukał dogodnego przejścia przez mur. Potem zgasił latarkę, wspiął się na kamienie i zniknął po drugiej stronie."
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"Zrobiłem dokładnie to samo co on. W tym samym, miejscu wspiąłem się na kamienie i przeskoczyłem przez mur."
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"Lecz gdy stanąłem po drugiej stronie, raptem silne ręce chwyciły moją głowę, czyjaś dłoń przycisnęła mi coś do ust."
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"Panie Tomaszu! Panie Tomaszu! Niech się pan zbudzi!"
fot. kadr z filmu zlotowego

Na zakończenie Yvonne ogłosiła wyniki konkursu. Bezapelacyjnym zwycięzcą okazała się Załoga Tomasza, która przez całą rywalizację imponowała świetną znajomością książki i doskonałą współpracą. Drugie miejsce zajęła ekipa Młodzieży, a tuż za nią, dosłownie o włos, uplasowała się drużyna Czarnych Charakterów.

Obrazek
Finał konkursu i chwila prawdy - Yvonne podaje wyniki
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
Zwycięska drużyna – Załoga Tomasza
fot. kadr z filmu zlotowego

Po ogłoszeniu rezultatów przyszedł czas na nagrody. Organizatorka zadbała o to, by nikt nie wyszedł z pustymi rękami — na uczestników czekały przypinki z bajek z czasów PRL-u, zakładki do książek, długopisy, a dla najmłodszych także kolorowe widokówki, które stały się miłym i sentymentalnym zwieńczeniem konkursowych emocji.

Obrazek
Nagrody dla zwycięzców: kolorowe przypinki z bajek PRL-u
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
Marysia, pomoc organizatora, z przypinką z bajek z czasów PRL-u
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
Zwycięzcy z konkursowymi trofeami - przypinki z bajek PRL-u, które wywołały niejeden uśmiech
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
Drużyna Młodzieży zdobywa drugie miejsce w konkursie i nagrody w postaci zakładek do książek
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
Czarne Charaktery zdobywają trzecie miejsce w konkursie i otrzymują zakładki do książek
fot. kadr z filmu zlotowego

Konkurs zakończył się wspólnym zdjęciem uczestników z organizatorką, które na długo pozostanie miłą pamiątką tego wieczoru.

Obrazek
Uczestnicy konkursu z organizatorką, Yvonne
fot. TomaszK
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 9327
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 82 razy
Otrzymał podziękowań: 631 razy

Re: 22 - Relacja z XXII Forowego Zlotu Szachownicowego Glisno 2025

Post autor: TomaszK »

12. TomaszK


Tajemnice pałacu Lubomirskich w Lubniewicach


Zamek w Lubniewicach, właściwie pałac, ale wystylizowany na dawny zamek, nie jest tak stary jak wygląda. Początki zamku sięgają XVIII wieku, ale obecną formę uzyskał w pierwszych latach XX wieku jako siedziba rodu von Waldow. Używając stylu Nienackiego z opisu Niesamowitego Dworu, jest to neorenesansowa dwukondygnacyjna budowla w kształcie litery L, z wnętrzem dwutraktowym i poddaszem mieszkalnym, całkowicie podpiwniczona, nakryta wysokim dwuspadowym dachem z licznymi facjatkami i centralną wieżą. Wejście główne zwieńczone jest tarczą herbową rodu von Waldow i datą „1909”. Pałac otoczony jest zabytkowym parkiem, którego teren przylega do jeziora i łączy się bezpośrednio z pobliskim campingiem i kąpieliskiem.

Obrazek
Zlotowicze zmierzają ku pałacowi Lubomirskich, który powoli wyłania się zza drzew
fot. TomaszK

Obrazek
Pałac Lubomirskich niczym zza kurtyny wyłania się z parkowej zieleni
fot. Czesio1

Obrazek
TomaszK u bram pałacu Lubomirskich
fot. TomaszK

Obrazek
Wejście do Pałac Lubomirskich w Lubniewicach
fot. Czesio1

Obrazek
Dniepr K-750 - motoryzacyjny akcent w pałacowym otoczeniu
fot. Czesio1

Obrazek
Powóz typu landauer na pałacowym dziedzińcu
fot. Czesio1

Obrazek
Schody, które zapraszają do wnętrz pałacu Lubomirskich
fot. TomaszK

Obrazek
Chwila zadumy przy pałacowej balustradzie
fot. TomaszK

Pałac jest udostępniony do zwiedzania, ale tylko po wcześniejszym umówieniu. Tym co nas tu przywiodło była informacja, że po wojnie przez 30 lat pełnił funkcje luksusowego domu wypoczynkowego, przeznaczonego głównie dla turystów dewizowych, czyli przyjeżdżających z Europy Zachodniej. Spędzała tu wczasy Michalina Wisłocka, więc być może nasz Autor, jako ówczesny celebryta też spędził tu lato, co zaowocowało wieloma wątkami umieszczonymi w „Księdze strachów”.

