Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego
-
TomaszK
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 9441
- Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 88 razy
- Otrzymał podziękowań: 688 razy
Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego
O czym wy dyskutujecie ? Przecież tego czerwonego prawie nie widać, ikonki są prawie identyczne.
Kiedy będzie następna relacja ?
Kiedy będzie następna relacja ?
- johny
- Moderator

- Posty: 12123
- Rejestracja: 09 lip 2013, 14:30
- Miejscowość: Łódź
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 413 razy
- Otrzymał podziękowań: 319 razy
Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego
Dokładnie! Przecież to się w pale nie mieści. Byłem tylko pół dnia czy mam szansę na ikonkę? Bez znaczenia którą. A tak na marginesie to z mojej stopki wszystkie zniknęły. Czy juz na nie nie zasluguję?c
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16890
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 667 razy
- Otrzymał podziękowań: 331 razy
Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego
Oczywiście że masz szansę. Byłeś na części zlotu więc ikonka Ci się należy.
Hmmm, nie mam pojęcia z jakiego powodu Twoje ikonki zniknęły. Ale to nie problem, przywrócę je tylko muszę sprawdzić na których zlotach byłeś.
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16890
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 667 razy
- Otrzymał podziękowań: 331 razy
Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego
Przywróciłem Ci część ikonek, resztę jak sprawdzę na których zlotach byłeś. Chyba, że pamiętasz?
- johny
- Moderator

- Posty: 12123
- Rejestracja: 09 lip 2013, 14:30
- Miejscowość: Łódź
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 413 razy
- Otrzymał podziękowań: 319 razy
Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego
Dziękuję! Jeszcze Loara i Posejnele. 
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16890
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 667 razy
- Otrzymał podziękowań: 331 razy
Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego
Zrobione.
Jeszcze jakbyś usunął ten polityczny wpis w podpisie to już by wyglądało całkiem pięknie.
- johny
- Moderator

- Posty: 12123
- Rejestracja: 09 lip 2013, 14:30
- Miejscowość: Łódź
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 413 razy
- Otrzymał podziękowań: 319 razy
Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego
Dzięki!
To żadna polityka, ale twoja prośba jest dla mnie rozkazem.
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16890
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 667 razy
- Otrzymał podziękowań: 331 razy
Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego
Dzięki
Od razu ładniej wygląda Twoja stopka.
-
TomaszK
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 9441
- Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 88 razy
- Otrzymał podziękowań: 688 razy
Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego
2. TomaszK
Optimus
Ze wszystkich uczestników zlotu, miałem chyba najdłuższy staż w nieżeglowaniu. Wstyd brać się za żeglarstwo dopiero kiedy dorobiło się wnuków, ale z drugiej strony nigdy nie jest za późno na nowe doświadczenia. Wobec mojej słabej kondycji i niskiej sprawności fizycznej, miałem przed zlotem poważną tremę. Początkowo zamierzałem zapisać się, a nawet wpłacić podwójną zaliczkę (żeby nikt nie zarzucił mi blokowania miejsca), ale zrezygnować przed samym zlotem, bo czułem, że nie dam rady. Ale kiedy już kupiłem kapok w swoim rozmiarze, kamizelkę Anatola i składniki sosu do spaghetti, nabrałem odwagi i przestałem myśleć o rezygnacji.Zostałem przydzielony do zespołu Mysikrólika, w którym był jeszcze Barabasz i czwórka młodzieży – Kika (Maja), Celina, Antek (Szymon) i Zdenek Blaha (Filip).

