Mowa oczywiście o książce Igora Newerlego „Archipelag ludzi odzyskanych”.
Powieść ta to wspaniała historia o spotkaniu i wzajemnej relacji dwóch osób. O pewnym dziennikarzu, który wyrusza na wyprawę kajakiem po mazurskich szlakach i na swojej drodze spotyka samotnego nastolatka, sierotę wojenną, który pragnie dostać się do Gdyni, a stamtąd statkiem do wuja, który mieszka w Meksyku. Spotkanie tych dwóch osób, jak to często bywa w powieściach, ale też w życiu, znacząco zmieni los każdego z nich.
Nie będę zdradzać szczegółów. Dodam tylko, że książkę zaliczyć muszę do tych niezmiernie ważnych, do tych, które opisując ludzkie historie, odbijają się echem w duszy i wywołują ogromne emocje, a także zmuszają do refleksji. Historia chłopca, który dzięki dziennikarzowi trafia do młodzieżowego domu i szkoły i tam uczy się życia, poruszyła mnie mocno. Na pewno jeszcze kiedyś do niej wrócę.
Najbardziej poruszyło mnie pewne zdanie, które starszy z bohaterów wypowiada odpowiadając na pytanie, dlaczego podczas wakacji tak bardzo interesuje się mieszkańcami regionu, który zwiedza. Odpowiada mniej więcej tak:
„Chciałbym z urlopu przywieźć zrozumienie mazurskiej sprawy”
Myślę, że teraz to niezmiernie rzadkie wśród turystów. Aby do wypoczynku i wakacyjnego relaksu dodać odrobinę ciekawości ludzkich losów i historii ziemi, którą przemierza się podczas urlopu.
Ale my to przecież robimy, prawda?















