Obrazek
Uczestnicy zlotu podczas wizyty w Pałacu Lubomirskich
fot. TomaszK

Obrazek
Zwiedzanie Pałacu Lubomirskich przez uczestników zlotu
fot. TomaszK

Obrazek
Uczestnicy zlotu w historycznych wnętrzach pałacu
fot. TomaszK

Obecnie zamek jest po gruntownym remoncie, a jego właścicielami jest fundacja rodu Lubomirskich, która uzupełniła zabytkowe wyposażenie wnętrz.  Architektoniczną ozdobą pałacu jest ogromny centralny hol z dwukondygnacyjną klatką schodową. Biblioteka prezentuje zbiory Lubomirskich i ich portrety, a jadalnia zastawiona XIX-wieczna zastawą, zawiera także zachowany bar dawnego ośrodka wypoczynkowego. To tu zapewne tutaj Kuryłło i Klaus sączyli whisky knując przeciwko Tomaszowi, a Zenobia tańczyła z Fryderykiem na wieczorku zapoznawczym.

Obrazek
Pałacowa biblioteka z kolekcją książek i portretami Lubomirskich
fot. Czesio1

Obrazek
Pałacowa komnata z przytulnym stolikiem i krzesłami - miejsce dawnych spotkań
fot. Czesio1

Obrazek
Pałacowa komnata z historycznymi fotografiami na stoliku
fot. Czesio1

Obrazek
Jadalnia Pałacu Lubomirskich z XIX-wiecznym nakryciem stołu
fot. TomaszK

Obrazek
Bar, który pamięta dawne spotkania i letnie przygody gości ośrodka
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
Pałacowy sufit ozdobiony zabytkową lampą
fot. Czesio1

Obrazek
Rycerska tarcza Ryszarda Lwie Serce
fot. Czesio1

Obrazek
Pałacowa komnata z przytulnym zakątkiem wypoczynkowym
fot. Czesio1

Obrazek
Sekretera w pałacu Lubomirskich
fot. TomaszK

Obrazek
Tajemnicza płyta w jednej z komnat pałacu
fot. Czesio1

Obrazek
Pałacowy żyrandol z poroża jelenia, świadek dawnych wieczorów i spotkań
fot. Czesio1

Obrazek
Historia rodziny Lubomirskich uwieczniona w portretach
fot. Czesio1

Obrazek
Portrety Lubomirskich - spojrzenia dawnych mieszkańców pałacu
fot. Czesio1

Na zakończenie wyszliśmy na taras z widokiem na jezioro i ośrodek campingowy, a nasz przewodnik opowiedział o ponurym końcu ostatnich niemieckich mieszkańców zamku, zastrzelonych przez Rosjan w 1945 roku.

Obrazek
Zlotowicze na pałacowym tarasie
fot. TomaszK

Obrazek
Pałacowy taras pełen uczestników zlotu
fot. TomaszK

Obrazek
Pałacowy taras z komfortowym zestawem wypoczynkowym
fot. Czesio1

Obrazek
Spojrzenie z pałacowego tarasu ku spokojnym wodom Jeziora Lubiąż
fot. Czesio1

Obrazek
Jezioro Lubiąż w zielonej ramie drzew i krzewów
fot. Czesio1

Obrazek
Uczestnicy zlotu podczas chwili relaksu na pałacowym tarasie
fot. Czesio1

Obrazek
Pałacowy park - cisza, zieleń i historia w jednym miejscu
fot. Czesio1

Obrazek
Park przy Pałacu Lubomirskich
fot. Czesio1
Awatar użytkownika
panna Monika
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 912
Rejestracja: 04 sie 2013, 14:53
Miejscowość: Łódź
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 95 razy
Otrzymał podziękowań: 88 razy

Re: 22 - Relacja z XXII Forowego Zlotu Szachownicowego Glisno 2025

Post autor: panna Monika »