Część załogi Pinezki w towarzystwie TomaszKa
fot. TomaszK

Jeszcze przed rejsem na pomoście: Zaliczka, Ater, Konfiturek, Hanka i Czesio
fot. TomaszK

Chwila rozmowy na pokładzie. Od lewej: TomaszL, glaca, pani glacowa, oldmalarz i Ola.
fot. TomaszK

Chwila przerwy i pamiątkowe zdjęcie. Ater, oldmalarz, Ola i Czesio.
fot. TomaszK

Kapitan Hanka gotowa do rejsu, łajba jeszcze przy kei
fot. TomaszK

Młodzież przejęła pomost. Od lewej: Zaliczka, Antek, Kika, Cecylia i Zdenek Blaha
fot. TomaszK

Dziobowa strefa dobrego nastroju należała do młodzieży
fot. TomaszK

Jeszcze przy kei, zanim rozpoczęła się jeziorakowa przygoda. Od lewej: Konfiturek, TomaszL, Ater, Matylda, PiTT, Hanka i Mysikrólik
fot. TomaszK
Jacht dostaliśmy dość mały i nieco mniej komfortowy niż np. flagowy jacht zespołu organizatorów, ale jak zapewnił nas Grzegorz, bosman mariny, był za to najszybszy. W trzecim dniu okazało się, że miał rację.
Kiedy wieczorami bywałem w gościnie na łódce Hanki i Czesia, żałowałem, że nie śpię na jachcie – dużo miejsc, przytulne chociaż ciasne koje, nastrój jak w namiocie, na dodatek kuchenka, lodówka – istny raj (u nas było to samo tylko trochę mniejsze). Ale kiedy wyobraziłem sobie, że budzę się w nocy z potrzebą pójścia do toalety i najpierw będę musiał zejść z chyboczącego się jachtu, przejść cały pomost do brudnych toalet na brzegu, a potem z powrotem – to jednak nie żałuję, że wybrałem spanie w hotelu. Życia towarzyskiego zresztą nie zabrakło. Pierwszego dnia była wieczorna biesiada wszystkich zlotowiczów, potem co wieczór spotykaliśmy się w jachtach (niestety osobno z uwagi na pojemność), był też konkurs i ognisko.

Zanim Jeziorak stał się sceną naszych przygód, spotkaliśmy się przy wspólnym stole
fot. TomaszK

Wieczorna biesiada zlotowiczów pod wiatą przy restauracji „U Dzidka”
fot. TomaszK

Wieczór integracyjny pod wiatą przy restauracji „U Dzidka”
fot. TomaszK

Wieczorem Pinezka znów tętniła życiem. W odwiedziny wpadli PiTTowie, Barabasz i Ater
fot. TomaszK

Wieczór w towarzystwie gości z innych samochodzikowych forów
fot. TomaszK

Ognisko już płonęło. Pora przygotować kiełbaski
fot. TomaszK

Irycki i Marysia w ogniskowym nastroju
fot. TomaszK

Kiełbaski nad ogniskiem smakują najlepiej
fot. TomaszK

Wieczór przy ognisku i wspólne pieczenie kiełbasek
fot. TomaszK
Najtrudniejszy był pierwszy dzień, kiedy musieliśmy nauczyć się obsługi jachtu. Jeszcze przed zlotem Mysikrólik rozesłał nam instrukcje dotyczące obsługi żagli, silnika, steru, ale to przecież tylko teoria. Kiedy przeszliśmy do praktyki, ja dostałem rolę silnikowego. Miałem opuszczać silnik do wody, uruchomić go i sterować nim do czasu rozłożenia żagli. Opanowałem to nawet dość dobrze, ale kiedy przez chwilę trzeba było płynąć na silniku i żaglach jednocześnie, okazało się, że zajmuję za dużo miejsca w tamtym kącie, uniemożliwiając pracę sternika. Wtedy przekazywałem silnik Barabaszowi.

TomaszK gotowy do wyruszenia na jeziorakową przygodę
fot. TomaszK
Pierwszego dnia popłynęliśmy na Gierczaki. Mysikrólik początkowo wydawał komendy takie jak w żeglarstwie: „uwolnić Lazy Jacka”, „ciągnąć fał”, „foka staw”, „lewy foka szot wybierz”, ale kiedy zobaczył, że nic nam to nie mówi, przeszedł na komendy łopatologiczne: „Barabasz idzie na przód i pilnuje żeby żagiel się nie blokował, a Tomaszek, ciągnie tę biało-czerwoną linkę z aż do oporu”, „Antek, odwiń z knagi ten cienki sznurek i puść go luźno”, „Barabasz ty ciągniesz tą niebieska linkę po prawej, a wtedy Tomaszek puszcza luźno tę niebieską po lewej”.

