Byłem wczoraj w Krk na koncercie Michaela Schenkera. Poprzednio widziałem go w Łodzi i do dzisiaj tamten koncert jest w TOP 3 koncertów mego życia. Wczoraj grał wyłącznie kawałki z jego czasów UFO ( nieprawdopodobnie niedoceniany zespół ). Klub KWADRAT nie jest zbyt duży i pomyślałem sobie, że to lipa, ze taka gwiazda (szanowana przez mega gwiazdy współczesnego szołbiznesu, vide: Kirk Hammet) wystąpi w takim grajdołku. Na szczęście klub był nabity na maxa! Nawet chyba ponad to co mógł pomieścić.
Koncert genialny, miałem człowieka dosłownie na wyciągnięcie ręki i gryfu jego gitary. Facet skończył 70. i z tak bliska to widać, ale wirtuozerii mu nie obyło. Jak zaczyna grać solo to widać, że przenosi się w inny wymiar. Czapki z głów Panie Schenker. Zapomniałbym o wokaliście, który występował razem z nim. Wspaniały głos i do tego doskonale sprawdził się jako frontmen. To zwycięzca jakieś skandynawskiej wersji Idola, Mam talent czy Voice coś tam...
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
W poniedziałek miałem okazję przeżyć kolejny magiczny wieczór koncertowy.
Olbrzymie wzruszenie pojawiło się gdy podczas Giants In The Sky (piosenka poświęcona Wielkim, którzy odeszli ) na telebimie pojawiły się postacie Dio, Lemmy'ego, Freddiego i kilku innych, a Rob Halford pokłonił się im w pas i wyśpiewał frazę
Giants in the sky
You won't ever die!
Topka koncertów mojego życia!
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
Przed chwilą wróciłam z przepięknego, jubileuszowego koncertu mojego ukochanego wokalisty, Mietka Szcześniaka, który w tym roku obchodzi czterdziestolecie pracy artystycznej.
Koncert prowadził Artur Orzech, a bydgoską orkiestrą dyrygował Krzysztof Herdzin.
Cóż to była za uczta dla ducha!
Bardzo dawno nie przeżyłam tylu emocji i wzruszeń.
Mietek zaśpiewał chyba wszystkie swoje najpiękniejsze piosenki, a między nimi snuł tym swoim pięknym, aksamitnym głosem, opowieści.
O miłości, o życiu, o radościach, o skrzydłach, które ma każdy z nas, o wyjątkowości każdego człowieka, o poezji, o artystach, z którymi współpracował...
Wszystko z tym jego ciepłym, szczerym uśmiechem.
A już jutro, w Operze Nova, kolejny jubileusz.
Tym razem Ireny Santor.
Za ten post autor Yvonne otrzymał podziękowania (total 2):
Wczoraj byłem na koncercie VOLBEAT na warszawskim Torwarze. Koncert petarda tylko nieco krótki 1,5 h.
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...