13. panna Monika


Relaks w Lubniewicach


Pierwszego dnia zlotu nasz „proces wchodzenia w przygodę” (jak określił to ładnie Krzysztof Arbiszewski w artykule pokonferencyjnym Pan Samochodzik: fantazje o nowoczesnej przygodzie) rozpoczął się od podróży z Łodzi do Glisna, gdzie po spotkaniu z Hanką, Czesiem i Mają, zachwyceniu się pałacem i otoczeniem postanowiliśmy posilić się w Lubniewicach.
Nie było to takie proste, w centrum miejscowości otwarte były bowiem 2 lokale gastronomiczne. W jednym panował duch czasów samochodzikowych – mimo pustek w lokalu pani z obsługi poinformowała nas (kiedy już ją odnaleźliśmy), że za szybko niczego do jedzenia nie dostaniemy. Postanowiliśmy nie testować jej prawdomówności i wybraliśmy drugi lokal.
A był to mieszczący się również przy rynku Enjoy Doner Kebab Lubniewice. Gdzie z kolei zostaliśmy powitani przez pana zainteresowanego klientami, wyglądającego na napływowego mieszkańca Lubniewic. Poprzez niezwłoczne podanie całkiem niezłych posiłków pan ten uratował nam popołudnie.


Obrazek
Taras w Enjoy Doner Kebab
fot. panna Monika

W sobotę postanowiliśmy poczuć się jak pan Tomasz na letnim urlopie, szczególnie, że lato w tym roku nie rozpieszczało. Jak napisał Mistrz: Było popołudnie, słońce świeciło upalnie, woda jeziora zachęcała do kąpieli. Ośrodek znowu wyglądał, jak wymarły, albowiem wczasowicze gnieździli się na maleńkiej plaży, skąd dochodziły krzyki kąpiących się.

Obrazek
Jezioro Lubiąż
fot. panna Monika

Woda w jeziorze była dosyć rześka, ale słoneczko operowało całkiem nieźle. Ruszyliśmy na plażę, gdzie zażywaliśmy kąpieli oraz pływaliśmy na wypożyczonych SUP-ach, co szczególnie przypadło do gustu naszej starszej młodzieżówce, tj. Mai, Dominikowi oraz Oli i Ninie. Dostępność sprzętu pływającego znacznie wzrosła od czasów opisanych przez autora, nie trzeba się było męczyć ze sklejaniem salamandry, żeby bardzo przyjemnie pośmigać po jeziorze.

Obrazek
SUPem w nieznane
fot. panna Monika

Obrazek
SUPem w nieznane
fot. panna Monika

Obrazek
Zaliczka na wodzie
fot. panna Monika

Obrazek
SUP w wersji zespołowej
fot. panna Monika
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 9327
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 82 razy
Otrzymał podziękowań: 631 razy

Re: 22 - Relacja z XXII Forowego Zlotu Szachownicowego Glisno 2025

Post autor: TomaszK »

14. TomaszK


Kostrzyn nad Odrą


Kostrzyn nad Odrą to miasto jakich wiele, ale Stary Kostrzyn, to unikat na skalę europejską. Kiedyś samodzielne miasteczko, zostało zniszczone w takim stopniu, że nie opłacało się go odbudowywać. Gruzów jednak nie wywieziono na odbudowę Warszawy, jak stało się z innym, podobnie zniszczonym miasteczkiem Forst-Berge, 100 kilometrów na południe, w którego miejscu obecnie rośnie las. Zniszczona Starówka Kostrzyna znalazła się na nieużytkowanym terenie należącym do radzieckiej bazy wojskowej, co poniekąd ocaliło ją od zniknięcia.
Wejście na teren muzeum obejmującego Stary Kostrzyn, znajduje się tuż przy nieczynnym, ale zachowanym przejściu granicznym, chyba jednym z większych w PRL-u.


Obrazek
Brama Berlińska
fot. Czesio1

Po przekroczeniu masywnej ceglanej bramy dawnego wejścia do fortu, po drugiej stronie ukazuje się gęsto zadrzewiony park. Jednak już po chwili widać, że pagórki parku to sterty gruzu ze zwalonych kamienic, porośnięte drzewami i krzakami, między którymi przebiegają równo rozmieszczone, wybrukowane uliczki, wszystkie podpisane dawnymi nazwami starówki Kostrzyna. Miejscami spod ziemi ukazują się fragmenty murów z okienkami piwnicznymi. W pewnym miejscu główna ulica przechodzi w szeroką, prostokątną polanę – dawny rynek miasteczka, z betonowym postumentem na środku. To resztki pomnika miejscowego bohatera sprzed kilkuset lat. W innym miejscu, też nieporośniętym drzewami, widać fundamenty dużej budowli, podpisane jako resztki dawnego kościoła, a tuż obok fundamenty zamku z widocznymi wejściami do podziemi.

