W dniach 9-10 listopada odbyło się w Krakowie spotkanie miłośników Pana Samochodzika w składzie: zbychowiec i TomaszK (gospodarze) oraz Berta i Yvonne wraz z dwoma harcerzami (goście). W trakcie jego trwania dołączyła jeszcze Athenais.
Były to bardzo intensywne dwa dni. Nasze (moje i Tomasza) obawy, że trudno będzie zaspokoić ciekawość poznawczą naszych gości, okazały się zupełnie nieuzasadnione. Było tego tyle, że nie zdołaliśmy zrealizować nawet większej części tego, co było zaplanowane, między innymi wizyty na Wawelu(!!).
Sobota
Sobota przywitała nas kiepską pogodą. Odebraliśmy Bertę i Yvonne z dworca głownego i w strugach deszczu pognaliśmy do ich hostelu w celu zameldowania. Potem było muzeum lotnictwa. Przyznam, że sam je pierwszy raz w życiu widziałem. Można powiedzieć, że sam skorzystałem na tym i wizyta dziewczyn zdopingowała mnie do poszerzenia horyzontów
Parę zdjęć poniżej:

Zdj. 1. Samoloty i nasza ekipa.

Zdj. 2. Samoloty i nasza ekipa.

Zdj. 3. Moja ulubiona część ekspozycji, rakiety.

Zdj. 4. Myśliwiec.

Zdj. 5. Yvonne ze śmigłowcem.

Zdj. 6. (autorka: Berta) Nasza wesoła gromadka przed hangarem lotniczym w muzeum.
Po muzeum przyszedł czas na posiłek. Udaliśmy się więc w kierunku Rynku do jednej z moich ulubionych pizzerii krakowskich (numer 2 na mojej liście, ale do niedawna numer 1).

Zdj. 7. (autorka: Berta) Pizza przed zjedzeniem.
Po napełnieniu żołądków do granic możliwości wskazany był spacer. Wszystko temu sprzyjało, bo deszcz ustał ale wilgotne bruki krakowskie pięknie odbijały światło latarń. Kraków ma swój niepowtarzalny urok również podczas kiepskiej pogody. Niektóre ulice, takie jak Bracka, wręcz wypada zwiedzać w trakcie deszczu. Co też uczyniliśmy! Przy okazji zahaczyliśmy również o "Piwnicę pod Baranami" i zrobiliśmy rundkę po Bulwarach Wiślanych pod Wawelem, gdzie harcerze mieli okazję przywitać się ze Smokiem Wawelskim. Smok miał lekką zadyszkę i ział ogniem mniej więcej raz na 5 minut, ale Yvonne dzielnie zasadziła się na niego z aparatem i uchwyciła jego ognisty oddech na zdjęciu. To tak dla formalności, żeby zamknąć usta niedowiarkom wątpiącym w istnienie smoka.

Zdj. 8. (autorka: Berta) Szyld pracowni Kacper Ryx.

Zdj. 9. A na Brackiej znowu pada(ł) deszcz.

Zdj. 10. (autorka: Berta) Smok Wawelski podczas ataku.

Zdj. 11. Rynek krakowski po deszczu.

Zdj. 12. Rynek krakowski po deszczu.
Po spacerze harcerze zrobili się senni i trzeba było ewakuować się do hostelu. Tam jeszcze mała pogadanka na tematy wokołosamochodzikowe i trzeba było się zwijać, bo niedziela była wręcz napakowana atrakcjami.
Niedziela
Niedziela była dokładnym przeciwieństwem soboty. Od rana była piękna pogoda, przygrzewało słoneczko. Dziewczyny udały się na zwiedzanie Kazimierza oraz targowiska staroci, gdzie Berta upolowała kilka wiekowych książek i innych trofeów. Tam dołączyła Athenais, z którą ja i Tomasz spotkaliśmy się wtedy po raz pierwszy.

Zdj. 13. Krakowski Kazimierz - Plac Wolnica.

Zdj. 14. (moje stare zdjęcie) Krakowski Kazimierz - Jedna z setek małych galerii sztuki. Kazimierz jest teraz dzielnicą artystów (kiedyś był dzielnicą żuli).

Zdj. 15. (autorka: Berta) Berta i jej zdobycze.
Ukoronowaniem wyprawy na Kazimierz były odwiedziny w Muzeum Inżynierii Miejskiej, gdzie można zobaczyć między innymi stare tramwaje, samochody, motocykle i mnóstwo innych ciekawostek. Zresztą co będę gadał, zobaczcie na zdjęcia

Zdj. 16. Stare tramwaje, był ich tam cały hangar.

Zdj. 17. Motocykle.

Zdj. 18. Tramwaj konny.

Zdj. 19. Stary FIAT, o ile dobrze pamiętam.

Zdj. 20. Stary ten.. ten.. no.

Zdj. 21. I tak dalej...

Zdj. 22. I tak dalej...

Zdj. 23. (autorka: Berta) Dziewczyny podczas zabawy w człowieka idealnego. W muzeum było parę sal edukacyjnych, harcerze (i jak widać, nie tylko) mieli sporo uciechy.
Po zwiedzeniu muzeum udaliśmy się na obiad do mojej ulubionej restauracji w pobliżu Kazimierza na tradycyjne polskie jedzenie. Tam każdy najadł się, jak to się mówi, pod sam korek. To podładowało nam baterie i pełni entuzjazmu pomaszerowaliśmy rześkim krokiem do rynku by zwiedzić jego podziemia. Podziemia były oczywiście bardzo sympatyczne, bardzo ucywilizowane jak na podziemia. Spodziewałem się jakichś zakurzonych piwnic a tu masz, odpicowane wszystko jak centrum kongresowe. Wszystko oczywiście z podkładem multimedialnym, filmy, ekspozycje. Tomasz skomentował, że gdyby chcieć obejrzeć te wszystkie ciekawe filmy, trzeba by mieć z 2 godziny więcej na zwiedzanie (a plątaliśmy się tam dobre dwie godziny, dopóki nas nie wyrzucili
Czuliśmy to zwiedzanie w kościach i wszyscy z wielką radością ewakuowaliśmy się z rynku do hostelu dziewczyn. Tam odbył się wieczorek kulturalno-degustacyjny. Tomasz miał swoje ulubione kabanosy i ogórki (trochę mu podjadłem), ja czekoladki, inni mieli wybór pysznych serów. Po solidnym najedzeniu się i napiciu, zgodnie ze zwyczajem, dyskutowano tematy przygodowo-samochodzikowe. Gdy zrobiło się późno i wszystkim zaczęły się kleić oczy, pożegnaliśmy naszych miłych gości i obiecaliśmy sobie spotykać się częściej w przyszłości.

















































