Odpuszczę sobie wchodzenie w detale, co i gdzie oglądaliśmy. Żal tylko, że nie udało mi się pokazać im znanego już nam wszystkim kościoła z porysowanymi przez średniowiecznych graficiarzy ścianami w Czachowie. Byłem już ugadany z panią dzierżącą klucze do tego zabytku. Jednak pogoda sprawiła, że musieliśmy ten odcinek wyprawy pokonać w ekspresowym tempie (uciekaliśmy przed silnym frontem burzowym). Jednak obiecaliśmy sobie, że jeszcze w te wakacje podjedziemy tam samochodem.
Wypad był niskobudżetowy. Spaliśmy pod namiotami. Najmilej wspominam pierwszy nocleg na plaży z widokiem na zamek Czocha. Ostatni nocleg wypadł w Gądnie, więc miałem z namiotu widok przez jezioro na Moryń. Gotowaliśmy na kocherze, prąd ciągnęliśmy ze słońca. Jedną noc spędziliśmy w agroturystyce - ze względu na zapowiadane anomalie pogodowe. Niestety, pogoda coraz bardziej wpływa na planowanie i przebieg takich wypraw. Przez 6 dni jazdy towarzyszył nam albo trzydziestokilkustopniowy skwar albo ulewa z burzami.
Powyprawowe przemyślenia? Jesli w przyszłym roku chcę poważnie myśleć o pokonaniu granicy południowej, zdecydowanie trzeba będzie pójść w minimalizm. 25 kg bagażu przytwierdzone do roweru to zdecydowanie za dużo. W rejonie Jeleniej Góry (pierwszy dzień wyprawy) pokonaliśmy jedynie 40 km. I ledwo się doczłapaliśmy do miejsca docelowego. Było kilka długich i stromych podjazdów, gdzie trzeba było pchać rowery (szczególnie okolice zamku Czocha). Dla porównania - w nizinnym terenie pokonywaliśmy po 100-110 km dziennie jadąc swoim spokojnym turystycznym tempem.
W załączeniu kilka fotek. Sorki, robione przysłowiowym kalkulatorem, czyli najmniejszym, najlżejszym, najtańszym plastikowym obiektywem, jaki znalazłem na internetowych aukcjach. Moje foto-klamoty są zdecydowanie za drogie i za ciężkie na takie eskapady.
Ślad gps naszej wyprawy:

Pierwszy nocleg. Rozkładamy namioty, elektronika juz się ładuje bo każdy popołudniowo-wieczorny promień słońca jest na wagę złota:

Widok z namiotu na zamek Czocha:

Wieczorny i poranny fotopstryk zamku Czocha:

Przystanek w Zgorzelcu. Montowanie oświetlenia zgodnego z niemieckimi normami (za kilka minut przekroczymy granicę):

Wieczorny widoczek z biwakowania w Gądnie:

Fotek pstryknąłem więcej, może z czasem coś tu dorzucę.