Obrazek
Ruiny Kościoła na ulicy Św. Klemensa
fot. Barabasz

Obrazek
Ulica Berlińska
fot. Barabasz

Obrazek
Ulica Jatki
fot. Czesio1

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie podjęli próby penetracji zakazanych podziemi, chociaż prawdę mówiąc, nigdzie nie było napisane „zakaz wstępu”. Kilkoro chętnych weszło przez okienko piwniczne do częściowo zagruzowanego pomieszczenia, a najbardziej zapalony badacz podziemi ukazał się po dłuższej chwili w okienku na drugim końcu stery gruzu. Jak się okazuje piwnice są ze sobą połączone, co rodzi nadzieję, że kiedyś powstania tu trasa turystyczna podobna do tej w Kłodzku.

Obrazek
Zaułek kościelny
fot. Barabasz

Obrazek
Tajemnicze wejście do podziemi
fot. Barabasz

Obrazek
Zaułek kościelny
fot. Barabasz

Obrazek
Plac ratuszowy
fot. Czesio1

W pewnym momencie główna aleja dochodzi do wysokiego ceglanego muru – dawnej granicy fortu, za którym płynie Odra. Tuż przy murach znajduje się niewielka przystań, a po drugiej stronie rzeki już Niemcy. Daleko po prawej stronie było widać most, dawną drogę do Europy Zachodniej.

Obrazek
Odra
fot. Czesio1

Obrazek
Odra
fot. Czesio1

Obrazek
Przystań Twierdza nad Odrą
fot. Czesio1

Obrazek
Tablica pamiątkowa Hansa Hermanna von Katte
fot. Czesio1

Idąc koroną muru doszliśmy do bastionu, w którym mieście się muzeum gromadzące pamiątki znalezione w gruzach i przypominające dawnych mieszkańców miasta. Obok licznych przedmiotów codziennego użytku, można tu zobaczyć dawne zdjęcia miasta, wcześniejsze zabytki z wykopalisk archeologicznych oraz broń z okresu drugiej wojny światowej.

Obrazek
Bastion Filip
fot. Czesio1

Obrazek
Bastion Filip
fot. Czesio1

Obrazek
Bastion Filip
fot. Barabasz

Obrazek
Bastion Filip
fot. Barabasz

Obrazek
Bastion Filip
fot. Barabasz

Obrazek
Bastion Filip
fot. Barabasz

Obrazek
Bastion Filip
fot. Barabasz

Obrazek
Ruiny zamku
fot. Barabasz

Obrazek
Ruiny zamku
fot. Barabasz

Obrazek
Ruiny zamku
fot. Barabasz

Obrazek
Ruiny zamku
fot. Barabasz

Obrazek
Ruiny zamku
fot. Barabasz

Obrazek
Ruiny zamku
fot. Barabasz

Obrazek
Pomnik Jana Markgraf von Brandenburg
fot. Barabasz

Obrazek
Ulica księcia Szałka
fot. Barabasz
Awatar użytkownika
TomaszL
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 2208
Rejestracja: 14 lip 2016, 10:19
Miejscowość: wielkopolskie
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 797 razy
Otrzymał podziękowań: 262 razy

Re: 22 - Relacja z XXII Forowego Zlotu Szachownicowego Glisno 2025

Post autor: TomaszL »

15. TomaszL


Diabelski Kamień


Diabelski Kamień występuje w „Księdze strachów” harcerzy, zaraz po opisie Młyna Topielec. Kamień ten jest opisany jako ogromny głaz narzutowy przy leśnej drodze okrążającej jezioro. Wg. legendy kamień, który miał służyć do budowy grobli przez jezioro, został porzucony przez rozwścieczonego diabła, który spełniał wciąż nowe żądania grafa Hermann von Haubitz a duszy wciąż brak. Żądanie nieśmiertelności przez grafa, który myślał, że przechytrzy diabła, było jego ostatnim życzeniem, które nigdy się nie spełniło.

