Zapraszam na Regent Canal Walk.




Dziękuje.






Dziękuję.Fantomas pisze: ↑20 cze 2023, 13:52 Bardzo mi się podoba Twoja relacja. W Londynie nie byłem. Gdybym sam pojechał w pierwszej kolejności chciałbym zobaczyć znane atrakcje lub atrakcje dla mnie ważne. Zawsze zakładam, że niekoniecznie będzie szansa gdzieś wrócić i chcę maksymalnie skorzystać z pobytu. Twoja relacja pokazuje Londyn z innej ciekawej strony.

Ale powiem szczerze, że chyba pierwsza rysa na takiej stabilności angielskiej się pojawia. Wcześniej było tak, że u nich wszystko jest stałe. Podwójne krany (zimna woda osobno, ciepła woda osobno) wprowadzili w czasie IIWŚ aby ludzie oszczędzali wodę, piwo do 23 też, aby robotnicy z fabryk produkujących dla wojska docierali na rano do pracy, czarne taksówki, itd. itp. Nowoczesność spowodowała, że krany nie były już niezbędne, rozszerzono licencje na alko do późniejszych godzin, taksówki już od dawna nie są tylko czarne. Ale zawsze byłem przyzwyczajony do stabilności pieniędzy. Bo pieniądze to jest odzwierciedlenie zaufania ludzi do instytucji państwa. Niby z jednej strony tam zawsze było coś nie tak, bo funty emitowane przez szkockie banki niby były oficjalną walutą, ale w Anglii żaden sklep nie chciał ich akceptować już dawno, ale z drugiej strony gdy zaczynałem moje wyjazdy do Wielkiej Brytanii w drugiej połowie lat 80 ubiegłego wieku, to w obiegu były cały czas monety o nominałach 1 szyling i 2 szylingi, które odpowiadały już wtedy używanym pensówkom. Chodziły nawet takie z Jerzym na rewersie. Ostatnimi czasy w Anglii zaczęto wymianę, głównie banknotów, na te lepiej zabezpieczone, plastikowe. W ubiegłym roku poprosiłem mojego kolegę aby, przy okazji wyjazdu do Londka, wymienił stare 20 i 50, które mu dałem, na nowe. Już wtedy sklepikarze stroili fochy, mimo że to nadal były oficjalnie używane banknoty. Teraz gdy pojechaliśmy poszliśmy do Bank of England wymienić 10, które "wyszły" wcześniej. Daje się choć organizacja jest bardzo amatorska. I teraz do końca, bo się rozpisałem. Idziemy do kawiarni, kupujemy kawę, dajemy jednofuntówki, na co lalka przy kasie odpowiada, że one już nie są ważne, żebyśmy se poszli do banku i wymienili. Bank... przyjmie pod warunkiem, że mamy u nich konto i wpłacimy na rachunek, a jak nie to mamy wracać do BoE. Wracamy do BoE a tam miła pani mówi, że możemy sobie te blaszki wyrzucić albo "oddać na charity", oni (Bank of England) nie przyjmują monet bo za monety odpowiada Mennica Królewska, która nie wprowadziła projektu wymiany monet jednofuntowych. Co oznacza - nie wydałeś na czas, to jesteś w ciemnej d...e. Czyli ryzyko zrobienia słabych, pod względem zabezpieczeń, monet, przerzucili na klientów. A biorąc pod uwagę, że według ich wyliczeń na rynku pozostało kilkadziesiąt milionów funtów w 1 funtowych monetach, to ja to określam jako grubą przewałkę godną dyktatorów lub komunistów. Anglii zwyczajnie takie coś nie przystoi. Ale cóż, każdy pomnik kiedyś się skruszy albo go talibowie wysadzą w powietrze.














O Richmod Park będzie oddzielnie, choć tym razem mogliśmy poświęcić tylko dwie godzinki na spacer.








Wbrew pozorom jest tam sporo parków nie pod linijkę.Barabasz pisze: ↑12 gru 2024, 08:24 Park w stylu angielskim trochę inaczej mi się kojarzy w bardziej uporządkowany i zaplanowany sposób, Richmond Park raczej przypomina mi jakiś rezerwat przyrody gdzie roślinność jest zostawiona sama sobie.
Czy te zwierzęta kopytne mają tam jakiś naturalnych wrogów?
Narobiłeś mi smaku na Czubajki Kanie, Brytyjczycy wiedzą jaki to przysmak?

Wpuszczają, wpuszczają. Co gorsza społeczeństwo również tam chamieje i pomimo ceny (a może właśnie z powodu tej ceny) ludzie na śniadaniu robią sobie kanapki a widziałem typa, który zapakował w serwetki dwa jajka na twardo. Trochę jak naście lat temu w motelu przy autostradzie w Beaver w Stanach.
Dlatego mi się tam podobało. To kawałek starej Anglii w Anglii. Takiej jak pamiętam z moich pierwszych pobytów prawie 40 lat temu.
Zapachniało Agatą Christie albo Conan Doyle'm.