„Lewy foka szot wybierz!” – TomaszK nie zwlekał z wykonaniem polecenia
fot. TomaszK
Z czasem opanowaliśmy niektóre komendy i trzeciego dnia sami wykonywaliśmy zwrot przez sztag na komendę kapitana. Ponadto opanowaliśmy wciąganie grota, zwijanie foka, wyrzucanie odbijaczy za burtę… i chyba tyle. Pozostałe czynności związane z żeglowaniem wykonywaliśmy wykonując proste, przystępne komendy kapitana. Bardzo ważne były kolory linek.

Pinezka na wodach Jezioraka
fot. TomaszK
Sterowania jachtem nie opanowałem do końca, a tak naprawdę w ogóle go nie opanowałem. Jeszcze kierowanie przy pomocy silnika przed rozłożeniem żagli jakoś mi szło, ale ster mnie przeraził. Mysikrólik oddał mi ster tylko jeden raz – tuż przed lądowaniem na wyspie Czarnego Franka, kiedy sam musiał zająć się cumowaniem w miejscu, gdzie nie było pomostu, a Barabasz miał stopniowo wyciągać miecz w miarę zbliżania się do brzegu. Zestresowało mnie to, bo niewielkie ruchy sterem powodowały gwałtowny skręt jachtu, co gorsza w niewłaściwą stronę. Dostrzegli to z sąsiedniego jachtu, bo ktoś krzyczał do mnie „ster od siebie”, „prostuj”, „ster do siebie”. W końcu z ulgą oddałem sterowanie Barabaszowi.

Chwila wytchnienia na Optimusie, nawet kapitan postanowił oddać ster
fot. TomaszK
Sterowania żaglami nie rozumiem do dziś. W którą stronę zmieni się kierunek jachtu po zwrocie przez sztag, a w którą po zwrocie przez rufę? Albo gdy mijaliśmy się z innym jachtem, Mysikrólik mówił „on ma pierwszeństwo, bo jest na zawietrznej”. Skąd on wiedział, że jest na zawietrznej, skoro obydwa nasze jachty wyglądały tak samo? Skąd wiedział, kiedy wykonać zwrot przy halsowaniu (to słowo akurat rozumiałem), albo w którym kierunku wieje wiatr. Do want były przymocowane wstążki, tzw. icki, które niby wskazywały kierunek, ale sam Mysikrólik mówił, że to jest złudne, bo mogą się odchylać od naszego pędu.
Najgorsze było wypływanie z mariny albo cumowanie. Trzeba było wykonywać jednocześnie tak dużo czynności, że przenosząc się z miejsca na miejsce i ciągnąc lub luzując kolejne linki, czekałem, kiedy to się skończy. Natomiast płynięcie przed siebie z wiatrem i przechylaniem łodzi na boki, podobało mi się najbardziej. Wtedy czuło się pęd naszego jachtu, wiatr we włosach i buzowanie adrenaliny. Młodzież wygrzewała się wówczas na dziobie, co wyglądało bardzo samochodzikowo.

Na dziobie rozgościła się młodzież – widok jak z samochodzikowej wyprawy
fot. TomaszK
Drugim oprócz mnie dorosłym żeglarzem na naszym jachcie (poza kapitanem), był Barabasz. Pocieszało mnie, że na żeglowaniu zna się podobnie do mnie i tak jak ja i opiera się głównie na kolorach linek. Za to dużo lepiej orientował się na mapie i aplikacji pokazującej naszą pozycję. Kiedy błądziliśmy między licznymi na Jezioraku wyspami, wyznaczał kierunek i trasę omijającą podwodne przeszkody. Chwilami, kiedy na pokładzie za dużo się działo, zastępował go w tym jego syn, Antek.
Natomiast Mysikrólik był chyba najlepszym kapitanem, jaki mógł nam się trafić. Nie znałem go z tej strony, ale okazało się, że na żeglowaniu zna się doskonale. To, że wiedział, kiedy zwijać i rozwijać poszczególne żagle, wykonywać zwrot przez sztag albo przez rufę, to drobiazg. Pierwszy raz zaimponował mi, kiedy wracając z Gierczaka, nagle powiedział „stoimy na mieczu”. Nie wiem skąd to wiedział, ja nie zauważyłem, że przestaliśmy płynąć, ani nie usłyszałem żadnego szurania po dnie. Okazało się, że rzeczywiście stoimy, ale Mysikrólik zarządził kilka manewrów żaglami i zeszliśmy z mielizny. Potem wytłumaczył nam, że jacht zaczął skręcać niezgodnie z ruchami steru. Z kolei trzeciego dnia, pomimo że wypłynęliśmy chyba jako trzeci w kolejności, w pewnym momencie okazało się, że płyniemy jako pierwsi, co potwierdziło, że nasz jacht był najszybszy.

