Dzień 5
I w końcu nadszedł ten dzień, na który czekałem najbrdziej. Jeremy Clarkson powiedział o niej: "Najpiekniejsza droga samochodowa Europy". Tranfogaraska. Synna droga 7c Jest jeszcze kolejna podbna trasa, Transalpina. Z racji jednak usytułowania naszego lokum wybraliśmy się na Transfogaraską.
Wczesny poranek przywitał nas deszczem i chmurami. Ponoć później miało się przejaśnić, ale mimo wszystko lekka obawa była czy pogoda dopisze. Z każdym kolejnym kilometrem promieni słonecznych przybywało.
Ostani postój na stacji przed drogowskazem, który wskazywał, że za chwilę wjedziemy na tą kultową drogę.
I w końcu jesteśmy. Zaczęło się niewinnie. Droga przypominała bieszczadzkie serpentyny wijące się wśród lasu. Przy skraju jezdni co jakiś czas poajwiały się niecodzienne tablice informujące o zakazie karmienia niedźwiedzi.
Jakby cię batku przyłapali na takim procederze to mandat raptem 6.000 EUR. Nie ukrywam bardzo liczylismy na spotkanie z misiami. I nagle wyłonił się pierwszy, który prawilnie szedł sobie poboczem tuż obok naszych samochodów. Za chwilę kolejny, a za chwilę mamusia sobie leniwie leży z trójką potomstwa.
Niesamowite. Generalnie, jak jedziesz Transfogaraską i nagle przed sobą widzisz stojące auta, to raczej nie jest korek. Po prostu ludzie zatrzymują się i robią zdjęcia niedźwiedziom.
Ale trzeba jechać dalej. Przejeżdżasz strefę lasu i nagle znajdujesz się w bajce. Tzn w centrum rumuńskich Karpat. Patrzysz przed siebie i nie dowierzasz gdzie za chwilę wjedziesz.
A wjeżdża się na wysokość 2042 m.n.p.m. nad staw Balea. To tak jakby wjechać samochodem na Czarny Staw pod Rysami. Tu się zatrzymaliśmy i rozkoszowaliśmy się widokiem. Troszkę pochodziliśmy po okolicy. Pięknie byłoby iśc na jakiś szlak.
Tego dnia jednak celem była tylko przejażdżka po rumuńskich Karpatach. Przystankiem koncowym była faktyczna twierdza Vlada Palownika - Poenari. Przed samą twierdzą, na krótko zatrzymaliśmy się nad zaporą Vidraru. Widoki przepiękne, niestety wąskie gardło drogi i niewielkie parkingi, na których ciągle pełno aut spowodowały, że zrobilismy tylko kilka zdjęć i dalej.
Z samej twierdzy nie zostało zbyt dużo, to raczej ruiny.
Położona jest jednak na wysokiej górze dlatego widoki z niej są fenomenalne!!!
Po zejściu po 1468 schodach wsiadamy do samochodu i tym razem wrcamy tą samą drogą w drugą stronę. Czym wyżej tym więcej chmur. W tej odsłonie góry wyglądają równie pięknie i majestatycznie.
Pojawia się deszcz, a temperatura spada do 8,5*. Jednak z każdym kilometrem niżej rozpogadza się a temperatura rośnie. Wreszcie żegnamy Transfogaraską i bezpiecznie wracamy do domu.
Co ja mogę powiedzieć. Bez dwóch zdań był to jeden z piękniejszych dni mojego życia. Creme de la creme naszego wyjazdu bez dwóch zdań. Tą drogę kazał zbudować
Ceaucescu. Oficjalnie kosztowała życiwe 40 żołnierzy, nieoficjalnie liczba ofiar budowy dochodzi do kilkuset. Ale jak już jest to grzech nią nie przejechać. Następną razą będzie Transalpina.