Dzień 2
Z racji tego, że część muzeów jest w poniedziałek zamknięta w Kopenhadze to już z góry założyliśmy sobie, że ten dzień poświęcimy na wycieczkę do Malmo. Już sam przejazd mostem nad Sundem to nie lada gratka. Najpierw wjeżdża się w tunel pod wodą a następnie wyjeżdża na sztucznie utworzonej wyspie, z której dopiero prowadzi most do Szwecji. Ale... jak przygoda to przygoda, o mało nasza wycieczka wzięłaby w łeb. Rano z kwatery musieliśmy dojechać na dworzec autonomicznym metrem, o którym już wspominałem. Usiedliśmy sobie na samym przodzie i frajda była spora patrzą jak z dużą prędkością przemieszczamy się w tunelu.
Kopenhaskie metro jest cały czas w budowie i w części jeździ się tylko jednym torem i trzeba przesiadać się na drugą stronę aby kontynuować podróż w wybranym kierunku choć na schemacie tego nie widać. Tak więc jadąc nie zdążyliśmy wysiąść na końcowym przystanku i musieliśmy cofnąć się i wrócić w to samo miejsce. Trwało to około 10 minut. O 8 mieliśmy Flixbusa a niestety nie było wcale oznaczeń gdzie jest dworzec autobusowy. Zapytałem najpierw pewną panią a następnie pana i biegiem wpadliśmy o 7.56 na dworzec. Autobus odjechał 8.06. Na szczęście udało się.
Z okien mogliśmy podziwiać ten cud techniki inżynieryjnej.
Ok 9 byliśmy w centrum Malmo. Plan na dzień to był całkowity spontan. Zaczęliśmy od placu ratuszowego i okolic.
Tu fajny pomnik optymistycznej orkiestry
Następnie skierowaliśmy się do zamku, w którym obecnie znajduje się muzeum. Trochę jest tam historii, trochę przyrody... Ciekawostka jest taka, że po II w.ś. szwedzki Czerwony Krzyż ściągał tam na leczenie ocalałych z niemieckich obozów koncentracyjnych. Gros z nich to byli Polacy.
Tuż obok zamku mieści się muzeum techniki. Naprawdę jest świetne. Eksponaty to auta, samoloty , pociągi a przede wszystkim szwedzka łódź podwodna.
Gripen
Nie wyobrażam sobie podwodniackiej służby. Ta klaustrofobiczna przestrzeń jest przerażająca.
Minęło już ładnych parę godzin zwiedzania, zgłodnieliśmy dość mocno. Wujek google podpowiedział nam, że warto w celu konsumpcji udać się do takiej sporej zadaszonej hali. W środku roiło się od różnych fast foodów, ale nie w stylu KFC czy McDonalda. W tych knajpkach serwuje się przede wszystkim tradycyjne skandynawskie potrawy i przekąski. To miejsce znajduje się tuż obok uniwersytetu dlatego było tam multum zarówno studentów jak i wykładowców
Uniwersytet
Posileni ruszyliśmy dalej w tzw "miasto". Bardzo przyjemnych kilka chwil spędziliśmy w zatoczce wcinającej się do centrum odpoczywając na leżakach.
W Malmo mają bardzo ciekawe autobusy, które są podwójnie przegubowe i są stylizowane na wagoniki metra.
Już pod koniec wycieczki z powrotem trafiliśmy w okolice ratusza. Chwilkę pochodziliśmy po starym i nowym targu. Rano było tam pusto, ale po południu miejsce tętniło życiem.
Na koniec weszliśmy jeszcze do dużego, dość starego kościoła. Oczywiście należy on luteran.
Mieliśmy jeszcze chwilę do powrotu, było bardzo ciepło także z przyjemności weszliśmy do bardzo ładnego pubu na kraftowe piwko.
Następnie już bez żadnych przygód wracaliśmy znów Flixbusem do Kopenhagi. Usiedliśmy na górze żeby kolejny raz móc podziwiać most nad Sundem.
Około 21 byliśmy z powrotem na kwaterze. Kolejne ponad 25 tysięcy kroków zrobione. Było jednak warto.