Wreszcie cała flotylla była już razem – cztery łajby za nami i nasz Optimus jako piąta
fot. TomaszK
A wiatr był tego dnia bardzo słaby. Kiedy minęliśmy Czaplaka z innych jachtów (ale i z naszego kokpitu) zaczęły się odzywać głosy, że warto byłoby gdzieś przybić, bo pora była już obiadowa, a toalety na naszych jachtach pełniły rolę magazynów. Wszystkie załogi rozglądały się za jakimkolwiek pomostem, do którego moglibyśmy przycumować, ale nigdzie na horyzoncie nic nie takiego nie było widać. Wtedy Mysikrólik wypatrzył na Wyspie Czarnego Franka krótką przerwę w trzcinach i w imieniu wszystkich podjął ryzykowna decyzję „cumujemy”. Cumowanie było wyjątkowo trudne, bo musieliśmy płynąć tyłem na silniku, podnosić miecz i ster, uważać, żeby maszt nie zahaczył o gałęzie drzew, a potem wskoczyć do wody i przywiązać cumę do drzewa. Mysikrólik dał radę, przycumowaliśmy jako pierwsi, a potem pozostali dołączyli do nas.

Przed dobiciem do Kępki emocje udzieliły się przede wszystkim młodszej części załogi.
fot. TomaszK
Niestety obaj moi współżeglarze byli ojcami dzieci stanowiących pozostałą część załogi i chwilami próbowali je wychowywać. Co jakiś czas było słychać ich podniesione głosy – „załóż kapok!”, „odłóż telefon!”, „posprzątajcie ten bałagan!”, „słyszysz co do ciebie mówię? Na marinie usłyszałem uwagę, że u nas jest terror. Dla mnie to była pewna nowość, bo moje dzieci wszelkie polecenia wykonują natychmiast i bez protestów, ale mają już po 40 lat, a z kolei wnukom wolno u nas wszystko i nie dostają żadnych poleceń. Młodzież jachtowa zresztą nie narzekała, moim zdaniem byli bardzo zdyscyplinowani.
Przyjemne były obiady gotowane na małej kuchence gazowej wewnątrz jachtu. Umówiliśmy się, że codziennie inny z dorosłych przygotuje obiad (przywieziony z domu), ale dziwnym trafem wszyscy trzej zdecydowaliśmy się na spaghetti. Kika i Celina gotowały makaron i podgrzewały zawartość słoików. Pierwszego dnia były to pulpeciki w sosie pomidorowym, dzieło Asi Barabaszowej, w drugim dniu sos przygotowany przez szefa kuchni, zaprzyjaźnionej z Mysikrólikiem restauracji, w trzecim mój sos, taki jak był pod namiotami na wyspie Czarci Ostrów. Za to na śniadanie była codziennie moja ulubiona jajecznica, chociaż przyznam, że w kolejnych dniach chodziłem na śniadania do innych jachtów, też zresztą na jajecznicę.