„Kamień Diabelski przy leśnej drodze okrążającej jezioro. Jest to ogromny głaz narzutowy, zapewne przyniesiony tu przez lodowiec. Legenda mówi jednak, że zrobił go diabeł na rozkaz grafa Hermanna von Haubitz, który sprzedał piekłu swoją duszę w zamian za to, że diabeł będzie mu pomagał w jego przedsięwzięciach. Było to przed stu laty, gdy ród Haubitzów jeszcze nie był tak możny, jak później. To właśnie od rządów Hermanna von Haubitz wzrósł on w bogactwo i znaczenie. Wszystko, czego się tknął ów Hermann, zamieniało się w złoto i dostatek. Ludność okoliczna zaczęła wierzyć, że pomaga mu diabeł. Hermann von Haubitz wygrał ciągnące się od wieków procesy z okolicznymi grafami i znacznie poszerzył swoje posiadłości; na jego polach rodziła się niezwykle dorodna pszenica; miał największe w okolicy zbiory ziemniaków; mnożyły się stada krów, owiec i koni. On to rozbudował pałac nad jeziorem i uczynił go wspaniałą rezydencją. Aby uzyskać duszę Hermanna, diabły orały na jego polach, pasły jego stada. Ale graf Hermann stawiał ciągle nowe żądania diabłom i wcale nie śpieszył się z oddaniem im swojej duszy, choć już był bardzo stary. Pewnego razu rozkazał diabłu przynieść ogromny kamień, który miał posłużyć do budowy grobli przez jezioro. Jednocześnie zażądał od diabła eliksiru nieśmiertelności, aby w ten sposób za-bezpieczyć się przed oddaniem piekłu swej duszy. To żądanie tak rozwścieczyło diabła, że porzucił kamień i porwał jadącego konno grafa, żywcem zanosząc go przed oblicze Lucyfera. Porzucony przez diabła kamień nosi ślady jego pazurów.”

Harcerze sprawdzili to miejsce, jednakże poza nabawieniem się kataru nie stwierdzili obecności Diabła ani też jęków dręczonej w piekle duszy grafa Hermana.

„A więc nocna wycieczka do Diabelskiego Kamienia przyniosła jej uczestnikom tylko katar. Trzy godziny czatowali chłopcy w lesie, w najbliższym sąsiedztwie kamienia. Diabeł nie pokazał się, nie usłyszano także jęków żałosnych, które — według legendy — wydawać miała dręczona w piekle dusza grafa Hermanna.”

Ale my musieliśmy sprawdzić legendę – obecność kamienia i diabła. Tuż przed Zlotem udało się odnaleźć informację o tym kamieniu razem z przebiegiem szlaku wokół jeziora i odnogą do kamienia. W ostatniej chwili padła decyzja – jedziemy. Nie powiem, dokąd dojechaliśmy samochodem, ale na pewno nie pod kamień. Tam się nie da podjechać a dojść latem to cud. Prowadził TomaszeK, bo ja kilkukrotnie chciałem się poddać. Powalone drzewa, krzaki, zanikające oznaczenie szlaku. Jedyna wskazówka to kierować się środkiem krętego wąwozu z nadzieją, że gdzieś dojdziemy. Powiem tak: jak chcecie bawić się w odkrywców, bierzcie koniecznie TomaszKa. Głaz jest niesamowity, leży na samej granicy lasu i pól, jakby faktycznie porzucił go tam rozwścieczony diabeł. Diabelski Kamień jest. Diabła nie stwierdzono. Nie nabawiliśmy się kataru, satysfakcja natomiast niesamowita.

Obrazek
Drogowskaz do Diabelskiego Kamienia
fot. TomaszL

Obrazek
Droga do Diabelskiego Kamienia
fot. TomaszK

Obrazek
Droga do Diabelskiego Kamienia
fot. TomaszK

Obrazek
Diabelski Kamień
fot. TomaszL

Obrazek
TomaszK przy Diabelskim Kamieniu
fot. TomaszK

Obrazek
TomaszK przy Diabelskim Kamieniu
fot. TomaszK

Obrazek
TomaszL przy Diabelskim Kamieniu
fot. TomaszK
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16814
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 617 razy
Otrzymał podziękowań: 314 razy

Re: 22 - Relacja z XXII Forowego Zlotu Szachownicowego Glisno 2025

Post autor: Czesio1 »