Spaghetti na pokładzie smakowało wyjątkowo
fot. TomaszK
A gdzie żeglowaliśmy? Pierwszego dnia na Gierczaka, gdzie nakręciliśmy kilka scenek filmowych. Drugiego dnia nigdzie nie cumowaliśmy, ale opłynęliśmy Bukowiec i na moją prośbę podpłynęliśmy pod groblę, którą można dostać się na wyspę i okazało się, że przechodzi przez nią jezdnia. Byłem zaskoczony tym, że zarówno grobla jak i sama wyspa są porośnięte drzewami, bo czytając książkę wyobrażałem sobie, że wyspa jest łysa. Za to na brzegu dookoła całej wyspy stały domki letniskowe, każdy inny, najwyraźniej prywatna własność wielbicieli Jezioraka.
Najlepiej wspominam trzeci dzień, kiedy najpierw popłynęliśmy wszyscy na przesmyk, w którym zatopiona była ciężarówka ze skarbem. Tam Mysikrólik zeskoczył z łodzi, zanurkował i po chwili wynurzył się z bursztynowym naszyjnikiem w ręce.

W oddali przesmyk prowadzący na Jezioro Płaskie – miejsce głównych jeziorakowych tajemnic
fot. TomaszK

To właśnie tutaj, według książki, spoczywa zatopiona ciężarówka
fot. TomaszK

Krótki skok do wody i... po chwili Mysikrólik wrócił z bursztynowym naszyjnikiem
fot. TomaszK

Jedno nurkowanie wystarczyło, by Mysikrólik wydobył z Jezioraka bursztynowy naszyjnik
fot. TomaszK
Potem popłynęliśmy w kierunku innej wyspy, Czaplaka i okazało się, że w tej zatoce Jezioraka jest tylko nasze pięć jachtów. Z dziwnych powodów inni żeglarze omijali ten kierunek, więc cale jezioro było nasze. Załogi z jachtów glacy, PiTTa i Yvonne wykazały się pełnym luzem, cumowali do siebie, straszyli abordażem, łączyli się w pociąg, jednym słowem byli niepoważni.

Dwie załogi na wspólnym kursie przez Jeziorak
fot. TomaszK

Na środku Jezioraka trwało małe spotkanie flotylli
fot. TomaszK

Agrafka, Red Dragon i Phobos na wspólnym szlaku przez Jeziorak
fot. TomaszK
Z kolei statek flagowy z Hanką, Czesiem i panną Moniką, zostawał w tyle, tłumaczyli się awarią techniczną.

Pinezka na horyzoncie
fot. TomaszK

Gitarzysta na dziobie Phobosa i Jeziorak w tle
fot. TomaszK
Kiedy w oddali ukazała się wysepka, na której Czarny Franek więził Baśke i Tomasza, postanowiliśmy tam przybić.

Przed nami Kępka – kolejny punkt na mapie samochodzikowych tajemnic
fot. TomaszK
To cumowanie było dużo trudniejsze niż te w marinie, ale warto było, bo wysepka okazała się bardzo romantyczna – mała, bezludna, z własną plażą, z której oczywiście wszyscy ochoczo skorzystali.

Cumowanie na Kępce – bez pomostu, za to w samym sercu jeziorakowych tajemnic
fot. TomaszK

Na wysepce, która według książki była obozowiskiem bandy Czarnego Franka
fot. TomaszK
Ja początkowo nie zamierzałem schodzić na ląd, bo przy mojej sprawności fizycznej, w drodze powrotnej nie wdrapałbym się przez dziób. Na szczęście PiTT przycumował tyłem i przechodząc przez jachty połączone burtami, mogłem wyjść na brzeg. Lądowanie na wyspie było dla mnie najprzyjemniejszym momentem zlotu, takim jakby jego podsumowaniem.

TomaszK na tle naszej małej flotylli zacumowanej przy Kępce
fot. TomaszK

Chwila ochłody w wodach Jezioraka
fot. TomaszK

Jeziorak zapraszał do wody, a zlotowicze chętnie skorzystali z zaproszenia
fot. TomaszK

Trudno odmówić sobie kąpieli w tak pięknych okolicznościach
fot. TomaszK

Pinezka jako ostatnia odbiła od brzegu Kępki
fot. TomaszK
W drodze powrotnej dopadła nas cisza morska, ale to nie było już w stanie popsuć nam nastroju. Ten zlot był niezwykły, inny niż wszystkie.















