16. Czesio1
 
Gdy przygoda dobiega końca
 
 
Przygoda chyliła się ku końcowi, lecz wciąż brzmiały w niej echa śmiechu, rozmów i wspólnych przeżyć, które sprawiły, że ten zlot zapisze się w pamięci na długo. Z jednej strony pojawiał się żal, że trzeba zamknąć ten rozdział, z drugiej — cicha tęsknota za następną przygodą, która już gdzieś na horyzoncie zaczynała się rysować. Wśród uczestników dało się już wyczuć różne rytmy powrotów. Część zlotowiczów szykowała się do wcześniejszego wyjazdu, bo przed nimi była długa droga do domu - jak choćby Czesio, którego trasa powrotna należała do najdłuższych. Inni mogli pozwolić sobie na więcej luzu, nie spiesząc się z pożegnaniami, bo dom czekał całkiem niedaleko.
Nie mogło też zabraknąć obowiązkowego punktu każdego zlotu, który przez lata urósł do rangi niepisanego rytuału - porannej jajecznicy na kiełbasie, serwowanej przez naszego kuchmistrza Mysikrólika. Tradycja ta sięga 2016 roku i Niewidzialnego Zlotu na Mazurach, kiedy to podczas noclegu pod namiotami na wyspie Śniardwy, mimo siąpiącego deszczu, Mysikrólik rozpalił ognisko i o poranku przygotował na ogromnej patelni pierwszą zlotową jajecznicę. Od tamtej pory na każdym zlocie jedno ze śniadań obowiązkowo zawiera jajecznicę w menu. W jej przygotowaniach zawsze uczestniczy kilka osób - jedni kroją cebulę, inni kiełbasę, kolejni rozbijają jajka do misek - a nad całością, niezmiennie i z czujnym okiem, czuwa Mysikrólik.


Obrazek
Bartolini, mamma mia, herbu Zielona Pietruszka – Mysikrólik przy patelni
fot. TomaszK

Obrazek
Wesołe skwierczenie kiełbaski z cebulką pod czujnym okiem Mysikrólika
fot. TomaszK

Obrazek
Jajka pozbawione skorupek cierpliwie oczekują w misce na swój los na patelni
fot. TomaszK

Obrazek
Hanka, Barabasz i Antek nie mogą się już doczekać porannej jajecznicy
fot. TomaszK

Obrazek
Jajka trafiają w końcu na rozgrzaną patelnię
fot. TomaszK

Obrazek
Wszystkie składniki razem na patelni
fot. Czesio1

Obrazek
Zielony akcent na patelni: szczypiorek dopełnia dzieło Mysikrólika
fot. TomaszK

Obrazek
Jajecznica gotowa! Smacznego!
fot. Czesio1

Obrazek
Zlotowicze przy porannym śniadaniu
fot. TomaszK

Po sytym i pysznym śniadaniu zlotowicze rozeszli się do swoich pokoi, by dokończyć ostatnie pakowanie bagaży i jeszcze raz sprawdzić, czy na pewno nic nie zostało w szafach, na parapetach i pod łóżkami. Jak się jednak później okazało, niektóre drobiazgi najwyraźniej postanowiły przedłużyć swój pobyt w pałacu i zostały w pokojach jako nieplanowane „pamiątki”. Na szczęście dzięki niezwykle życzliwej pani z recepcji wszystkie zagubione rzeczy szybko wyruszyły w drogę powrotną, a każda zlotowa zguba bezpiecznie trafiła do swojego właściciela.
Wkrótce nadszedł czas pożegnań z tymi, którzy ruszali w drogę jako pierwsi. Czesio z Kiką wyruszyli najwcześniej, bo przed nimi była długa, kilkugodzinna trasa do swojej stałej bazy noclegowej pod Lublinem. Niedługo potem na powrót zdecydował się także TomaszK, którego droga prowadziła aż do Krakowa. Z minuty na minutę zlotowa baza pustoszała, a kolejni uczestnicy żegnali się i wyruszali w swoje strony. Rozjazdom towarzyszyły emocje pożegnań, mocne uściski „na misia” i ta dobrze znana nadzieja, że już niedługo znów spotkamy się na szlaku kolejnej przygody.
Choć zlot dobiegł końca, wspomnienia i przeżycia pozostaną z nami na długo. Do zobaczenia na szlaku przygody!



Obrazek
Pożegnalna fotka uczestników zlotu na tle pałacu w Gliśnie
fot. Czesio1

Obrazek
Do zobaczenia na szlaku przygody...
fot. kadr z filmu zlotowego
 
 
 
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
ODPOWIEDZ